Modelowane listy odbiorców nie zawierają konkretnych osób, tylko prawdopodobieństwa. Wyjaśniam, jak powstają, gdzie ich szukać w panelu i jak czytać ich raporty.
Najczęstszy problem, jaki widzę w kampaniach prowadzonych równolegle w kilku kanałach, nie polega na złych ustawieniach. Polega na tym, że każdy kanał dostał to samo zadanie: przynieść sprzedaż w tym miesiącu. W efekcie reklama wideo jest oceniana po liczbie transakcji, kampania w wyszukiwarce walczy o frazy zakupowe, a wysyłki mailowe co tydzień przypominają o rabacie.
Taki układ potrafi działać, dopóki popytu jest więcej niż budżetu. Kiedy najtańsze zapytania zostają wyczerpane, kończą się możliwości wzrostu i zaczyna się przelicytowywanie tego samego, coraz mniejszego zbioru osób.
Lejek, o którym chcę tu napisać, jest próbą wyjścia z tej pułapki: każdemu narzędziu daję inne zadanie i inną miarę. Nie jest to koncepcja nowa, ale jej wdrożenie w Google Ads wraz z systemem do wysyłek wymaga kilku decyzji, które łatwo podjąć nieświadomie.
Zamiast myśleć „wideo, wyszukiwarka, mail”, wolę myśleć o trzech pytaniach, na które ktoś musi odpowiedzieć, żeby doszło do zakupu.
Pierwsze: czy ta osoba w ogóle wie, że jej problem da się rozwiązać w ten sposób? Jeśli nie wie, nie wpisze niczego w wyszukiwarkę, bo nie ma czego wpisać. Ten fragment obsługuje materiał wideo, bo tylko on potrafi w kilkanaście sekund pokazać sytuację, w której użytkownik się rozpoznaje.
Drugie: czy szuka i porównuje? Wtedy istnieje zapytanie, więc pojawia się miejsce dla reklamy w wyszukiwarce i dla treści w serwisie. To najłatwiejszy fragment lejka i dlatego zazwyczaj jedyny, którym ktoś się zajął.
Trzecie: co go blokuje przed decyzją? Cena, brak zaufania, potrzeba zgody kogoś innego w firmie, zły moment. Ten etap odbywa się w większości poza reklamą i najlepiej obsługuje go sekwencja wiadomości, bo pozwala rozłożyć argumenty w czasie.
Kiedy zadania są rozdzielone w ten sposób, przestaje mieć sens porównywanie kanałów tym samym wskaźnikiem. To brzmi oczywiście, a jest głównym powodem, dla którego takie lejki są w praktyce wygaszane po dwóch miesiącach — ktoś zobaczył koszt konwersji przy wideo i wyłączył kampanię.
Zacznę od trudnego przypadku, bo o wideo najciężej rozmawiać z klientem.
Sensowne cele dla tej warstwy to zasięg w precyzyjnie opisanej grupie i realne obejrzenie materiału, nie kliknięcie. Kliknięcie w reklamę wideo jest sygnałem rzadkim i przypadkowym; obejrzenie do końca mówi znacznie więcej o dopasowaniu przekazu.
Co do samego materiału, trzymam się kilku reguł, które sprawdzają się niezależnie od branży.
Kampanie nastawione na popyt, w Google Ads prowadzone dziś głównie jako Demand Gen albo klasyczne formaty wideo, dają przy tym coś, czego wyszukiwarka nie da: możliwość dotarcia do osób, które jeszcze nie wiedzą, czego szukać. To jest cała wartość tej warstwy i jednocześnie jej największa słabość — efekt jest odroczony.
Jeśli warstwa wideo zadziała, w wyszukiwarce zaczyna się dziać coś, co widać wcześniej niż w sprzedaży: rośnie liczba zapytań o markę i o sformułowania używane w materiale.
Dlatego przy takim lejku struktura kampanii w wyszukiwarce wygląda u mnie inaczej niż przy klasycznym podejściu. Osobno prowadzę kampanię na markę, osobno na frazy ogólne, a osobno — i to jest element, o którym często się zapomina — na sformułowania wprost przeniesione z komunikacji wideo. Ludzie szukają tego, co usłyszeli, nie tego, co znalazłem w narzędziu do słów kluczowych.
Druga decyzja dotyczy odbiorców. Osoby, które widziały materiał, dodaję do kampanii w wyszukiwarce co najmniej w trybie obserwacji. Nawet jeśli nie zmieniam dla nich stawek, chcę widzieć w raporcie, jak zachowują się względem ruchu zimnego. Bez tego cały pomysł zostaje na poziomie przypuszczeń.
Trzecia rzecz: strona, na którą prowadzę taki ruch, powinna nawiązywać do tego, co użytkownik widział. Nie chodzi o osobny landing dla każdego filmu, ale o to, żeby ta sama obietnica pojawiła się w nagłówku. Rozjazd między obietnicą z reklamy a treścią strony to najpospolitszy sposób marnowania budżetu z warstwy wyższej.
Tu wchodzimy w obszar, który w projektach reklamowych bywa traktowany jako coś osobnego, prowadzonego przez inną osobę i według innej logiki. Uważam to za błąd, bo to jedyne miejsce w tym układzie, gdzie mamy kontakt bez płacenia za każde dotknięcie.
Sekwencja, którą uważam za rozsądny punkt wyjścia, nie zaczyna się od oferty. Zaczyna się od dostarczenia tego, po co ktoś zostawił adres — poradnika, kalkulacji, dostępu do materiału. Potem idą wiadomości zdejmujące konkretne obiekcje, każda o jednej rzeczy: jak wygląda wdrożenie, ile to trwa, co jeśli się nie sprawdzi, jak wygląda umowa.
Ofertę wysyłam wtedy, gdy z zachowania widać zainteresowanie: otwarcia, wejścia na stronę cennika, powrót do serwisu. Wysłanie propozycji zbyt szybko kończy rozmowę, której jeszcze nie było.
Warto tu zadbać o jedną rzecz techniczną, o której się nie mówi, bo jest nudna: uwierzytelnianie domeny wysyłkowej. Sekwencja, która trafia do zakładki z ofertami albo do spamu, nie jest złą sekwencją — jest niedostarczoną sekwencją. Sprawdzenie konfiguracji zajmuje godzinę i bywa najlepiej wydaną godziną w całym projekcie.
Lejek rozsypuje się zwykle nie na poziomie pomysłu, a na styku narzędzi. Kilka miejsc, którym poświęcam najwięcej uwagi.
Zgody muszą być zbierane osobno i uczciwie: na kontakt handlowy, na wysyłkę materiałów, na wykorzystanie danych w kampaniach. Wrzucenie wszystkiego do jednego pola pod formularzem jest wygodne, dopóki ktoś nie zapyta, na jakiej podstawie eksportujemy adresy do systemu reklamowego.
Listy odbiorców przekazywane do Google Ads na podstawie danych z systemu mailowego to najmocniejsze połączenie w całym układzie, ale wymaga zaplecza: hasłowania adresów, zgodnego z regulaminem sposobu zbierania danych i regularnej aktualizacji. Lista wgrana raz, pół roku temu, jest listą martwą.
Parametry w adresach docelowych to trzecia rzecz i najczęściej zaniedbana. Wystarczy jeden ustalony schemat, spisany na kartce i stosowany przez wszystkich — także przez osobę wysyłającą maile. Widzę to na większości kont, które przejmuję: ta sama kampania opisana czterema wariantami nazwy, więc żadnego zestawienia nie da się zrobić bez sklejania danych ręcznie.
Nie zaczynam od wideo, choć w schemacie lejka stoi najwyżej.
Zaczynam od dołu: od tego, żeby wyszukiwarka i strona ogarniały popyt, który już istnieje. Jeśli ten fragment nie działa, warstwa wideo dostarczy ludzi do dziurawego wiadra. Potem uruchamiam sekwencję mailową, bo ona zaczyna pracować od pierwszego zapisu i buduje bazę, której nie da się nadgonić później. Wideo jest ostatnie.
Podziału procentowego nie podam, bo zależy od tego, ile popytu w danej kategorii już istnieje. Podam natomiast zasadę: warstwa górna dostaje tyle, ile jestem gotów wydać bez obietnicy wyniku w tym kwartale, i ustalam z klientem z góry, po czym poznamy, że eksperyment kończymy.
Ostatnia rzecz, najbardziej niewygodna. Ten układ wymaga cierpliwości liczonej w miesiącach i konsekwencji w przekazie, a nie w narzędziach. Jeśli wiem, że po sześciu tygodniach będzie rozmowa o wyłączeniu wideo z powodu kosztu konwersji, wolę nie zaczynać i uczciwie powiedzieć, że pracujemy tylko na istniejącym popycie. To mniej efektowne, ale przynajmniej nie kończy się porzuconym projektem w połowie.
Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci nawigację oraz wykonywanie określonych funkcji. Szczegółowe informacje o wszystkich plikach cookies znajdziesz w każdej kategorii zgody poniżej.
Pliki cookies oznaczone jako "Niezbędne" są przechowywane w Twojej przeglądarce, ponieważ są one kluczowe dla zapewnienia podstawowych funkcji strony.
Używamy również plików cookies firm trzecich, które pomagają nam analizować, w jaki sposób korzystasz z tej strony, zapamiętują Twoje preferencje oraz dostarczają treści i reklamy odpowiednie dla Ciebie. Te pliki cookies będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją uprzednią zgodą.
Możesz zdecydować, czy chcesz włączyć lub wyłączyć niektóre bądź wszystkie te pliki cookies, jednak wyłączenie niektórych z nich może wpłynąć na Twoje doświadczenia podczas przeglądania strony.
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __cf_bm | 13 minutes | Cloudflare bot management — distinguishes humans from bots. |
| rc::* | Persistent | Google reCAPTCHA — localStorage holding anti-bot challenge state. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| wpEmojiSettingsSupports | Session | WordPress — sessionStorage flag caching whether the browser can render emoji (feature detection). |
| ytidb* | Persistent | YouTube — IndexedDB storing playback/search state for embedded videos. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| _ga_* | 400 days | Google Analytics 4 — persists session state per property. |
| _ga | 400 days | Google Analytics — distinguishes unique users via a client id. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| NID | 183 days | Google — stores preferences for personalized ads. |
| fr | 90 days | Meta — encrypted Facebook id and browser id for ads. |
| _gcl_au | 90 days | Google AdSense/Ads — experiments with advertising efficiency (conversion linker). |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __Secure-YNID | 180 days | |
| YSC | Session | |
| __Secure-ROLLOUT_TOKEN | 180 days | |
| VISITOR_INFO1_LIVE | 180 days | |
| VISITOR_PRIVACY_METADATA | 180 days | |
| datr | 400 days | |
| sb | 400 days | |
| wd | 7 days |