Modelowane listy odbiorców nie zawierają konkretnych osób, tylko prawdopodobieństwa. Wyjaśniam, jak powstają, gdzie ich szukać w panelu i jak czytać ich raporty.
Do 2023 roku argument „mamy więcej treści niż konkurencja” jeszcze coś znaczył. Dziś nie znaczy nic — wygenerowanie stu artykułów jest kwestią jednego popołudnia i każdy w branży o tym wie, w tym Google.
Skutek jest taki, że przewagą przestaje być objętość, a zaczyna być coś, czego nie da się wyprodukować masowo: możliwość sprawdzenia, kto to napisał, na jakiej podstawie i kiedy. Brzmi to jak truizm, dopóki nie spróbuje się tego wdrożyć w firmie, która publikuje osiem tekstów miesięcznie.
Zebrałem tu standard, którym się posługuję, i celowo napisałem go jako listę wymagań, nie jako manifest. Manifestów o jakości treści jest w sieci więcej niż samych tekstów.
Nie zmieniło się to, czego chce czytelnik, i nie zmieniło się to, co Google nazywa treścią przydatną. Zmieniły się dwie inne rzeczy.
Pierwsza: koszt wyprodukowania tekstu, który wygląda kompetentnie, spadł praktycznie do zera. Wcześniej słaby tekst zwykle wyglądał na słaby — miał ubogie zdania i widoczne dziury. Teraz słaby tekst wygląda dokładnie tak, jak dobry, i różnicę widać dopiero, gdy zacznie się sprawdzać konkrety.
Druga: przez to samo spadła wartość powierzchownych sygnałów jakości. Nagłówki w dobrej strukturze, spis treści, sekcja z pytaniami i odpowiedziami, akapit podsumowania — wszystko to jeszcze niedawno wyróżniało tekst przygotowany porządnie. Dziś jest darmowe i domyślne, więc nie wyróżnia niczego.
Z mojego doświadczenia najmocniej odbiło się to na treściach z pogranicza porady i sprzedaży: opisach usług, poradnikach kategorii, tekstach eksperckich na blogach firmowych. Tam natłok jest największy, a czytelnik i tak szuka jednej rzeczy — czy ma powód komukolwiek uwierzyć.
Warto to powiedzieć wprost, bo wokół tematu narosło dużo mitologii: Google nie zakazuje treści tworzonych z pomocą narzędzi automatycznych. Zakazuje treści tworzonych masowo bez wartości dla użytkownika, wyłącznie po to, żeby manipulować wynikami.
Różnica jest zapisana w zasadach dotyczących spamu. Aktualizacja z marca 2024 roku nadała jej konkretne nazwy, z których dwie warto znać. Pierwsza dotyczy skalowanego nadużywania treści — kluczowe jest tu słowo „skalowane”, a nie sposób powstania tekstu. Druga dotyczy nadużywania reputacji witryny, czyli sytuacji, w której cudze materiały publikuje się pod uznaną domeną, żeby pożyczyć jej wiarygodność.
Praktyczny test, który sobie zadaję przed publikacją, jest prosty: gdyby ten tekst trzeba było obronić przed osobą znającą temat, mielibyśmy czym? Jeśli odpowiedź brzmi „to zależy, kto to pisał, bo nie wiem” — nie publikuję.
Nie prowadzę natomiast rejestru tego, w której części procesu użyto narzędzia, i nie widzę powodu, żeby to komunikować czytelnikowi. Interesuje mnie, czy treść jest sprawdzona, a nie czym była składana.
To lista kontrolna, którą przechodzę przed publikacją. Nie jest długa, ale nie ma w niej punktu do pominięcia.
Ostatni punkt jest w tej piątce najważniejszy i najtrudniejszy do przyjęcia. Tekst, który wszystko wie i wszystko poleca, brzmi jak materiał reklamowy, bo zwykle nim jest.
Standard, którego nikt nie sprawdza, jest tylko wpisem w prezentacji. Dlatego rozpisuję go na role i etapy, nawet w małym zespole.
Ustalam, kto jest autorem merytorycznym i czy ma czas na ten tekst — bo najczęstsza przyczyna miernych treści eksperckich to ekspert, który nie miał kiedy przeczytać, co podpisuje. Ustalam, kto weryfikuje fakty, i pilnuję, żeby to nie była ta sama osoba, która tekst napisała. Ustalam też, co robimy przy sprostowaniu: czy poprawiamy po cichu, czy dopisujemy notkę o zmianie. Wybieram drugie i traktuję to jako element wiarygodności.
Do tego dokładam jedną rzecz organizacyjną: przegląd starych tekstów w kalendarzu. W tematach, którymi się zajmuję, materiał dwuletni bywa mylący nie dlatego, że był zły, ale dlatego, że opisywał stan, który minął. Aktualizacja z uczciwie oznaczoną datą jest zwykle warta więcej niż nowy tekst o tym samym.
Ten proces kosztuje. Publikuję dzięki niemu mniej i mówię o tym klientom na wstępie, bo alternatywa — dużo tekstów bez weryfikacji — jest kosztem odłożonym, nie oszczędnością.
Czytelnik i systemy oceniające treść patrzą nie tylko na artykuł, więc kilka rzeczy warto poukładać obok.
Profil autora to strona, nie akapit w stopce: kim jest, czym się zajmuje, gdzie jeszcze publikuje, jak się z nim skontaktować. Spójność tego profilu w różnych miejscach sieci robi więcej niż jakikolwiek znacznik.
Dane firmy powinny dać się zweryfikować bez wysiłku — adres, numer, osoby odpowiedzialne. Brzmi to jak temat na inną rozmowę, ale w tekstach doradczych jest częścią wiarygodności.
Znaczniki danych strukturalnych opisujące artykuł, autora i organizację warto mieć, bo ułatwiają maszynom połączenie tych informacji. Nie warto natomiast oczekiwać, że cokolwiek załatwią same: znacznik mówiący, że autor jest ekspertem, nie czyni go ekspertem, a Google wielokrotnie tłumaczyło, że to nie jest czynnik rankingowy sam z siebie.
Najmocniejszym sygnałem pozostaje to, co o firmie napisano gdzie indziej — w mediach branżowych, na konferencjach, w cudzych tekstach. Tego nie da się ustawić w panelu i właśnie dlatego jest tak wartościowe.
Kilka pomysłów, które regularnie widzę i które uważam za stratę pieniędzy albo za ryzyko.
Masowa publikacja wariantów tego samego tekstu pod różne odmiany zapytań — to dokładnie ten wzorzec, który zasady antyspamowe opisują wprost, i nie ma znaczenia, czy warianty pisał człowiek. Wynajmowanie własnej domeny na cudze materiały, żeby korzystały z jej reputacji — to samo. Znaczniki i plakietki obiecujące, że tekst jest „w stu procentach ludzki” — nikt tego nie weryfikuje, więc niczego nie dowodzą.
Nie inwestowałbym też w pliki i konwencje techniczne obiecujące uprzywilejowanie treści u dostawców modeli. Propozycja z 2024 roku dotycząca osobnego pliku opisującego witrynę dla modeli językowych do dziś nie ma potwierdzonego wsparcia po żadnej dużej stronie — dołożenie go nikomu nie zaszkodzi, ale traktowanie tego jako elementu strategii jest przedwczesne.
Zostaje więc coś nudnego: mniej tekstów, podpisanych nazwiskiem, z datą, ze źródłami i z jawnie zaznaczonymi granicami wiedzy. Nie jest to przewaga, którą łatwo pokazać na wykresie, ale jest jedyną, której nie da się skopiować w jedno popołudnie.
Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci nawigację oraz wykonywanie określonych funkcji. Szczegółowe informacje o wszystkich plikach cookies znajdziesz w każdej kategorii zgody poniżej.
Pliki cookies oznaczone jako "Niezbędne" są przechowywane w Twojej przeglądarce, ponieważ są one kluczowe dla zapewnienia podstawowych funkcji strony.
Używamy również plików cookies firm trzecich, które pomagają nam analizować, w jaki sposób korzystasz z tej strony, zapamiętują Twoje preferencje oraz dostarczają treści i reklamy odpowiednie dla Ciebie. Te pliki cookies będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją uprzednią zgodą.
Możesz zdecydować, czy chcesz włączyć lub wyłączyć niektóre bądź wszystkie te pliki cookies, jednak wyłączenie niektórych z nich może wpłynąć na Twoje doświadczenia podczas przeglądania strony.
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __cf_bm | 13 minutes | Cloudflare bot management — distinguishes humans from bots. |
| rc::* | Persistent | Google reCAPTCHA — localStorage holding anti-bot challenge state. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| wpEmojiSettingsSupports | Session | WordPress — sessionStorage flag caching whether the browser can render emoji (feature detection). |
| ytidb* | Persistent | YouTube — IndexedDB storing playback/search state for embedded videos. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| _ga_* | 400 days | Google Analytics 4 — persists session state per property. |
| _ga | 400 days | Google Analytics — distinguishes unique users via a client id. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| NID | 183 days | Google — stores preferences for personalized ads. |
| fr | 90 days | Meta — encrypted Facebook id and browser id for ads. |
| _gcl_au | 90 days | Google AdSense/Ads — experiments with advertising efficiency (conversion linker). |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __Secure-YNID | 180 days | |
| YSC | Session | |
| __Secure-ROLLOUT_TOKEN | 180 days | |
| VISITOR_INFO1_LIVE | 180 days | |
| VISITOR_PRIVACY_METADATA | 180 days | |
| datr | 400 days | |
| sb | 400 days | |
| wd | 7 days |