Wyznaczanie strategii pozyskiwania klientów na 2025 rok: Połączenie GEO, SEO oraz płatnych kampanii AI.

Trzy kanały, jeden model klienta

Baner wejsciowyParallax

Wyznaczanie strategii pozyskiwania klientów na 2025 rok: Połączenie GEO, SEO oraz płatnych kampanii AI.

Trzy kanały, jeden model klienta

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
31 grudnia 2024

Grudzień to u mnie miesiąc rozmów o budżetach na kolejny rok i tym razem wracał w nich jeden wątek: co zrobić z tym całym AI. Pytanie zwykle brzmiało „czy przenosimy część budżetu z SEO na optymalizację pod odpowiedzi generatywne”.

Uważam, że to złe postawienie sprawy. Nie dlatego, że zjawisko jest nieistotne, ale dlatego, że plan zbudowany jako podział budżetu między trzy modne skróty rozsypuje się przy pierwszej weryfikacji. Kanały nie kupują u nas niczego — kupują ludzie.

Poniżej opisuję, jak podchodzę do planu na 2025 rok: od czego zaczynam, jaką rolę daję każdemu z tych trzech obszarów i co robię z częścią, której jeszcze nie umiem porządnie zmierzyć. To metoda, nie gotowa tabelka.

Co dzisiaj naprawdę znaczy ten skrót

Termin Generative Engine Optimization pochodzi z pracy naukowej z końca 2023 roku i przez ostatnie miesiące zaczął krążyć po branżowych konferencjach. Chodzi w nim o jedno: żeby marka była cytowana w odpowiedziach generowanych przez modele językowe, a nie tylko wysoko w liście linków.

Trzeba to od razu urealnić. Na koniec 2024 roku nie jest to dyscyplina z ustalonym warsztatem, narzędziami i miarami. Jest to obszar, w którym mamy garść obserwacji, kilka prac badawczych i bardzo dużo śmiałych deklaracji sprzedażowych.

W polskich warunkach dochodzi jeszcze jedno ograniczenie. Generatywne podsumowania Google nie działają jeszcze w naszym języku i naszym kraju, więc mówiąc dziś o widoczności w odpowiedziach AI, mówimy w praktyce o ChatGPT z włączonym wyszukiwaniem, o Perplexity i o asystentach wbudowanych w inne produkty. To realny, ale wciąż niewielki strumień ruchu.

Dlatego w planach, które układam na 2025 rok, ten obszar dostaje status obserwowanego eksperymentu z małym budżetem, a nie kanału z celem sprzedażowym. Zmienię to, kiedy dane pokażą coś innego.

Zaczynam od modelu klienta, nie od kanałów

Pierwsza rzecz, którą robię przy planowaniu, nie ma nic wspólnego z narzędziami. Wypisuję, jak wygląda droga do zakupu w tej konkretnej firmie: ile trwa, ile osób bierze udział w decyzji, co ją uruchamia i co ją blokuje.

Potem przypisuję pytania, które klient zadaje na każdym etapie. Nie frazy z narzędzia do słów kluczowych — pytania w formie, w jakiej naprawdę je zadaje. Dopiero na końcu decyduję, gdzie na te pytania odpowiadam: tekstem w serwisie, reklamą, materiałem, który może zostać zacytowany, albo rozmową z handlowcem.

Ta kolejność wygląda banalnie, ale zmienia wynik. Gdy zaczynasz od kanałów, dostajesz plan, w którym każdy kanał robi to samo — walczy o frazy zakupowe. Gdy zaczynasz od pytań, widzisz, że większość z nich nikt w firmie nie obsługuje.

SEO: to, co się nie zmienia

Mimo całego szumu praca nad widocznością organiczną w 2025 roku będzie wyglądać podobnie jak w 2024. Zmieniło się otoczenie, nie fundamenty.

Nadal decyduje to, czy strona odpowiada na pytanie lepiej niż alternatywy, czy da się ją szybko obsłużyć na telefonie i czy ktoś poza nami uważa, że warto ją cytować. Rok pełen aktualizacji rdzenia niczego tu nie odwrócił — raczej przyciął taktyki, które omijały te trzy rzeczy.

Jedną rzecz zmieniłbym w sposobie pisania. Skoro coraz więcej odpowiedzi jest składanych przez modele z fragmentów cudzych tekstów, warto pisać tak, żeby te fragmenty dawały się wyciąć bez utraty sensu: konkretne definicje, wyraźne liczby i warunki, jasne podpisanie autora i daty. To nie jest osobna dyscyplina, to po prostu porządna redakcja.

Płatne kampanie oparte na automatach

W Google Ads „AI” oznacza dziś głównie kampanie, w których oddajemy systemowi decyzję o dopasowaniu i miejscu emisji: Performance Max i Demand Gen. Po roku 2024 mam do nich dość ustabilizowane podejście.

  • Karma jest ważniejsza niż ustawienia. Jakość feedu, wartości konwersji, listy klientów, wykluczenia marki — to jest to, na co mam wpływ. Suwaków ubywa co roku i nie warto o nich walczyć.
  • Kampania na markę zostaje oddzielnie. Ruch brandowy jest tani i dobrze konwertuje, więc wpuszczony do automatu zawyża wyniki i maskuje słabe kawałki.
  • Kreacje są dźwignią, której nikt nie wykorzystuje. W kampaniach, gdzie nie ustawiam dopasowania, jedyną rzeczą naprawdę różnicującą wynik jest to, co pokazuję i mówię. Na większości kont, które przejmuję, zestawy zasobów są uzupełnione byle jak.

Jeśli mam jedną radę budżetową na 2025 rok, to taka: zamiast dokładać kolejny typ kampanii, doprowadź do porządku dane i kreacje w tym, co już działa.

Jak dzielę budżet, gdy jeden obszar jest eksperymentem

Nie umiem podać uniwersalnego podziału procentowego i nie wierzę osobom, które go podają. Podam natomiast zasadę, której się trzymam.

Trzon budżetu idzie tam, gdzie znam koszt pozyskania klienta i potrafię go powtórzyć. To zwykle kampanie w wyszukiwarce, produktowe i praca nad tymi obszarami serwisu, które już przynoszą zapytania.

Osobno wydzielam część na rzeczy o niepewnym zwrocie — i traktuję ją jak koszt uczenia się, nie jak inwestycję z obiecanym wynikiem. Ustalam z klientem z góry, ile miesięcy trwa taki eksperyment i po czym poznamy, że go kończymy. Bez tego drugiego warunku eksperymenty żyją wiecznie.

Widoczność w odpowiedziach generatywnych trafia w 2025 roku właśnie do tej drugiej puli. Nie dlatego, że w nią nie wierzę, ale dlatego, że nie potrafię dziś obiecać, jaki da wynik, a wolę powiedzieć to wprost niż sprzedać nadzieję.

Pomiar: pogódź się z tym, że część jest niewidoczna

Największy problem praktyczny tego planu jest banalny: nie ma dobrego raportu pokazującego, ile osób trafiło do nas przez odpowiedź asystenta. Wejścia z takich narzędzi widać w analityce jako ruch z odesłania, ale to wierzchołek, bo wiele osób po prostu wpisuje potem nazwę marki.

Robię więc dwie rzeczy. Po pierwsze, pilnuję wzrostu zapytań o samą markę — to jedyny szeroko dostępny sygnał, że gdzieś nas wspomniano. Po drugie, pytam ludzi. Pole „skąd nas znasz” w formularzu daje dane brzydkie i niepełne, ale bywa jedynym miejscem, gdzie widać kanał, którego nie mierzy żadne narzędzie.

I zostawiam sobie pokorę w raportowaniu. Wolę powiedzieć klientowi „tego fragmentu nie umiem policzyć” niż wpisać do arkusza liczbę, którą sam sobie wymyśliłem.

Plan na pierwszy kwartał

Na koniec konkret: gdybym zaczynał od zera w styczniu, zrobiłbym to w tej kolejności.

Najpierw porządek w pomiarze — zgody, konwersje, wartości transakcji, jedna wersja prawdy o koszcie pozyskania klienta. Bez tego wszystkie dalsze decyzje są zgadywaniem.

Potem lista pytań klienta z etapami decyzji i uczciwa ocena, na które z nich mamy dziś dobrą odpowiedź. Zwykle wychodzi z tego plan treści na kilka miesięcy, a przy okazji lista braków w ofercie.

Na końcu kampanie: uporządkowane, z rozdzieloną marką, z kompletnymi zasobami i z jednym eksperymentem, który wolno przerwać. Reszta to cierpliwość, a tej żaden algorytm za nas nie załatwi.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.