Universal Analytics przestaje przetwarzać dane: Pierwsze kroki w nowej rzeczywistości z GA4.

Pierwszy miesiąc bez starego Analytics

Baner wejsciowyParallax

Universal Analytics przestaje przetwarzać dane: Pierwsze kroki w nowej rzeczywistości z GA4.

Pierwszy miesiąc bez starego Analytics

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
31 lipca 2023

Termin był znany od ponad roku, a mimo to lipiec zaskoczył wiele firm. Universal Analytics przestało przetwarzać nowe dane 1 lipca i od tego dnia w standardowych usługach nie pojawia się już ani jedna sesja. Konta, które miały GA4 „na potem”, zostały z miesiącem dziury w danych albo z usługą GA4 utworzoną automatycznie, której nikt nigdy nie sprawdził.

Widzę teraz dwa scenariusze na kontach, które przejmuję. Pierwszy: GA4 działa od kilkunastu miesięcy równolegle, ktoś się nim zajmował i lipiec był nudny. Drugi: w panelu jest usługa, którą Google założyło samo, mierzy odsłony, nie ma konwersji, nie jest połączona z Google Ads i nikt jej nie ogląda.

Ten tekst jest dla drugiego scenariusza. Nie o tym, czy GA4 jest lepsze — ta dyskusja jest już bezużyteczna. O tym, co zrobić w najbliższych tygodniach, żeby w styczniu mieć porównywalne dane i historię, na której da się pracować.

Co dokładnie stało się 1 lipca

Warto rozdzielić trzy rzeczy, bo w rozmowach ciągle się zlewają.

Po pierwsze, zatrzymanie zbierania danych. Tagi Universal Analytics nadal siedzą w kodzie wielu stron i nadal wysyłają żądania, ale po stronie Google nic już się z nich nie zapisuje. Nie ma sensu ich utrzymywać — przy okazji porządków w tagach zwykle je usuwam, bo tylko mylą osoby, które wchodzą do kontenera po latach.

Po drugie, dostęp do danych historycznych. Google zapowiedziało, że raporty z dawnej usługi będą dostępne jeszcze przez co najmniej pół roku od tej daty. Nie podano dokładnego dnia wyłączenia interfejsu, więc traktuję to jako termin, który może się przesunąć w jedną albo w drugą stronę. Nie jest to podstawa, żeby odkładać eksport.

Po trzecie, brak migracji danych. Historia z dawnej usługi nie przenosi się do GA4 i nigdy się nie przeniesie. To nie jest niedoróbka, którą Google kiedyś naprawi — to konsekwencja innego modelu danych. Wszystko, co chcesz mieć na przyszłość z lat poprzednich, musisz sam z panelu wyjąć.

Osobny przypadek to usługi w wersji 360, dla których termin został przedłużony o rok. Jeśli pracujesz na płatnej licencji, masz więcej czasu, ale sytuacja końcowa jest identyczna.

Wyjmij dane historyczne, póki są

To pierwsza rzecz, którą robię na koncie, które trafia do mnie teraz. Nie audyt GA4, nie konwersje — eksport.

Nie próbuję ratować wszystkiego, bo to wysiłek bez sensu. Wybieram kilka zestawień, do których realnie wraca się przy planowaniu, i schodzę z nimi na poziom miesięczny za trzy pełne lata wstecz.

  • Kanały i źródła ruchu — sesje, użytkownicy, transakcje albo cele w rozbiciu miesięcznym. To baza do porównań rok do roku, których w GA4 nie zrobisz na starych danych.
  • Strony docelowe — najlepiej z podziałem na ruch płatny i organiczny. Przy każdej przebudowie serwisu ten plik ratuje dyskusję o tym, co działało wcześniej.
  • Sprzedaż i cele w czasie — miesięczne wartości, sezonowość, szczyty. Bez tego planowanie budżetu na czwarty kwartał opiera się na pamięci.

Eksportuję do arkusza i zapisuję w miejscu, do którego ma dostęp klient, nie tylko ja. Przy większych serwisach opłaca się dodatek do Arkuszy Google albo pobranie danych przez API.

Jeszcze jedna rzecz, o której się zapomina: zrzuty ustawień. Lista celów z definicjami, filtry widoków, wykluczenia odesłań. Kiedy za pół roku ktoś zapyta, dlaczego liczby w GA4 nie zgadzają się z dawnym raportem, ta lista jest jedyną sensowną odpowiedzią.

Sprawdź, czy GA4 mierzy to, co powinno

Usługa utworzona automatycznie zbiera odsłony i kilka zdarzeń z pomiaru zaawansowanego. To wszystko. Nie ma w niej ani jednej konwersji, którą ktoś świadomie zdefiniował.

Przechodzę więc przez cztery ustawienia i w tej kolejności.

Okres przechowywania danych. Domyślnie dwa miesiące dla danych o użytkownikach i zdarzeniach. Przy tej wartości eksploracje nie pokażą Ci nic sprzed dwóch miesięcy, a porównania rok do roku nigdy nie powstaną. Zmiana na czternaście miesięcy zajmuje jedno kliknięcie i działa tylko w przód — dane skasowane wcześniej nie wrócą. Jeśli miałbym wskazać jedno ustawienie, które warto sprawdzić dziś, to właśnie to.

Zdarzenia i konwersje. W GA4 wszystko jest zdarzeniem, a konwersja to zdarzenie, które ktoś ręcznie oznaczył jako ważne. Przeglądam listę i szukam odwrotności problemu z dawnych celów: tam brakowało definicji, tutaj zwykle jest ich za dużo, bo pomiar zaawansowany zapisuje kliknięcia w linki wychodzące i przewinięcia strony. Jako konwersje oznaczam wyłącznie to, na czym zależy firmie.

Filtry ruchu wewnętrznego. Adresy IP biura i agencji. Bez tego w małym serwisie własne wizyty potrafią zaburzyć obraz mocniej, niż ktokolwiek przypuszcza.

Wykluczenia odesłań i ruch między domenami. Jeśli płatność odbywa się w zewnętrznym serwisie, a Ty nie wykluczysz jego domeny, dostaniesz sesje przypisane do bramki płatniczej i sprzedaż, która pojawia się z nikąd. Przy oddzielnej domenie sklepu i strony wizerunkowej dochodzi konfiguracja pomiaru między domenami.

Połączenie z Google Ads

Osobny punkt, bo tutaj najłatwiej zrobić sobie krzywdę w danych, na których optymalizują strategie stawek.

Sprawdzam, czy usługa GA4 jest połączona z kontem Google Ads i czy odbiorcy oraz konwersje faktycznie przepływają. Potem robię rzecz nudną, ale konieczną: liczę, ile razy ta sama transakcja jest raportowana w Google Ads. Jeśli konwersje idą jednocześnie z tagu Google Ads i z importu z GA4, konto widzi każdą sprzedaż dwukrotnie, a algorytm licytuje na podstawie zawyżonych wyników.

Wybieram jedno źródło konwersji dla licytacji i przy nim zostaję. Drugie może istnieć w koncie jako pomocnicze — pod warunkiem że nie jest oznaczone jako główne.

Warto też przy tej okazji sprawdzić konwersje rozszerzone, dostępne od końca 2021 roku. Przy rosnących ograniczeniach w plikach cookie to jeden z niewielu sposobów, żeby pomiar nie sypał się bardziej, niż musi.

Czego nie oczekiwać od GA4

Najwięcej frustracji w ostatnich miesiącach widzę nie z powodu brakujących funkcji, ale z powodu oczekiwań przeniesionych ze starego narzędzia.

Liczby się nie zgodzą. Sesja jest liczona inaczej — nie restartuje się o północy ani przy zmianie kampanii. Użytkownicy raportowani są jako aktywni, a nie jako wszyscy. Modelowanie i próg zliczania powodują, że w małych zestawieniach część danych jest przybliżana albo ukrywana. Różnica kilku procent między dawnym raportem a GA4 jest normalna i nie ma sensu jej ścigać.

Nie ma widoków, więc nie ma prostego podziału na wersję z filtrami i bez. Nie ma też dawnego układu raportów — jest własna biblioteka, w której trzeba je sobie ułożyć.

Jest natomiast jedna rzecz, której w wersji darmowej wcześniej nie było i którą warto włączyć od razu: eksport do BigQuery. Nawet jeśli dziś nikt nie będzie tych danych analizować, eksport zaczyna działać od dnia włączenia i za rok będzie jedynym miejscem z surowymi zdarzeniami bez limitów interfejsu.

Plan na pierwsze tygodnie

Gdybym miał to ułożyć w kolejność dla kogoś, kto zaczyna dziś, wyglądałaby tak.

W pierwszym tygodniu: eksport danych historycznych i zmiana okresu przechowywania danych w GA4. Dwie rzeczy, których nie da się nadrobić później.

W drugim: przegląd zdarzeń, oznaczenie właściwych konwersji, filtry ruchu wewnętrznego, wykluczenia odesłań. Potem połączenie z Google Ads i rozstrzygnięcie, skąd konto bierze konwersje do licytowania.

W trzecim: podstawowe raporty i porównania, których będziesz używać co miesiąc. Nie dwadzieścia, tylko trzy albo cztery. Do tego prosty dokument z opisem, co jest mierzone, jak nazywa się zdarzenie i co oznacza dana konwersja — bo za kwartał nikt tego nie odtworzy z pamięci.

I na koniec rzecz, która nie jest techniczna: uprzedź osoby, które czytają raporty, że dane za drugą połowę roku nie będą porównywalne z pierwszą. Lepiej powiedzieć to teraz, niż tłumaczyć w styczniu, dlaczego rok do roku wygląda dziwnie. Z mojego doświadczenia to zdanie oszczędza więcej nerwów niż jakakolwiek konfiguracja.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.