Modelowane listy odbiorców nie zawierają konkretnych osób, tylko prawdopodobieństwa. Wyjaśniam, jak powstają, gdzie ich szukać w panelu i jak czytać ich raporty.
Piszę to pod koniec marca, czyli w najgorszym możliwym momencie na wyciąganie wniosków. Aktualizacja, którą Google ogłosił piątego marca, wciąż się wdraża i sam Google zapowiedział, że potrwa dłużej niż zwykle, bo obejmuje kilka zmian w systemach rankingowych naraz.
Poniżej porządkuję, co faktycznie ogłoszono, co da się dziś stwierdzić, a co jest jeszcze zgadywaniem.
Tego dnia pojawiły się dwa osobne komunikaty i mieszanie ich ze sobą jest źródłem większości nieporozumień.
Pierwszy dotyczył aktualizacji podstawowego algorytmu. Google opisał ją jako złożoną z wielu ulepszeń różnych systemów rankingowych i od razu ostrzegł, że wdrożenie będzie rozłożone na około miesiąc, z większymi wahaniami niż przy typowej aktualizacji rdzenia. Padła też liczba — deklarowanym celem było ograniczenie ilości nieprzydatnych treści w wynikach o około czterdzieści procent. To szacunek Google, nie zmierzony efekt, i warto go traktować jako deklarację kierunku.
Drugi komunikat dotyczył zasad dotyczących spamu i wprowadzał trzy nowe kategorie naruszeń. To nie algorytm rdzenia, a polityka — czyli podstawa do działań, w tym ręcznych.
Najważniejsza zmiana strukturalna jest przy tym najmniej medialna. Google zapowiedział, że osobny system oceniający przydatność treści, znany od 2022 roku, przestaje być odrębnym mechanizmem i zostaje włączony do podstawowego algorytmu.
Dla właściciela strony oznacza to dwie rzeczy. Po pierwsze, nie będzie już osobnych komunikatów o aktualizacjach tego systemu — sygnał działa w tle, ciągle, jako część wielu różnych ocen. Po drugie, znika prosty schemat „zostałem dotknięty przez ten jeden system, więc naprawiam pod niego”. Ocena przydatności rozproszyła się na wiele składników i nie da się jej już traktować jako pojedynczego przełącznika.
W praktyce widzę tu zmianę sposobu myślenia. Do tej pory dało się utrzymywać serwis, w którym połowa treści była nastawiona na wyszukiwarkę, a druga połowa na człowieka, i liczyć na to, że średnia wyjdzie. Teraz ocena jakości jest bardziej rozłożona i całościowa. Kilkaset stron pisanych pod frazy z długiego ogona ciągnie w dół także te sekcje serwisu, które są dobre.
Ta część ogłoszenia jest konkretna i warto ją znać dosłownie, bo dotyczy praktyk stosowanych w Polsce dość powszechnie.
W połowie marca lawinowo zaczęły pojawiać się zgłoszenia o całkowitym zniknięciu witryn z indeksu. Analizy publikowane w branży wskazywały na setki serwisów, w większości takich, których cała zawartość powstała maszynowo, bez żadnej redakcji, często na wygasłych domenach.
Trzeba jednak powiedzieć jasno, co to było: w większości opisywanych przypadków to ręczne działania, widoczne w Search Console jako komunikat o naruszeniu zasad. Nie algorytm rdzenia. To ważne rozróżnienie, bo ręczne działanie da się zaskarżyć, a spadek algorytmiczny nie.
Drugi wniosek jest mniej wygodny dla nagłówków. Deindeksacje dotknęły stron, w których nie było praktycznie nic poza wygenerowanym tekstem — bez autorów, bez własnych danych, bez powodu istnienia. Ktoś, kto używa narzędzi do przygotowania szkicu, a potem redaguje, sprawdza fakty i podpisuje tekst nazwiskiem, nie jest w tej grupie i nie powinien wpadać w panikę.
To najbardziej praktyczna część i zwykle najtrudniejsza do przyjęcia dla klienta, który dzwoni z wykresem.
W czasie rozłożonego na tygodnie wdrożenia dane są niestabilne z definicji. Widziałem serwisy, które traciły dużą część widoczności, żeby po kilku dniach odzyskać ją w większości. Wyciągnięcie wniosku po trzech dniach i wprowadzenie na tej podstawie zmian w serwisie to najlepszy sposób, żeby zepsuć sobie możliwość jakiejkolwiek analizy później.
Co robię w tym okresie. Zapisuję stan wyjściowy: widoczność, ruch organiczny, listę najważniejszych adresów z danymi o kliknięciach i pozycjach z Search Console. Notuję daty. Sprawdzam raport ręcznych działań i problemów z bezpieczeństwem — to zajmuje minutę i od razu odpowiada na pytanie, czy mamy do czynienia z karą. Poza tym nie ruszam serwisu, dopóki Google nie potwierdzi zakończenia wdrożenia.
Kolejność, którą uważam za sensowną, jest odwrotna do intuicyjnej.
Zaczynam od inwentaryzacji treści, nie od poprawiania tekstów. Wypisuję wszystkie adresy generujące ruch organiczny, dokładam te, które nie generują go wcale, i dopiero na tej podstawie decyduję. Zwykle wychodzi, że znaczna część serwisu to strony, których nikt nigdy nie odwiedził — i to one są pierwszym kandydatem do usunięcia albo scalenia, a nie do przepisania.
Nie obiecuję szybkiego powrotu. Google od dawna powtarza, że pełne odbicie po aktualizacji rdzenia bywa możliwe dopiero przy kolejnej — a to oznacza miesiące, nie tygodnie.
Na koniec rzecz, o której warto pamiętać, żeby nie przereagować.
Aktualizacja rdzenia nie jest karą i Google konsekwentnie to podkreśla. To zmiana sposobu oceniania, w której część stron zyskuje, bo zyskać musi ktoś. Spadek nie oznacza, że zrobiłeś coś zabronionego.
Nie zmieniły się też podstawy techniczne. Indeksowanie, struktura serwisu, szybkość działania i to, jak strona zachowuje się na telefonie, znaczą dokładnie tyle samo co w lutym. Poprawianie ich jest zawsze bezpieczne, ale nie odwróci spadku wynikającego z oceny treści.
I ostatnia obserwacja z tego miesiąca: najgorsze decyzje, jakie widziałem, podejmowano pod presją. Masowe usuwanie treści w tygodniu, w którym wykres spada, kasowanie linków, zmiana adresów całych sekcji. Przy wdrożeniu, które jeszcze trwa, spokój jest strategią, nie brakiem pomysłu.
Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci nawigację oraz wykonywanie określonych funkcji. Szczegółowe informacje o wszystkich plikach cookies znajdziesz w każdej kategorii zgody poniżej.
Pliki cookies oznaczone jako "Niezbędne" są przechowywane w Twojej przeglądarce, ponieważ są one kluczowe dla zapewnienia podstawowych funkcji strony.
Używamy również plików cookies firm trzecich, które pomagają nam analizować, w jaki sposób korzystasz z tej strony, zapamiętują Twoje preferencje oraz dostarczają treści i reklamy odpowiednie dla Ciebie. Te pliki cookies będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją uprzednią zgodą.
Możesz zdecydować, czy chcesz włączyć lub wyłączyć niektóre bądź wszystkie te pliki cookies, jednak wyłączenie niektórych z nich może wpłynąć na Twoje doświadczenia podczas przeglądania strony.
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __cf_bm | 13 minutes | Cloudflare bot management — distinguishes humans from bots. |
| rc::* | Persistent | Google reCAPTCHA — localStorage holding anti-bot challenge state. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| wpEmojiSettingsSupports | Session | WordPress — sessionStorage flag caching whether the browser can render emoji (feature detection). |
| ytidb* | Persistent | YouTube — IndexedDB storing playback/search state for embedded videos. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| _ga_* | 400 days | Google Analytics 4 — persists session state per property. |
| _ga | 400 days | Google Analytics — distinguishes unique users via a client id. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| NID | 183 days | Google — stores preferences for personalized ads. |
| fr | 90 days | Meta — encrypted Facebook id and browser id for ads. |
| _gcl_au | 90 days | Google AdSense/Ads — experiments with advertising efficiency (conversion linker). |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __Secure-YNID | 180 days | |
| YSC | Session | |
| __Secure-ROLLOUT_TOKEN | 180 days | |
| VISITOR_INFO1_LIVE | 180 days | |
| VISITOR_PRIVACY_METADATA | 180 days | |
| datr | 400 days | |
| sb | 400 days | |
| wd | 7 days |