Przegląd rocznych zmian w algorytmach Google (pierwsza połowa 2025): Podsumowanie i kluczowe wnioski.

Jedna aktualizacja podstawowa i sporo szumu

Baner wejsciowyParallax

Przegląd rocznych zmian w algorytmach Google (pierwsza połowa 2025): Podsumowanie i kluczowe wnioski.

Jedna aktualizacja podstawowa i sporo szumu

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
30 czerwca 2025

Co pół roku robię to samo: siadam z listą potwierdzonych komunikatów Google, zestawiam ją z tym, co widzę w Search Console na kontach, którymi się opiekuję, i sprawdzam, ile z branżowych emocji ma pokrycie w faktach. Zwykle okazuje się, że mniej, niż wynikałoby z nagłówków.

Pierwsza połowa 2025 roku jest dobrym przykładem. Google potwierdziło w tym okresie jedną aktualizację podstawową, a nastroje w polskim SEO były takie, jakby było ich pięć. Powód jest prosty: równolegle zmieniało się coś, co nie jest aktualizacją algorytmu, ale wpływa na ruch mocniej niż wiele z nich — wygląd samych wyników wyszukiwania.

Poniżej zbieram to, co faktycznie się stało, i to, co z tego wynika dla najbliższych miesięcy. Bez prognoz, których nie da się obronić.

Kalendarz potwierdzonych aktualizacji

Zacznę od faktów, bo one są najkrótsze. W okresie od stycznia do końca czerwca Google oficjalnie potwierdziło jedną aktualizację podstawową: March 2025 Core Update. Start 13 marca, zakończenie 27 marca, czternaście dni wdrażania. Nie było w tym półroczu ani osobnej aktualizacji antyspamowej, ani aktualizacji dotyczącej opinii.

Warto pamiętać, z jakiego stanu wychodziliśmy, bo to tłumaczy nerwowość ze stycznia. Końcówka 2024 roku była wyjątkowo gęsta: aktualizacja podstawowa w listopadzie, druga w grudniu — tydzień po zakończeniu poprzedniej — i aktualizacja antyspamowa między świętami a Nowym Rokiem. Pierwsze tygodnie 2025 upłynęły więc na oglądaniu skutków tamtych zmian, a nie na czymś nowym.

Dzisiaj, 30 czerwca, Google potwierdziło start kolejnej aktualizacji podstawowej. Wspominam o tym tylko po to, żeby zaznaczyć jedno: jeśli od dziś zobaczysz ruch w pozycjach, to najprawdopodobniej właśnie to wdrożenie, a nie zmiana, którą wprowadziłeś w serwisie w ostatni weekend. Na jakiekolwiek wnioski jest o wiele za wcześnie — poprzednie aktualizacje podstawowe potrzebowały od dwóch do trzech tygodni, żeby się ustabilizować.

Czego nauczyła nas aktualizacja z marca

Google opisało ją jako zwyczajną aktualizację systemów rankingowych, bez nowej polityki ani nowej kategorii kar. Z perspektywy kont, które prowadzę, wygląda to na prawdę: nie widziałem wzorca „ta branża w dół, ta w górę”, widziałem raczej przetasowania w obrębie tych samych zestawów serwisów.

Jedna rzecz jest wyraźna i warta zapamiętania. Serwisy, które oberwały w 2023 i 2024 roku i przez rok konsekwentnie porządkowały treści, częściej odzyskiwały część widoczności właśnie przy marcowej aktualizacji. To zgadza się z tym, co Google powtarza od dawna: odbicie po aktualizacji podstawowej nie następuje w tygodniu po naprawie, tylko przy kolejnym wdrożeniu, i rzadko jest pełne.

Druga rzecz to długość wdrożeń. Czternaście dni oznacza, że wykres widoczności w połowie tego okresu nie mówi nic sensownego. Widzę na kontach, jak kosztowna jest reakcja na trzeci dzień aktualizacji — ktoś przepisuje tytuły, zmienia strukturę linkowania, a potem nie jest w stanie oddzielić skutków własnych zmian od skutków wdrożenia Google.

AI Overviews w polskich wynikach — pierwszy pełny kwartał

To najważniejsza zmiana tego półrocza i formalnie nie jest aktualizacją algorytmu. AI Overviews trafiły do polskich wyników w marcu i drugi kwartał był pierwszym, w którym można było zobaczyć ich wpływ na dane w Search Console.

Na kontach, które obserwuję, obraz jest niejednolity i to jest chyba główny wniosek. Zapytania definicyjne i poradnikowe najczęściej tracą kliknięcia przy zachowanej liczbie wyświetleń — czyli spada CTR, a nie pozycja. Zapytania transakcyjne, lokalne i markowe zachowują się w zasadzie tak jak przedtem. Jeśli więc czyjś raport pokazuje spadek ruchu przy stabilnych pozycjach, w pierwszej kolejności sprawdzam, jak wyglądają wyniki dla jego najważniejszych fraz — a nie szukam kary.

Praktyczna konsekwencja: raporty oparte wyłącznie na średniej pozycji przestały opisywać rzeczywistość. Przeszedłem na porównywanie wyświetleń i kliknięć w tych samych okresach rok do roku, w podziale na typy zapytań. To więcej pracy, ale przynajmniej wiadomo, co się mierzy.

AI Mode — na razie nie w Polsce

Drugi temat, który zdominował konferencje tej wiosny. AI Mode, czyli osobny tryb konwersacyjny w wyszukiwarce, Google pokazało szerzej w maju i od połowy czerwca udostępnia go wszystkim użytkownikom w Stanach Zjednoczonych. W tym miesiącu doszły Indie, w wariancie testowym. W polskich wynikach tego trybu nie ma i nie znam żadnej daty, którą Google by podało.

Mówię o tym wprost, bo widzę dwie skrajne reakcje i obie uważam za błędne. Pierwsza to przebudowywanie strategii treści pod coś, czego polski użytkownik nie widzi. Druga to całkowite zignorowanie tematu, mimo że AI Overviews już tu są, a mechanika doboru źródeł jest podobna.

Rozsądny środek jest nudny: rzeczy, które pomagają być cytowanym w podsumowaniach, to w większości te same rzeczy, które od lat pomagają w klasycznym SEO. Jednoznaczna odpowiedź blisko początku tekstu, czytelna struktura, dane, które da się zweryfikować, i autor, który istnieje. Nie ma tu nowego zestawu sztuczek.

Jak czytać wahania, których Google nie potwierdziło

Między marcem a czerwcem kilka razy przez branżę przechodziła fala doniesień o „niepotwierdzonej aktualizacji”. Część z nich miała odzwierciedlenie w narzędziach monitorujących, żadna nie doczekała się komunikatu.

Nauczyłem się w takich sytuacjach robić trzy rzeczy w tej kolejności. Najpierw sprawdzam, czy spadek jest w ogóle mój — czy widzę go w Search Console, czy tylko w narzędziu do monitoringu pozycji, które mierzy jeden punkt w czasie i jedną lokalizację. Potem patrzę, czy dotyczy całego serwisu, czy wąskiej grupy adresów. Na koniec sprawdzam banalne przyczyny techniczne: przebudowę szablonu, zmiany w pliku robots, wygasły certyfikat, przekierowania po migracji.

Kolejność jest ważna, bo najczęstsza przyczyna „aktualizacji algorytmu” na jednym koncie to zmiana wprowadzona na tym koncie. Dopiero gdy wykluczę te trzy rzeczy, zaczynam rozważać, że stało się coś po stronie Google.

Co z tego wynika na najbliższe miesiące

Wniosek pierwszy: częstotliwość aktualizacji podstawowych nie jest przewidywalna, więc planowanie prac SEO wokół nich nie ma sensu. Jedyne, co można zrobić, to prowadzić dziennik zmian we własnym serwisie z datami, bo bez niego żadna analiza po fakcie nie jest możliwa.

Wniosek drugi: zmiany w wyglądzie wyników wyszukiwania wpływają dziś na ruch szybciej niż zmiany rankingowe. Dlatego pilnuję nie tylko pozycji, ale też tego, czy dla moich zapytań pojawia się podsumowanie generowane przez Google i czy serwis jest w nim wymieniany jako źródło.

Wniosek trzeci, najmniej efektowny: serwisy, które w tym półroczu zachowały się stabilnie, to zwykle te, które nie próbowały nadążyć za każdą nowinką. Miały porządek techniczny, sensowną strukturę i treści pisane pod konkretne pytania. To brzmi jak truizm, ale przy dwóch aktualizacjach podstawowych w grudniu i jednej w marcu właśnie ta grupa miała najmniej pracy.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.