Modelowane listy odbiorców nie zawierają konkretnych osób, tylko prawdopodobieństwa. Wyjaśniam, jak powstają, gdzie ich szukać w panelu i jak czytać ich raporty.
Pytanie o licytowanie nazw konkurencji dostaję od klientów regularnie i prawie zawsze towarzyszy mu nuta niepewności — czy to w ogóle wolno. Odpowiedź jest zaskakująco prosta w części dotyczącej samego licytowania i znacznie bardziej złożona w części dotyczącej tego, co potem umieścisz w treści reklamy.
Warto rozdzielić te dwie rzeczy od początku, bo mieszanie ich prowadzi albo do nadmiernej ostrożności i rezygnacji z sensownego kanału, albo do reklam, które kończą się pismem od prawnika.
Jest jeszcze trzeci wątek, o którym mówi się najmniej, a który w praktyce decyduje o sensie całego przedsięwzięcia: czy kampania na frazy konkurencji w ogóle się opłaca. Bo bywa, że jest legalna, poprawnie zrobiona i po prostu nierentowna.
Można. Zasady Google Ads nie zabraniają używania cudzych znaków towarowych jako słów kluczowych. Możesz dodać nazwę konkurencyjnej firmy do listy słów kluczowych i Twoja reklama będzie mogła wyświetlić się na to zapytanie.
To rozwiązanie, które budzi emocje, ale ma swoją logikę. Użytkownik wpisujący nazwę marki niekoniecznie szuka wyłącznie tej marki — często porównuje, sprawdza alternatywy albo szuka informacji. Wyszukiwarka, która pokazywałaby tylko jednego dostawcę, byłaby dla niego mniej użyteczna.
Warto natomiast wiedzieć, czego się spodziewać. Konkurent zwykle broni własnej nazwy skutecznie: ma wyższy wskaźnik jakości na własną markę, bo jego reklama i strona są dla tego zapytania oczywiście trafniejsze. Oznacza to, że będziesz płacić za to kliknięcie więcej niż on i najczęściej stać niżej.
I rzecz, którą trzeba powiedzieć wprost: to działa w obie strony. Jeśli zaczniesz licytować frazy konkurencji, licz się z tym, że pojawi się na Twoich.
Tu zasady są zupełnie inne i tu popełnia się kosztowne błędy.
Znaku towarowego konkurencji nie umieszczaj w treści reklamy — ani w nagłówku, ani w opisie, ani w wyświetlanym adresie URL. Google przyjmuje zgłoszenia od właścicieli znaków towarowych i na tej podstawie może zablokować reklamy, które używają chronionej nazwy w tekście. Reklama zostanie odrzucona, a przy powtarzających się naruszeniach konsekwencje mogą dotknąć całe konto.
Osobną i poważniejszą sprawą jest odpowiedzialność prawna, która nie kończy się na regulaminie Google. Wykorzystanie cudzego znaku w reklamie w sposób sugerujący powiązanie z tą firmą albo wprowadzający klienta w błąd co do tego, czyją ofertę widzi, to obszar prawa znaków towarowych i nieuczciwej konkurencji. Reklama w stylu „Oficjalny serwis marki X” opublikowana przez firmę, która nim nie jest, to nie kwestia polityki reklamowej, a ryzyko sporu.
Praktyczna granica, którą stosuję: licytuję zapytanie, ale komunikuję własną ofertę. Reklama mówi, co ja mam do zaproponowania i dlaczego warto porównać — bez nazywania konkurenta.
Wyjątki istnieją, na przykład dla odsprzedawców i serwisów porównujących oferty, ale to sytuacje, w których warto skonsultować konkretny przypadek, a nie zakładać, że wyjątek dotyczy właśnie nas.
Podstawowa zasada: osobna kampania. Nie osobna grupa reklam w istniejącej kampanii, tylko osobna kampania.
Powodów jest kilka. Wskaźniki tej kampanii będą wyglądać wyraźnie gorzej niż reszty konta — niższy CTR, wyższy koszt kliknięcia, słabsza konwersja. Trzymanie jej razem z kampanią brandową albo produktową zaburzy Ci obraz jednej i drugiej. Do tego chcę mieć osobny, ograniczony budżet i możliwość wyłączenia całości jednym kliknięciem, jeśli rachunek nie wyjdzie.
Struktura, którą stosuję najczęściej:
Osobna sprawa to strona docelowa. Wysyłanie tego ruchu na stronę główną jest marnowaniem kliknięcia. Użytkownik jest w trybie porównywania — potrzebuje strony, która szybko pokazuje, co oferujesz i czym się różnisz.
To ćwiczenie z precyzji, ale całkowicie wykonalne.
Zamiast nazywać konkurenta, nazywam różnicę. Jeśli mam szybszy termin realizacji, wyższy limit, brak opłaty wstępnej, dłuższą gwarancję albo polską obsługę — to jest treść nagłówka. Użytkownik, który przyszedł z zapytania o konkurenta, sam wykonuje porównanie; nie muszę robić tego za niego.
Dobrze działają też sformułowania kierujące na porównanie, o ile są uczciwe — zaproszenie do sprawdzenia alternatywy, wskazanie konkretnego parametru oferty, jasna informacja o cenie. Unikam natomiast wszystkiego, co sugeruje powiązanie z tamtą marką albo deprecjonuje ją wprost.
Jedna uwaga o rozszerzeniach: przy tym typie kampanii mają nieproporcjonalnie duże znaczenie, bo powiększają reklamę i dają miejsce na konkretne argumenty. Skoro i tak stoisz niżej, warto zajmować więcej przestrzeni.
Zanim uznasz kampanię za udaną albo nieudaną, ustal, na co patrzysz.
Podstawowa miara to koszt konwersji porównany z innymi kampaniami na koncie. Będzie wyższy — pytanie brzmi, czy mieści się w granicach, przy których nadal zarabiasz. Jeśli w kampanii produktowej płacisz za zamówienie pięćdziesiąt złotych, a tutaj dwieście przy tej samej marży, odpowiedź jest prosta.
Przydatne są też Statystyki aukcji, które pokażą, z kim faktycznie rywalizujesz o te wyświetlenia i jaki masz udział. Bywa, że okazuje się, iż o frazę walczy pięciu innych graczy, co tłumaczy koszty i podpowiada, żeby odpuścić.
Osobno oceniam wpływ na ścieżkę. Ruch z fraz konkurencji rzadko konwertuje przy pierwszej wizycie — to raczej wejście do rozważania niż decyzja. Dlatego patrzę na konwersje wspomagane i na to, czy ci użytkownicy wracają, zamiast oceniać kampanię wyłącznie po konwersjach bezpośrednich. Zbudowanie z nich listy remarketingowej jest zwykle bardziej sensowne niż oczekiwanie natychmiastowej sprzedaży.
I ostatnia rzecz, mniej mierzalna, ale realna: rachunek strategiczny. Kampania na frazy konkurencji często wywołuje odpowiedź i podnosi koszty obu stronom. Warto wiedzieć, czy wchodzisz w to na chwilę, żeby coś przetestować, czy na stałe — bo w drugim przypadku budżet musi uwzględniać to, że przeciwnik też zareaguje.
Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci nawigację oraz wykonywanie określonych funkcji. Szczegółowe informacje o wszystkich plikach cookies znajdziesz w każdej kategorii zgody poniżej.
Pliki cookies oznaczone jako "Niezbędne" są przechowywane w Twojej przeglądarce, ponieważ są one kluczowe dla zapewnienia podstawowych funkcji strony.
Używamy również plików cookies firm trzecich, które pomagają nam analizować, w jaki sposób korzystasz z tej strony, zapamiętują Twoje preferencje oraz dostarczają treści i reklamy odpowiednie dla Ciebie. Te pliki cookies będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją uprzednią zgodą.
Możesz zdecydować, czy chcesz włączyć lub wyłączyć niektóre bądź wszystkie te pliki cookies, jednak wyłączenie niektórych z nich może wpłynąć na Twoje doświadczenia podczas przeglądania strony.
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __cf_bm | 13 minutes | Cloudflare bot management — distinguishes humans from bots. |
| rc::* | Persistent | Google reCAPTCHA — localStorage holding anti-bot challenge state. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| wpEmojiSettingsSupports | Session | WordPress — sessionStorage flag caching whether the browser can render emoji (feature detection). |
| ytidb* | Persistent | YouTube — IndexedDB storing playback/search state for embedded videos. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| _ga_* | 400 days | Google Analytics 4 — persists session state per property. |
| _ga | 400 days | Google Analytics — distinguishes unique users via a client id. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| NID | 183 days | Google — stores preferences for personalized ads. |
| fr | 90 days | Meta — encrypted Facebook id and browser id for ads. |
| _gcl_au | 90 days | Google AdSense/Ads — experiments with advertising efficiency (conversion linker). |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __Secure-YNID | 180 days | |
| YSC | Session | |
| __Secure-ROLLOUT_TOKEN | 180 days | |
| VISITOR_INFO1_LIVE | 180 days | |
| VISITOR_PRIVACY_METADATA | 180 days | |
| datr | 400 days | |
| sb | 400 days | |
| wd | 7 days |