Zaawansowane kierowanie w kampaniach reklamowych oparte na skłonności użytkownika do zakupu (Predictive Audiences) w GA4.

Prognoza zakupu jako sygnał kierowania

Baner wejsciowyParallax

Zaawansowane kierowanie w kampaniach reklamowych oparte na skłonności użytkownika do zakupu (Predictive Audiences) w GA4.

Prognoza zakupu jako sygnał kierowania

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
30 maja 2025

Odbiorcy prognozowani z Google Analytics 4 to jedna z tych funkcji, które w prezentacjach wyglądają znakomicie, a w kontach reklamowych bywają pustą listą z zerem użytkowników. Sam kilka razy wyeksportowałem taki segment do Google Ads, po dwóch tygodniach zajrzałem i zobaczyłem, że kampania z tym kierowaniem nie zebrała nawet garści wyświetleń.

Nie znaczy to, że mechanizm jest bezużyteczny. Znaczy to, że działa w konkretnych warunkach i w konkretnych typach kampanii, a poza nimi generuje głównie poczucie, że robimy coś zaawansowanego.

W tym tekście zajmuję się wyłącznie stroną reklamową: jak taki segment przenieść do kampanii, gdzie realnie zmienia licytację i wynik, a gdzie tylko dokłada raport. Sam mechanizm liczenia prawdopodobieństwa w GA4 opisuję osobno.

Po co kierować reklamy na prawdopodobieństwo zakupu

Klasyczny remarketing dzieli ludzi po tym, co zrobili: obejrzeli produkt, dodali do koszyka, porzucili płatność. To podział zdarzeniowy i ma oczywistą wadę — traktuje wszystkich, którzy wykonali daną akcję, jako jedną grupę. Tymczasem porzucony koszyk osoby, która wraca do sklepu co dwa dni, i porzucony koszyk kogoś, kto trafił z przypadkowego kliknięcia, to dwie zupełnie różne sytuacje.

Segment prognozowany dzieli ludzi po tym, co prawdopodobnie zrobią. Zamiast jednej reguły behawioralnej dostajemy uszeregowanie tej samej grupy według szansy na zakup w najbliższych dniach — i możemy odciąć górny fragment tej listy.

Praktyczna korzyść jest dwojaka. Po pierwsze, przy ograniczonym budżecie mogę zawęzić remarketing do części, która ma sens ekonomiczny, zamiast płacić za wyświetlenia całej puli. Po drugie, w drugą stronę: mogę wyodrębnić osoby o wysokim ryzyku odejścia i skierować do nich inny komunikat niż do reszty.

Uczciwie zaznaczę, że korzyść pierwszego rodzaju jest większa w kontach z niedużym budżetem i dużym ruchem. Jeśli budżet spokojnie obsługuje całą listę remarketingową, zawężanie jej nie da wiele.

Warunki, bez których lista nie ruszy

Zanim cokolwiek zaplanuję, sprawdzam trzy rzeczy, bo każda z nich potrafi zablokować całość.

  • Połączenie usługi z kontem Google Ads — bez aktywnego powiązania i włączonego udostępniania odbiorców segment zostanie w Analytics i nigdzie nie pojedzie. Przy kilku kontach reklamowych w strukturze warto sprawdzić, czy powiązanie dotyczy tego, którego faktycznie używamy.
  • Prospektywne zbieranie — odbiorca zaczyna się zapełniać od momentu utworzenia, a nie od pierwszego dnia historii usługi. Pierwsze dwa tygodnie to okres, w którym lista rośnie i jeszcze niczego z niej nie odczytam.
  • Minimalna liczebność wymagana przez Google Ads — inna dla różnych miejsc docelowych. Sieć reklamowa ma najniższy próg, wyszukiwarka i YouTube wymagają wielokrotnie większej listy. To najczęstsza przyczyna sytuacji, w której segment działa w jednej kampanii, a w drugiej pokazuje status niekwalifikującego się.

Do tego dochodzi okres członkostwa. Domyślne trzydzieści dni przy segmencie „prawdopodobny zakup w ciągu siedmiu dni” jest dość długie — po dwudziestym dniu przechowuję w liście osoby, których prognoza dotyczyła zupełnie innego tygodnia. Skracam go, gdy zależy mi na aktualności, i wydłużam tylko wtedy, gdy walczę o osiągnięcie progu liczebności.

Gdzie te listy faktycznie robią różnicę

Nie we wszystkich kampaniach segment odbiorców znaczy to samo, a różnice są większe, niż wygląda z panelu.

W kampaniach w sieci reklamowej i w Demand Gen odbiorcy są pełnoprawnym kierowaniem — mogę zbudować kampanię, która trafia wyłącznie do wskazanej grupy. Tutaj segment prognozowany działa najbardziej dosłownie i tu widzę z niego najwięcej pożytku, zwłaszcza przy komunikacji nastawionej na domknięcie sprzedaży.

W kampaniach w sieci wyszukiwania odbiorcy nakładają się na słowa kluczowe. Kierowanie zawężające ma sens przy szerokich frazach o niskiej intencji — wtedy lista prognozowana pełni rolę filtra jakości ruchu. Przy frazach transakcyjnych zawężanie zwykle tylko odcina zasięg.

W Performance Max segment nie jest kierowaniem. Jest sygnałem odbiorców, czyli podpowiedzią, od czego system ma zacząć szukać. To ważna różnica, o którą regularnie spieram się z klientami: dodanie segmentu prognozowanego nie oznacza, że reklamy zobaczą tylko te osoby. Oznacza, że system dostał wskazówkę i może z niej wyjść.

Kierowanie czy obserwacja — decyzja, którą łatwo pomylić

W kampaniach wyszukiwarkowych i produktowych mam do wyboru dwa tryby i to jest wybór, na którym widzę najwięcej pomyłek.

Tryb obserwacji nie zmienia zasięgu. Dodaje wymiar do raportu i pozwala zobaczyć, jak dana grupa zachowuje się na tle całości. Zaczynam od niego zawsze, bo daje odpowiedź na pytanie, czy segment cokolwiek różnicuje, i nie kosztuje nic poza kilkoma minutami konfiguracji.

Tryb kierowania zawęża wyświetlanie do wskazanej grupy. Włączam go dopiero wtedy, gdy obserwacja pokazała wyraźną różnicę w koszcie konwersji lub wartości koszyka, a lista jest na tyle duża, że po zawężeniu zostanie z niej sensowny wolumen.

Kolejność ma znaczenie praktyczne: odwrócenie jej oznacza zwykle tydzień kampanii z drastycznie ograniczonym ruchem i wnioskiem, że „prognozy nie działają”. Nie działa wtedy zasięg, nie prognoza.

Prognoza a Smart Bidding — kto właściwie podejmuje decyzję

To pytanie zadaje mi prawie każdy klient, któremu proponuję ten segment, i odpowiedź jest mniej efektowna, niż się spodziewa.

Strategie automatyczne nastawione na konwersje i tak korzystają z sygnałów o użytkowniku, w tym z przynależności do list odbiorców. Nie muszę im mówić, że ktoś jest wartościowy — jeśli konwersje są mierzone poprawnie, system to widzi. Dlatego korekty stawek dla odbiorców przy docelowym CPA lub ROAS po prostu nie mają zastosowania.

Wartość segmentu prognozowanego w takim układzie leży gdzie indziej. Po pierwsze, w budowaniu osobnych kampanii z własnym budżetem i własnym celem — bo to jest jedyny sposób, żeby naprawdę przesunąć pieniądze w stronę tej grupy. Po drugie, w przekazie: inna oferta i inny nagłówek dla osoby na krawędzi decyzji niż dla kogoś, kto jest na początku rozglądania się.

Traktuję to więc jako narzędzie do organizacji kampanii i komunikacji, nie do przelicytowywania automatu. Gdy słyszę pytanie, o ile podnieść stawkę dla prognozowanych nabywców, odpowiadam, że to nie jest właściwe pytanie.

Zgody użytkowników i to, co z listy zostaje

Od marca poprzedniego roku pełne działanie remarketingu w Europejskim Obszarze Gospodarczym wymaga przekazywania zgód w drugiej wersji trybu uzyskiwania zgody. Bez tego listy odbiorców zbierane w GA4 nie zapełniają się tak, jak przed wprowadzeniem tego wymogu.

Praktyczna konsekwencja jest prosta: liczebność segmentu prognozowanego w polskim sklepie zależy nie tylko od ruchu, ale i od tego, ilu użytkowników klika zgodę na banerze. Przy niskim współczynniku akceptacji lista może nigdy nie dobić do progu wymaganego przez wyszukiwarkę czy YouTube.

Dlatego przy tego typu projektach sprawdzam banner zgód wcześniej niż samą konfigurację odbiorców. Jeżeli okazuje się, że zgód jest mało, mówię wprost, że zaawansowane kierowanie na prognozy jest w tym koncie przedwczesne — i że pieniądze lepiej wydać na poprawę procesu zbierania zgód niż na segmentację, która nie ma z czego powstać.

Warto też pamiętać, że część danych w raportach jest modelowana. Nie zmienia to sensu prognozy, ale każe ostrożniej podchodzić do porównywania liczebności listy w GA4 z tym, co pokazuje panel reklamowy.

Jak oceniam efekt i kiedy odpuszczam

Oceniam to tak samo jak każdą inną zmianę w kierowaniu: przez porównanie kampanii z segmentem i bez niego, w tym samym okresie, przy podobnym budżecie. Nie porównuję miesiąca do miesiąca, bo w e-commerce prawie nigdy nie są to porównywalne miesiące.

Patrzę na trzy rzeczy: koszt konwersji, średnią wartość zamówienia i wolumen. Ten ostatni ma znaczenie krytyczne, bo lepszy koszt konwersji przy pięciokrotnie mniejszej liczbie transakcji nie jest sukcesem, tylko zwężeniem kampanii.

Odpuszczam w trzech przypadkach: gdy segment przez dwa tygodnie nie osiąga progu liczebności, gdy w trybie obserwacji nie różni się od średniej konta i gdy sklep ma tak mały ruch, że model w GA4 w ogóle nie chce się zbudować. Ostatnia sytuacja jest w polskich realiach najczęstsza i nie ma sensu jej obchodzić — żaden trik konfiguracyjny nie zastąpi danych, których nie ma.

Na koniec rzecz, którą powtarzam klientom: to nie jest funkcja, od której zaczyna się pracę nad kontem. Zanim zajmę się prognozami zakupu, chcę mieć poprawny pomiar, uporządkowaną strukturę kampanii i działający remarketing na zwykłych regułach. Prognoza jest nadbudową, nie fundamentem.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.