Przejęcie ruchu z YouTube Ads za pomocą elastycznych reklam video.

Jeden zestaw zasobów, wiele powierzchni

Baner wejsciowyParallax

Przejęcie ruchu z YouTube Ads za pomocą elastycznych reklam video.

Jeden zestaw zasobów, wiele powierzchni

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
30 września 2022

Kiedy klient mówi, że chce „być na YouTube”, zwykle ma w głowie spot nagrany kiedyś na potrzeby telewizji i pytanie, gdzie ten plik wgrać. Rozmowa robi się ciekawsza dopiero wtedy, gdy okazuje się, że zamiast jednego materiału trzeba przygotować zestaw elementów, a o tym, w jakiej formie zobaczy je widz, decyduje system.

Elastyczna reklama wideo działa właśnie tak: dostarczasz film, nagłówki, opisy i wezwanie do działania, a Google składa z tego kreacje na różne powierzchnie YouTube’a. Dla kogoś przyzwyczajonego do kampanii w wyszukiwarce to bliższa analogia do reklam elastycznych niż do klasycznego spotu — nie projektujesz jednej reklamy, tylko oddajesz materiał do złożenia.

Poniżej opisuję, czym ten format jest w praktyce, w jakim typie kampanii go użyć, co trzeba mieć gotowe przed startem i gdzie kończy się kontrola reklamodawcy. Piszę z perspektywy osoby, która wideo rozlicza z ruchu i konwersji, a nie z samych wyświetleń.

Czym właściwie jest elastyczna reklama wideo

Najprościej: to nie jest jeden format, to pojemnik na zasoby. Wgrywasz film z YouTube’a, dopisujesz nagłówki, opisy, tekst przycisku i adres docelowy, a system sam decyduje, czy pokazać widzowi reklamę przed filmem, w kanale rekomendacji, czy na stronie głównej aplikacji.

Konsekwencja jest praktyczna i dość niewygodna. Ten sam film musi znieść dwie zupełnie różne sytuacje: raz jest odtwarzany automatycznie, z dźwiękiem, jako przerwanie czyjegoś seansu, a raz stoi nieruchomo jako miniatura obok tytułu, na który ktoś musi kliknąć. Materiał zaprojektowany wyłącznie pod pierwszy scenariusz w drugim po prostu nie działa.

Druga konsekwencja dotyczy raportowania. Nie zobaczysz osobnych wyników „reklamy in-stream” i „reklamy in-feed” tak, jak zobaczyłbyś wyniki dwóch osobnych reklam tekstowych. Dane spływają na poziom reklamy i kampanii, a rozbicie na powierzchnie jest zgrubne. Jeśli ktoś Ci obiecuje precyzyjną atrybucję do konkretnego miejsca wyświetlenia, mówi o czymś, czego w tym panelu nie ma.

Kampania Video action jako naturalne miejsce

Elastyczna reklama wideo najwięcej sensu ma w kampanii nastawionej na działanie — w Google Ads to typ Video action. Warto pamiętać, skąd on się wziął: to następca kampanii TrueView for action, których nie da się już tworzyć od nowa, bo Google przeprowadził ich aktualizację na początku tego roku. Jeśli w koncie widzisz kampanię z tamtej epoki, prawdopodobnie działa już jako Video action.

Co się zmienia w porównaniu z klasyczną kampanią wideo pod zasięg? Przede wszystkim cel. Kampania Video action jest optymalizowana pod konwersje, więc bez sensownie skonfigurowanego pomiaru będzie kosztowną loterią. Rozszerza też automatycznie zasięg poza sam YouTube — na partnerów wideo Google — i to jest pierwsze miejsce, do którego zaglądam, gdy wyniki wyglądają dziwnie.

Nie traktuję tego typu kampanii jako zamiennika kampanii w wyszukiwarce. Wideo dociera do ludzi, którzy nie szukają — więc jego konwersje są droższe i wolniejsze. Włączam je wtedy, gdy wyszukiwarka jest już wyczerpana, a nie zanim ktokolwiek policzył, ile da się zebrać z zapytań o gotowej intencji.

Co trzeba przygotować przed startem

Praca przy tym formacie w dziewięćdziesięciu procentach dzieje się poza panelem. Lista rzeczy, o które proszę klienta:

  • Film wgrany na kanał YouTube klienta — także wtedy, gdy ma być niepubliczny. Do reklamy trzeba podać adres materiału, nie plik z dysku.
  • Pierwsze pięć sekund, które mają sens bez dźwięku — bo część widzów zobaczy je przy wyciszonej karcie, a część pominie reklamę przy pierwszej okazji.
  • Nagłówki i opisy w kilku wariantach, w tym jeden dłuższy nagłówek. To ta część, która na miniaturze robi za tytuł i realnie decyduje o kliknięciu.
  • Tekst wezwania do działania dopasowany do tego, co jest na stronie docelowej. „Dowiedz się więcej” i „Kup teraz” sprowadzają zupełnie inny ruch.
  • Stronę docelową znoszącą zimny ruch — widz z YouTube’a nie wpisywał żadnego zapytania i nie zna kontekstu. Wysyłanie go na kartę produktu bez wyjaśnienia to najprostszy sposób na wysoki koszt konwersji.

W sklepach dokładam do tego plik produktowy podłączony do kampanii, bo pozwala pokazać pod reklamą konkretne pozycje z katalogu. Wtedy jednak jakość pliku przestaje być sprawą wyłącznie kampanii produktowych i zaczyna wpływać także na wideo.

Kierowanie: sygnał, nie kaganiec

W kampanii nastawionej na konwersje kierowanie działa raczej jak podpowiedź niż jak twarde ograniczenie. Można to zawężać — segmentami odbiorców, danymi własnymi, listami remarketingowymi, segmentami niestandardowymi budowanymi na frazach i adresach stron — ale im ciaśniej, tym mniej materiału do nauki dla systemu.

Zestaw, od którego zaczynam, jest nudny i sprawdza się w większości kont: dane własne i osoby, które już były na stronie, plus segmenty niestandardowe zbudowane na zapytaniach, które w wyszukiwarce faktycznie konwertują. To ostatnie jest niedoceniane — raport wyszukiwanych haseł z kampanii tekstowych jest darmowym materiałem do budowy grupy odbiorców na YouTube.

Osobno pilnuję wykluczeń. Sprawdzam kategorie treści, typy kanałów, tematy delikatne oraz to, czy kampania nie zbiera ruchu z aplikacji dla dzieci — bo to klasyczne źródło kliknięć bez żadnej dalszej aktywności. Raport miejsc docelowych przeglądam w pierwszym tygodniu, a nie po miesiącu.

Stawki i pomiar, czyli gdzie łatwo się oszukać

Kampania Video action jest rozliczana pod konwersje, więc używam docelowego CPA albo maksymalizacji konwersji. Cel ustawiam na poziomie, który kampania realnie może osiągnąć — a nie na poziomie CPA z kampanii brandowej w wyszukiwarce, bo to dwa różne światy.

Najważniejsza rzecz, o którą trzeba spytać na samym początku: jakie konwersje są wliczane. W kampaniach wideo obok konwersji po kliknięciu raportowane są też te, które nastąpiły po samym obejrzeniu reklamy — w panelu widać osobno konwersje po obejrzeniu i te przypisane obejrzeniu zaangażowanemu, czyli po dłuższym kontakcie z materiałem. To nie jest oszustwo, ale to inna waluta niż kliknięcie.

Dlatego przy raportowaniu klientowi rozdzielam te liczby i tłumaczę różnicę, zamiast pokazywać jedną sumę. Zestawiam też wyniki z tym, co widać w Analytics oraz w zamówieniach — jeśli wideo pokazuje w Google Ads dużo konwersji, a w sklepie nic się nie zmienia, to zwykle znaczy, że kampania zbiera zasługi za ruch, który przyszedłby i tak.

Shorts: co Google zapowiedział w maju

Na majowej konferencji Google Marketing Live Google zapowiedział, że kampanie Video action i kampanie promujące aplikacje będą wyświetlane także w Shortsach, a formaty mają się do nich dopasowywać automatycznie. Zapowiedziano również podłączanie plików produktowych do materiałów Shorts, ale to rzecz opisana jako plan na kolejne miesiące, nie funkcja, którą dziś się konfiguruje.

Z mojego punktu widzenia oznacza to jedno: powierzchnia, na której może pokazać się kreacja, powiększa się o format pionowy, o którego kształcie nie decyduję. Skoro jednak nie mam nad tym przełącznika, jedyne sensowne przygotowanie to materiał, który znosi kadr pionowy — a przynajmniej taki, w którym istotne elementy nie leżą przy krawędziach.

Nie robiłbym z tego rewolucji w strategii. To raczej argument, by przy kolejnej produkcji poprosić o dodatkowe ujęcia w innym kadrze, bo dokrętka po fakcie jest zawsze droższa niż pomyślenie o tym na planie.

Błędy, które widzę najczęściej

Pierwszy i najkosztowniejszy: jeden spot na wszystko. Trzydziestosekundowy film reklamowy zrobiony pod telewizję ma inną dramaturgię niż materiał, który musi zatrzymać widza, zanim pojawi się przycisk pominięcia. Jeśli w koncie jest tylko jedna kreacja i nikt jej nie zmieniał od pół roku, to nie jest kampania, tylko emisja.

Drugi: ocenianie wideo miarami z wyszukiwarki. Współczynnik konwersji będzie niższy, a koszt konwersji wyższy — i to nie jest błąd konfiguracji, tylko właściwość kanału, do którego ludzie nie przychodzą z zamiarem kupienia.

Trzeci: brak wykluczeń i brak przeglądu miejsc docelowych. Kampania wideo bez tej higieny bardzo szybko zaczyna wydawać budżet w miejscach, o których nikt świadomie nie zdecydował.

Czwarty, najbardziej ludzki: podpięcie kampanii wideo do konta z niewiarygodnym pomiarem. Przy kampanii w wyszukiwarce można jeszcze ratować się kliknięciami i zapytaniami. Tutaj bez rzetelnych konwersji nie ma nawet czego optymalizować — zostaje wyłącznie liczba wyświetleń, którą klient słusznie uzna za słabe uzasadnienie faktury.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.