Modelowane listy odbiorców nie zawierają konkretnych osób, tylko prawdopodobieństwa. Wyjaśniam, jak powstają, gdzie ich szukać w panelu i jak czytać ich raporty.
W sklepach internetowych treść jest zwykle traktowana jak koszt, a nie jak element oferty. Opisy przychodzą od producenta i wklejamy je bez zmian, na kategoriach jest jedno zdanie dopisane pod tabelą filtrów, a blog powstał w ramach jakiejś dawnej kampanii i od dwóch lat nikt tam nie zajrzał.
Tymczasem kierunek, w którym idzie Google, jest widoczny od kilkunastu miesięcy i całkiem jednoznaczny: coraz więcej algorytmów ocenia nie to, czy strona zawiera słowa kluczowe, a czy komuś się faktycznie przydaje. Widzę to na większości sklepów, które przeglądam — spadki po kolejnych aktualizacjach nie dotykają stron „niezoptymalizowanych”, tylko stron pustych w środku.
Poniżej porządkuję, co wiemy dzisiaj o tym kierunku, i przekładam to na kolejność prac w sklepie. Bez proroctw dotyczących nazw przyszłych aktualizacji — z tego, co jest już wdrożone, wynika wystarczająco dużo pracy.
Najbardziej konkretny sygnał to product reviews update. Pierwsza odsłona pojawiła się w kwietniu zeszłego roku, druga w grudniu, trzecia ruszyła w marcu tego roku i zakończyła wdrożenie kilka tygodni temu. Google za każdym razem mówi to samo: nagradzane są recenzje pisane z realnego doświadczenia z produktem, a nie zbiory parametrów przepisane z karty katalogowej.
Ważne zastrzeżenie: Google podaje, że ta aktualizacja obejmuje na razie treści w języku angielskim. Nie oznacza to, że polskie sklepy mogą ją zignorować — kryteria, które Google przy tej okazji opublikował, są najbardziej szczegółową listą oczekiwań wobec treści produktowych, jaką dostaliśmy, a rozszerzenie na kolejne języki jest kwestią czasu.
Do tego dochodzą aktualizacje podstawowe, przy których zmienia się ogólna ocena jakości serwisu, i wytyczne dla osób oceniających jakość wyników. Z nich wywodzi się skrót E-A-T: kompetencja, autorytet, wiarygodność. Dla sklepu przekłada się to na rzeczy nudne i mierzalne — dane firmy, warunki zwrotów, kontakt, autorstwo treści poradnikowych.
Sklep, który sprzedaje ten sam asortyment co dwudziestu innych sprzedawców i używa tych samych opisów, nie daje wyszukiwarce żadnego powodu, by wybrać właśnie jego.
Nie twierdzę, że każdy z tysięcy produktów wymaga własnego tekstu — to nierealne i zwykle nieopłacalne. Twierdzę, że warto zrobić segmentację asortymentu i traktować różne grupy różnie. Produkty, które generują większość obrotu i większość zapytań, dostają własny opis. Długi ogon zostaje na opisie producenta, ale z uzupełnieniami, których nikt inny nie ma.
Uzupełnienia są ważniejsze od samego tekstu. Zdjęcia własne zamiast katalogowych. Informacja o dostępności rozmiarów i o tym, jak produkt się sprawdza w konkretnym zastosowaniu. Odpowiedzi na pytania, które klienci zadają na czacie i przez telefon — to najtańsze źródło unikalnej treści, jakie ma sklep, i praktycznie nigdy nie jest wykorzystywane.
Strony kategorii to w większości sklepów miejsce, gdzie generuje się najwięcej treści bezwartościowej. Nie przez zły tekst, a przez samą liczbę adresów.
Każda kombinacja filtrów potrafi tworzyć osobny adres. Przy kilku parametrach powstają z tego tysiące podstron różniących się kolejnością produktów. Jeśli są indeksowalne, sklep zgłasza do Google tysiące niemal identycznych stron i to on decyduje, na której się skupić — zwykle nie na tej, na której Ci zależy.
Robię z tym trzy rzeczy. Wybieram wąską listę kombinacji filtrów, które odpowiadają realnym zapytaniom, i to one dostają możliwość indeksowania oraz własny nagłówek i opis. Pozostałym odbieram indeksowanie. A na kategoriach, które zostawiam w indeksie, dbam, by tekst stał tam z powodu użytkownika — pomagał wybrać, wyjaśniał różnice między podkategoriami — a nie żeby wypełnić limit znaków pod tabelą produktów.
Opinie to jedyna treść, którą sklep dostaje w skali i której konkurencja nie ma. Warto ją zbierać systematycznie, a nie liczyć, że ktoś sam napisze.
Trzy rzeczy, które sprawdzam po stronie technicznej. Czy treść opinii jest w kodzie strony, a nie tylko w skrypcie doładowywanym po kliknięciu — bo to, czego nie ma w wyrenderowanej stronie, nie istnieje dla wyszukiwarki. Czy opinie mają dane strukturalne zgodne z tym, co widzi użytkownik. I czy nie są duplikowane na wszystkie warianty tego samego produktu w sposób, który tworzy setki jednakowych podstron.
Pytania i odpowiedzi pod produktem to osobna kategoria treści, którą doceniam bardziej, niż wynikałoby to z jej popularności. Klient pyta dokładnie tak, jak potem szuka w Google, a odpowiedź obsługi jest treścią unikalną i wiarygodną.
Blog w sklepie ma sens tylko wtedy, gdy odpowiada na pytania poprzedzające decyzję zakupową. Wszystko inne to koszt.
Zaczynam od najprostszej rzeczy: zbieram od obsługi klienta listę pytań, które powtarzają się przed zakupem. Który rozmiar wybrać, czym różnią się dwie serie, co jest potrzebne dodatkowo, jak dbać o produkt. Każde takie pytanie to gotowy temat i gotowa intencja — nie muszę zgadywać, czego szuka użytkownik, bo słyszę to codziennie.
Dwie rzeczy, które robię inaczej niż większość sklepów. Podpisuję teksty konkretną osobą, jeśli za treścią stoi czyjeś doświadczenie — to element wiarygodności, którego anonimowy tekst nie ma. I linkuję z poradnika do konkretnych produktów i kategorii, bo tekst bez wyjścia w stronę oferty jest w sklepie ciekawostką, nie inwestycją.
Skoro treści potrzeba dużo, wraca pytanie o generowanie jej maszynowo. Odpowiedź Google jest w tej chwili jednoznaczna i niedawno została powtórzona wprost: teksty tworzone automatycznie przez narzędzia oparte na modelach językowych mieszczą się w kategorii treści generowanej automatycznie, a to według wytycznych oznacza spam. John Mueller powiedział to na początku kwietnia i nie zostawił tu pola do interpretacji.
Dla sklepu wniosek jest praktyczny. Automatyzacja szablonowych fragmentów — tabel parametrów, list zgodności, składania nazw i podstawowych informacji dostępnościowych — jest normalną robotą techniczną i nikt jej nie kwestionuje. Automatyczne produkowanie tekstu udającego opis albo poradnik jest ryzykiem, którego nie chciałbym brać na kilkuletni projekt.
Nie znaczy to, że narzędzi nie warto testować. Znaczy, że w mojej ocenie ich miejsce jest przed człowiekiem, nie zamiast niego: szkice, propozycje nagłówków, uporządkowanie notatek. Tekst, który idzie na stronę, ma mieć autora.
Zaczynam od inwentaryzacji, nie od pisania. Potrzebuję listy adresów w indeksie, danych o ruchu z wyszukiwarki dla każdej sekcji i informacji o tym, ile stron nie zebrało żadnych wejść.
Ta ostatnia lista jest zwykle najciekawsza. Strony bez ruchu i bez sprzedaży dzielę na trzy kategorie: do usunięcia, do połączenia z inną i do przepisania. Pierwsze dwie kategorie są większe, niż większość właścicieli sklepów oczekuje, i to nie jest zła wiadomość — porządek robi w takich serwisach więcej niż nowa treść.
Potem idą po kolei: karty produktów odpowiadające za większość obrotu, kategorie zostawione w indeksie, zbieranie opinii, na końcu poradniki. Taka kolejność ma jeden powód. Pierwsze pozycje bronią przychodu, który już masz, a poradniki dopiero budują ruch, który przyjdzie za kilka miesięcy.
I rzecz, o której łatwo zapomnieć w rozmowie o treści: strona ma się jeszcze otwierać. Ranking bierze pod uwagę doświadczenie na stronie i od marca ten sygnał obejmuje również wyniki na komputerach. Najlepszy opis nie pomoże, jeśli karta produktu ładuje się kilka sekund na telefonie.
Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci nawigację oraz wykonywanie określonych funkcji. Szczegółowe informacje o wszystkich plikach cookies znajdziesz w każdej kategorii zgody poniżej.
Pliki cookies oznaczone jako "Niezbędne" są przechowywane w Twojej przeglądarce, ponieważ są one kluczowe dla zapewnienia podstawowych funkcji strony.
Używamy również plików cookies firm trzecich, które pomagają nam analizować, w jaki sposób korzystasz z tej strony, zapamiętują Twoje preferencje oraz dostarczają treści i reklamy odpowiednie dla Ciebie. Te pliki cookies będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją uprzednią zgodą.
Możesz zdecydować, czy chcesz włączyć lub wyłączyć niektóre bądź wszystkie te pliki cookies, jednak wyłączenie niektórych z nich może wpłynąć na Twoje doświadczenia podczas przeglądania strony.
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __cf_bm | 13 minutes | Cloudflare bot management — distinguishes humans from bots. |
| rc::* | Persistent | Google reCAPTCHA — localStorage holding anti-bot challenge state. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| wpEmojiSettingsSupports | Session | WordPress — sessionStorage flag caching whether the browser can render emoji (feature detection). |
| ytidb* | Persistent | YouTube — IndexedDB storing playback/search state for embedded videos. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| _ga_* | 400 days | Google Analytics 4 — persists session state per property. |
| _ga | 400 days | Google Analytics — distinguishes unique users via a client id. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| NID | 183 days | Google — stores preferences for personalized ads. |
| fr | 90 days | Meta — encrypted Facebook id and browser id for ads. |
| _gcl_au | 90 days | Google AdSense/Ads — experiments with advertising efficiency (conversion linker). |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __Secure-YNID | 180 days | |
| YSC | Session | |
| __Secure-ROLLOUT_TOKEN | 180 days | |
| VISITOR_INFO1_LIVE | 180 days | |
| VISITOR_PRIVACY_METADATA | 180 days | |
| datr | 400 days | |
| sb | 400 days | |
| wd | 7 days |