Zaawansowany audyt techniczny profilu Google Business Profile (dawniej Moja Firma).

Lista kontrolna, którą przechodzę po kolei

Baner wejsciowyParallax

Zaawansowany audyt techniczny profilu Google Business Profile (dawniej Moja Firma).

Lista kontrolna, którą przechodzę po kolei

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
31 stycznia 2023

Kiedy klient mówi mi, że „wizytówka jest zrobiona”, zwykle znaczy to jedno: ktoś kiedyś wpisał adres, godziny i numer telefonu, dodał trzy zdjęcia i od tamtej pory nikt tam nie zaglądał. Profil bywa więc kompletny w sensie formalnym i jednocześnie bezużyteczny w sensie praktycznym — bo połowa ustawień, które decydują o tym, na jakie zapytania firma się w ogóle pojawia, siedzi w miejscach, do których nie prowadzi żaden monit z panelu.

Dlatego przy każdym nowym projekcie lokalnym przechodzę profil tak, jak przechodzi się audyt techniczny strony: po kolei, warstwa po warstwie, z listą punktów zamiast intuicji. Nie zajmuje to więcej niż godzinę, a zwykle wychodzi z tego kilkanaście konkretnych zmian.

Poniżej opisuję tę listę. Pomijam w niej weryfikację i zawieszenia — to temat na osobny tekst — i skupiam się na tym, co można poprawić w profilu już potwierdzonym i działającym.

Od czego zaczynam i czego audyt nie jest

Audyt profilu nie polega na sprawdzeniu, czy pola są wypełnione. Polega na sprawdzeniu, czy to, co w nich jest, zgadza się z rzeczywistością firmy i ze sobą samym. Google zestawia dane z profilu z tym, co widzi na stronie i w katalogach branżowych. Rozjazd między tymi źródłami nie kończy się komunikatem o błędzie — kończy się tym, że firma po prostu wypada z części zapytań, a nikt nie wie dlaczego.

Zaczynam zawsze od tego samego: patrzę na profil jako użytkownik. Wpisuję nazwę firmy w wyszukiwarkę, potem szukam jej w Mapach, na komputerze i na telefonie. Panel pokazuje mi, co wpisałem; wyniki wyszukiwania pokazują, co Google z tego zrobił, a to nie zawsze to samo — część atrybutów nie wyświetla się przy danej kategorii, część informacji Google podmienia na dane od użytkowników.

Druga rzecz, którą sprawdzam na wstępie: kto ma dostęp. Właściciel bywa byłą agencją, byłym pracownikiem albo prywatnym kontem prezesa. Bez kontroli nad rolą właściciela każda kolejna poprawka jest tymczasowa.

Dane podstawowe: nazwa, adres, telefon, godziny

Nazwa musi być nazwą, którą firma faktycznie posługuje się w świecie, a nie miejscem na słowa kluczowe. Dopiski typu „— tanie opony Kraków” bywają skuteczne krótkoterminowo, ale są niezgodne z wytycznymi i konkurencja zgłasza je bez litości.

Adres sprawdzam pod trzema kątami: czy jest identyczny z tym na stronie i w katalogach, czy numer lokalu jest we właściwym polu (a nie dopisany do ulicy), i gdzie stoi pinezka. Pinezkę przesuwam ręcznie zawsze, gdy firma mieści się w środku dużego budynku albo na zapleczu — automatyczne geokodowanie lubi postawić ją po przeciwnej stronie kwartału.

Numer główny powinien być tym, pod którym ktoś naprawdę odbiera; przekierowania z systemów call tracking psują spójność danych w sieci, więc trafiają u mnie najwyżej do numerów dodatkowych. Godziny to z kolei punkt, na którym profile sypią się najczęściej — sprawdzam nie tylko standardowy tydzień, ale też godziny specjalne: święta i przerwy urlopowe. Profil, który w Wielkanoc pokazuje „otwarte”, generuje najgorszy możliwy rodzaj kontaktu z marką.

  • nazwa zgodna z szyldem, bez dopisków;
  • adres w tym samym formacie na stronie, w profilu i w katalogach;
  • pinezka ustawiona ręcznie na wejściu, nie na środku działki;
  • godziny specjalne wpisane na cały rok do przodu.

Kategorie i atrybuty — warstwa, którą się pomija

To dla mnie najważniejszy punkt całego audytu i jednocześnie ten, który najczęściej bywa ustawiony przypadkowo. Kategoria główna decyduje o wielu rzeczach naraz: na jakie zapytania Google w ogóle rozważa Twój profil, jakie sekcje pojawiają się w wizytówce i jaki zestaw atrybutów masz do dyspozycji. Do niej dochodzą kategorie dodatkowe — łącznie profil mieści dziesięć pozycji, więc jedną główną i do dziewięciu uzupełniających. Zasada, którą stosuję: kategoria główna opisuje to, z czego firma się utrzymuje, a nie to, co brzmi najszerzej.

Atrybuty traktuję jako drugą połowę tej samej warstwy. Część jest czysto informacyjna, ale część działa jak filtr w Mapach — dostępność dla osób z niepełnosprawnościami, parking, płatność kartą, dostawa. Jeśli atrybut jest prawdziwy, a nieoznaczony, firma dobrowolnie wypada z zapytań filtrowanych. Samą zmianę kategorii głównej wprowadzam osobno od pozostałych poprawek, bo to zmiana wrażliwa.

Obszar działalności i duplikaty profilu

Firmy dojeżdżające do klienta mają do dyspozycji obszary działalności i tu spotykam dwa przeciwstawne błędy. Pierwszy: brak jakiegokolwiek obszaru, choć firma obsługuje całe województwo. Drugi, znacznie częstszy: obszar rozdmuchany do granic możliwości, bo „chcemy być widoczni wszędzie”. Limit to dwadzieścia obszarów i traktowanie go jak celu do wypełnienia nie pomaga — wskazuję realny zasięg dojazdu, bo profil i tak najmocniej pracuje w okolicy adresu.

Osobno sprawdzam, czy firma nie ma duplikatów. Powstają zaskakująco łatwo: przy przeprowadzce, przy zmianie nazwy, po dodaniu firmy przez pracownika, który nie wiedział, że profil już istnieje. Dwa profile na jeden adres dzielą między siebie opinie i sygnały, a zdarza się, że wersja lepiej widoczna to właśnie ta, do której nikt nie ma dostępu. Duplikatów szukam po nazwie, po adresie i po numerze telefonu, także na wariantach zapisu ulicy.

Warstwa treści: zdjęcia, usługi, wpisy

Zdjęcia audytuję pod kątem kompletu, nie liczby. Interesuje mnie logo, zdjęcie w tle, wnętrze, wejście widziane z ulicy (żeby klient trafił) i zespół. O geotagowaniu plików nie mam potwierdzonych danych, że cokolwiek daje, więc nie każę klientom się tym zajmować.

Sekcje z usługami i produktami są przy większości kategorii dostępne, a wypełnione bywają rzadko. To tanie miejsce na doprecyzowanie oferty własnym językiem — nazwy usług, krótkie opisy, ceny lub przedziały cenowe, jeśli firma jest gotowa je podać.

Wpisy w profilu mają krótkie życie i traktuję je odpowiednio: nie jako kanał budowania widoczności, ale jako sposób pokazania, że firma działa. Opis firmy piszę na końcu, kiedy mam już ustawione kategorie — bo wtedy wiem, czego nie musi powtarzać. Upychanie w nim fraz nie działa, a czyta to człowiek, który już Cię znalazł i właśnie decyduje, czy zadzwonić.

Opinie i pytania — to też część audytu

Do opinii podchodzę technicznie, bez rozważań o wizerunku. Sprawdzam, czy firma ma jakikolwiek proces ich zbierania i czy odpowiada na te, które przychodzą — na wszystkie, nie tylko na negatywne. Sprawdzam też, czy nie ma w nich sygnałów do wyjaśnienia z klientem: seria niskich ocen w jednym tygodniu, komentarze o niezgodnych godzinach albo o tym, że nie da się dodzwonić. To zwykle informacja o problemie operacyjnym, ale wychodzi właśnie tutaj.

Sekcja pytań i odpowiedzi jest w profilach najbardziej zaniedbanym miejscem, jakie znam. Odpowiadać może każdy, więc bez nadzoru trafiają tam odpowiedzi błędne albo złośliwe i wiszą latami. Przeglądam istniejące pytania i dodaję zestaw własnych — te, które klienci zadają przez telefon codziennie — z odpowiedziami od firmy. Jeśli w profilu włączone są wiadomości, sprawdzam, czy ktokolwiek je czyta; nieobsługiwany kanał kontaktu jest gorszy niż wyłączony.

Powiązanie ze stroną i pomiar efektu

Link w profilu powinien prowadzić na stronę najbardziej związaną z lokalizacją — przy jednym oddziale na stronę główną, przy wielu na podstronę tego oddziału. Sprawdzam, czy nie ma po drodze przekierowania i czy adres jest w wersji z HTTPS oraz w tym samym wariancie z „www” lub bez, co kanoniczny adres witryny.

Do adresu w profilu dodaję parametry UTM. Bez tego ruch z profilu miesza się w statystykach z organikiem i nie da się pokazać klientowi, ile jest wart. Jeśli firma nadal pracuje na Universal Analytics, przypominam przy okazji, że zbieranie danych kończy się tam 1 lipca tego roku.

Na stronie sprawdzam dane strukturalne typu LocalBusiness: nazwa, adres, telefon i godziny w znacznikach muszą być tym samym, co w profilu, a nie wersją z zeszłego roku.

Na koniec zaglądam do raportu skuteczności profilu i notuję stan wyjściowy: wyświetlenia, kliknięcia w stronę, telefony, wyznaczanie trasy oraz hasła, na które profil się pokazuje. Nie po to, żeby ładnie wyglądało w prezentacji, ale żeby po dwóch miesiącach od poprawek mieć z czym porównać. Bez tego punktu odniesienia audyt zostaje zbiorem opinii.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.