Pozycjonowanie lokalne w Google Maps w epoce weryfikacji wideo i rygorystycznych blokad profili.

Widoczność zaczyna się od utrzymania profilu

Baner wejsciowyParallax

Pozycjonowanie lokalne w Google Maps w epoce weryfikacji wideo i rygorystycznych blokad profili.

Widoczność zaczyna się od utrzymania profilu

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
31 lipca 2024

Kilka lat temu rozmowa o widoczności w Mapach Google zaczynała się od optymalizacji: kategorie, słowa kluczowe w opisie, zdjęcia, opinie. Weryfikacja profilu była formalnością — kartka z kodem w skrzynce albo telefon z automatu.

Dziś zaczynam tę rozmowę od czegoś innego: czy profil w ogóle przejdzie weryfikację i czy utrzyma się w indeksie. Google przestawił większość zgłoszeń na nagranie wideo, w którym trzeba pokazać lokal, oznakowanie i dowód, że faktycznie się nim zarządza. Równolegle wyraźnie zaostrzył kontrolę już zweryfikowanych profili — blokady za naruszenie wytycznych zdarzają się częściej i dotykają też firm, które nie robiły niczego szemranego.

To przestawia priorytety. Nie ma sensu dopieszczać opisu usług w profilu, który wisi na jednym niezgodnym szczególe w nazwie. Poniżej opisuję, jak dziś podchodzę do lokalnej widoczności, w kolejności odpowiadającej realnemu ryzyku.

Weryfikacja wideo zmienia punkt startu

Nagranie, o które prosi Google, ma pokazać trzy rzeczy naraz: że lokalizacja istnieje i wygląda tak, jak opisano, że działa w niej zadeklarowany rodzaj działalności i że osoba nagrywająca ma do niej dostęp na prawach zarządzającego.

W praktyce oznacza to jedno ujęcie bez cięć, w którym przechodzi się od okolicy — z widokiem na numer budynku i szyld — do wnętrza, do sprzętu albo towaru charakterystycznego dla branży, a na końcu do zaplecza, kasy, dokumentów firmowych albo kluczy. Nagranie edytowane, złożone z fragmentów albo pokazujące wyłącznie logo na ekranie laptopa nie przechodzi.

Dwa wnioski wyciągnąłem z tego szybko. Pierwszy: dane w profilu muszą zgadzać się z rzeczywistością przed nagraniem, nie po. Jeśli w profilu jest usługa, której w lokalu nie widać, weryfikacja staje się loterią. Drugi: firmy działające bez lokalu obsługującego klientów mają teraz istotnie trudniej i muszą uczciwie skonfigurować profil jako świadczący usługi w obszarze, a nie udawać punktu stacjonarnego pod adresem domowym.

Czas oczekiwania bywa różny i zdarzają się kilkukrotne odrzucenia bez podanej przyczyny. Nauczyłem się nagrywać materiał starannie za pierwszym razem, bo każde kolejne podejście to strata tygodni widoczności.

Co Google naprawdę liczy w rankingu lokalnym

Google od lat opisuje to samo, prostymi słowami, i warto to potraktować poważnie zamiast szukać ukrytych sztuczek.

  • Trafność — jak dobrze profil odpowiada zapytaniu. To warstwa, na którą wpływa się kategoriami, listą usług, opisem i tym, co faktycznie znajduje się na stronie firmy.
  • Odległość — dystans od miejsca, z którego pyta użytkownik, albo od wskazanej w zapytaniu lokalizacji. Tego czynnika nie da się obejść i to on tłumaczy większość rozczarowań typu „u mnie widzę firmę na trzecim miejscu, a klient jej nie widzi wcale”.
  • Popularność — jak znana jest firma, w tym poza internetem. Wchodzą tu wzmianki, katalogi branżowe, linki do strony, ruch marki i opinie.

Praktyczna konsekwencja jest taka, że w gęstym mieście firma spoza centrum nie wygra zapytań z centrum, choćby miała najlepiej dopieszczony profil. Zamiast walczyć z geografią, wolę pracować nad zasięgiem w promieniu, w którym firma faktycznie może się pokazać, i nad zapytaniami z dopiskiem lokalizacyjnym, gdzie odległość liczy się inaczej.

Nazwa i adres — pola, na których traci się profil

Największa liczba blokad, jakie widziałem, ma źródło w dwóch polach, które wyglądają najbardziej niewinnie.

Nazwa firmy w profilu ma być nazwą, którą firma posługuje się w świecie fizycznym — na szyldzie, na fakturach, na drzwiach. Dopisywanie do niej słów kluczowych to najstarsza sztuczka w SEO lokalnym i przez lata działała. Dziś traktuję ją jako pewny sposób na utratę profilu, a przy okazji jako powód, dla którego opłaca się zgłaszać konkurentów, którzy tego nadużywają.

Adres jest równie wrażliwy. Google chce widzieć miejsce, w którym firma obsługuje klientów w podanych godzinach. Biuro wirtualne, mieszkanie z tabliczką przyklejoną na czas nagrania czy współdzielony coworking bez własnego oznakowania to sytuacje, które prędzej czy później wychodzą — najczęściej przy ponownej weryfikacji, wywołanej zmianą byle drobiazgu w profilu.

Osobna kategoria to firmy usługowe działające w terenie. Dla nich przewidziano konfigurację bez pokazywania adresu, z określonym obszarem obsługi. Jest to mniej wygodne, bo profil bez adresu bywa gorzej widoczny, ale jest zgodne z wytycznymi i po prostu bezpieczne.

Kategorie, usługi i opis — praca, która daje efekt

Kiedy fundament jest zgodny z wytycznymi, przechodzę do warstwy, która faktycznie przesuwa profil w wynikach.

Kategoria główna jest najsilniejszym pojedynczym elementem trafności i wybieram ją najwęższą, jaka pasuje. Kategorii dodatkowych używam oszczędnie i tylko dla usług realnie świadczonych — długa lista rozmywa profil i utrudnia mu wygranie czegokolwiek konkretnego. Warto przy tym sprawdzić, jakie kategorie mają profile, które wyświetlają się na docelowe zapytania; to jedno z niewielu miejsc, gdzie analiza konkurencji w Mapach daje twardą podpowiedź.

Listę usług i produktów traktuję jako miejsce na język, którym mówią klienci. Nie chodzi o upychanie fraz, a o to, żeby usługa nazywała się w profilu tak, jak jej się szuka. Opis firmy ma mniejszy wpływ na ranking, niż wielu osobom się wydaje, ale jest czytany przez ludzi i to wystarczający powód, żeby był napisany po polsku, a nie po słowokluczowemu.

Zdjęcia, godziny otwarcia i atrybuty dopisuję do tej samej listy prac. Nie liczę na to, że pojedyncze zdjęcie podniesie pozycję, natomiast profil aktualny i kompletny wygrywa kliknięcia w zestawieniu z konkurentem, u którego ostatnia aktualizacja jest z 2021 roku.

Opinie — jedyny obszar bez skrótów

Opinie są dla mnie najważniejszym, a jednocześnie najbardziej zaniedbanym elementem lokalnej widoczności.

Interesuje mnie w nich nie tylko średnia ocena, ale też regularność napływu, treść i to, czy firma odpowiada. Profil z pięćdziesięcioma opiniami zebranymi przez trzy lata wygląda inaczej niż profil, na którym przez jeden weekend pojawiło się dwadzieścia ocen bez treści. Ta druga sytuacja bywa wychwytywana i kończy się usunięciem opinii albo blokadą.

Dlatego przy budowaniu opinii zostaje właściwie jedna metoda, żmudna i skuteczna: prosić klientów po wykonaniu usługi, każdego, w tym samym momencie procesu, bez zachęt materialnych i bez filtrowania, kogo się pyta. Wszystko inne — kupowanie, wymiana, prośby wyłącznie do zadowolonych — jest naruszeniem wytycznych i osłabia profil, który i tak jest teraz pod ściślejszą kontrolą.

Odpowiadanie na opinie, także negatywne, traktuję jako część obsługi klienta, a nie SEO. Efekt uboczny jest jednak realny: odpowiedzi są widoczne, czytane przy wyborze wykonawcy i pokazują, że po drugiej stronie ktoś jest.

Higiena profilu przy zaostrzonej kontroli

Na koniec kilka nawyków, które od czasu zaostrzenia weryfikacji stosuję na każdym profilu, którym się zajmuję.

Zmiany wprowadzam pojedynczo i z odstępem. Edycja nazwy, adresu i kategorii naraz to najprostszy sposób na wywołanie ponownej weryfikacji, a przy niej wszystko może pójść nie tak.

Pilnuję, żeby profil miał więcej niż jednego właściciela z rolą administratora, najlepiej na koncie należącym do firmy, a nie do agencji ani do byłego pracownika. Widzę to na większości profili, które przejmuję: dostęp jest u kogoś, kto nie odbiera telefonu.

Zbieram i trzymam dokumentację: zdjęcia szyldu z datą, faktury za lokal, wpis do rejestru, stronę z tym samym adresem i numerem telefonu. Przy odwołaniu od blokady to jest jedyna rzecz, która ma znaczenie, a zbieranie jej pod presją czasu zawsze wychodzi gorzej.

I ostatnie: pilnuję spójności danych między profilem, stroną i katalogami. Rozjechany numer telefonu w trzech miejscach nie jest tylko problemem rankingowym — bywa argumentem po stronie Google, żeby uznać profil za niewiarygodny.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.