Ostateczna checklista przygotowawcza e-commerce do sezonu świątecznego 2025 (pMax, Merchant Center, GEO).

Cztery tygodnie do Black Friday

Baner wejsciowyParallax

Ostateczna checklista przygotowawcza e-commerce do sezonu świątecznego 2025 (pMax, Merchant Center, GEO).

Cztery tygodnie do Black Friday

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
31 października 2025

Piszę to w ostatni dzień października, świadomie. To moment, w którym harmonogram sezonu jest już przesądzony, a lista rzeczy do zrobienia wciąż daje się skrócić do czegoś realnego. Black Friday wypada w tym roku 28 listopada, Cyber Monday 1 grudnia, a szczyt zakupowy w polskich sklepach rozciąga się od mniej więcej połowy listopada do ostatniego terminu wysyłki przed Wigilią.

Ta checklista nie jest listą życzeń. Ułożyłem ją tak, żeby dała się przejść w cztery tygodnie przy zwykłej obsadzie i żeby najpierw zamykać rzeczy, które psują wszystko inne, gdy nie działają. Kolejność ma znaczenie — punkty z końca listy nie mają sensu, dopóki punkty z początku nie są odhaczone.

Osobno dopisałem sekcję o widoczności w odpowiedziach generatywnych, bo od kilku tygodni jest to w Polsce inna rozmowa niż była wiosną.

Domknij kalendarz i datę odcięcia zmian

Pierwsza rzecz, którą robię, nie dotyczy Google Ads. Rozpisuję kalendarz i wpisuję do niego dwie daty, które muszę dostać od klienta, a nie wymyślić samodzielnie: datę startu własnej promocjigraniczny termin wysyłki z dostawą przed świętami.

Bez pierwszej daty nie ustawię harmonogramu budżetów, bo nie wiem, kiedy przestaję walczyć o ruch porównawczy i zaczynam sprzedawać. Bez drugiej nie wiem, kiedy zmienić komunikację na odbiór w punkcie i karty podarunkowe — a to jest jedyna sensowna reakcja na moment, w którym paczka już nie dojedzie.

Do kalendarza wpisuję też datę odcięcia zmian strukturalnych. U mnie to zwykle 10 listopada. Po tym dniu nie przebudowuję kampanii, nie zmieniam strategii stawek i nie scalam grup zasobów. Zostają wyłącznie budżety, wykluczenia, reagowanie na odrzucenia w Merchant Center i wyłączanie tego, czego magazyn nie obsłuży.

Merchant Center: cztery rzeczy, potem reszta

W sklepie o wyniku listopada decyduje plik produktowy, nie nagłówek reklamy. Kolejność, w której to sprawdzam, jest zawsze taka sama.

  • Produkty odrzucone i ograniczone — czytam powody, nie liczbę. Odrzucenie z powodu niezgodności ceny albo dostępności ze stroną potrafi wyjąć z obiegu pół kategorii i nikt tego nie widzi w raporcie kampanii.
  • Zgodność ceny i dostępności ze stroną — w listopadzie to najgroźniejsza kategoria ostrzeżeń, bo przy szybkiej rotacji rozjazd rośnie sam.
  • Atrybuty cenowe promocji — cena podstawowa i cena promocyjna w osobnych polach, z podanym okresem obowiązywania. Wpisanie obniżki w pole ceny podstawowej pozbawia Google informacji o tym, że to w ogóle jest promocja.
  • Etykiety własne — nadaję je najpóźniej w pierwszym tygodniu listopada. Bez nich nie rozdzielisz asortymentu o różnej marży, nie wykluczysz produktów, których nie chcesz przeceniać, i nie zbudujesz osobnej kampanii na wyprzedaż końcówek.

Dopiero potem zaglądam do rzeczy przyjemniejszych: uzupełnienia atrybutów opisowych, zdjęć bez nakładek promocyjnych, danych o czasie i koszcie dostawy oraz polityki zwrotów. Rozszerzona informacja o zwrotach ma w tym okresie realne znaczenie, bo połowa listopadowych decyzji zakupowych to prezenty kupowane w niepewności co do rozmiaru.

Jeśli plik produktowy jest u Ciebie budowany programistycznie, to jest też ostatni sezon, w którym warto spokojnie zaplanować przejście na Merchant API. Jest ogólnie dostępne od sierpnia, a Google podało datę wyłączenia starego Content API for Shopping na sierpień 2026. Migracji nie robi się w listopadzie — ale rozmowę o niej warto zacząć teraz, żeby nie wypadła w kolejny szczyt.

Pomiar: wartość zamówienia, nie liczba zdarzeń

Sezon wyprzedaży rozstrzyga się na marży, a nie na liczbie transakcji. Kampania optymalizowana pod samo zdarzenie zakupu będzie w listopadzie z entuzjazmem dowoziła najtańszy asortyment.

Sprawdzam więc, czy do Google Ads trafia wartość transakcji, czy nie jest to wartość z kodem rabatowym już naliczonym w jednym miejscu i nienaliczonym w drugim, oraz czy zwroty są w jakikolwiek sposób odejmowane. Jeśli sklep ma wysoką zwrotność, sam wynik z panelu przeszacuje efekt sezonu i dowiesz się o tym w styczniu.

Druga rzecz to ciągłość pomiaru. Konwersje rozszerzone chcę mieć wdrożone i potwierdzone przed sezonem, nie w jego trakcie — dorzucanie ich w listopadzie oznacza zmianę wolumenu danych w środku okresu, który potem będziesz porównywał rok do roku.

Performance Max: podział według biznesu, nie według liczby produktów

Performance Max odpowiada dziś w większości sklepów za trzon obrotu z Google Ads i nie zamierzam tego zmieniać w listopadzie. Zmieniam natomiast to, jak asortyment jest w nim rozłożony.

Rozdzielam kampanie tam, gdzie różnica jest biznesowa: inna marża, inny cel zwrotu, inny cykl decyzyjny, asortyment przeceniony osobno od pełnocenowego. Nie rozdzielam ich po to, żeby mieć więcej kampanii — każda potrzebuje własnych danych konwersji i przy zbyt drobnym podziale żadna nie zbierze ich dość, żeby cel zwrotu miał sens.

Przed sezonem przeglądam grupy zasobów pod kątem czegoś banalnego: czy teksty i grafiki nie mówią o promocji, która już się skończyła, i czy w zasobach nie ma materiałów z zeszłego roku z nieaktualną datą. Wyłączam też automatycznie tworzone zasoby tam, gdzie komunikat cenowy musi być dosłowny.

Rozszerzanie na kanał wyszukiwania i sieci pozostałe zostawiam włączone, ale w listopadzie pilnuję raportu wyszukiwanych haseł uważniej niż zwykle — od wiosny jest on dla tych kampanii pełny i nie ma już wymówki, żeby go nie czytać.

Wyszukiwarka i higiena wykluczeń w szczycie

Kampanie w wyszukiwarce w listopadzie robią dwie rzeczy: łapią zapytania porównawcze przed obniżkami i chronią markę w tygodniu, w którym wszyscy licytują wszystko.

Sprawdzam więc, czy kampania brandowa jest oddzielona i czy ma budżet, którego nie zabierze jej nic innego. Potem przeglądam wykluczenia — nie po to, żeby dodać setkę nowych, ale po to, żeby usunąć te, które w sezonie zaczynają szkodzić. Wykluczenie „tanie” albo „promocja” dodane w marcu z myślą o poszukiwaczach okazji w listopadzie wycina Ci dokładnie ten ruch, o który walczysz.

GEO: widoczność w odpowiedziach generatywnych

To sekcja, której rok temu bym tu nie napisał. AI Overviews działają w polskich wynikach od wiosny, a AI Mode został udostępniony w Unii, w tym w Polsce, na początku października — na tyle świeżo, że nikt uczciwy nie poda Ci dziś liczb o jego wpływie na ruch w sklepie.

Dlatego traktuję Generative Engine Optimization w tym sezonie jako higienę, nie jako kanał. Konkretnie: dbam o to, żeby dane, które model może zacytować, w ogóle istniały w tekście strony. Cena, dostępność, koszt i czas dostawy, warunki zwrotu, parametry produktu — jako treść, nie jako grafika i nie jako informacja pojawiająca się dopiero po kliknięciu w rozwijaną zakładkę.

Druga rzecz to spójność. Jeśli w danych strukturalnych podajesz jedną cenę, na stronie widać drugą, a w pliku produktowym trzecią, to ryzykujesz nie tylko odrzuceniem w Merchant Center, ale też tym, że w odpowiedzi generatywnej pojawi się wartość, której nie honorujesz.

Trzecia, najmniej ekscytująca: treści porównawcze i poradnikowe wokół kategorii. Zapytania typu „co kupić na prezent dla…” są dokładnie tym rodzajem pytania, na które taka odpowiedź się generuje. Nie obiecuję, że napisanie poradnika w listopadzie da Ci cytowanie — mówię tylko, że bez własnego tekstu na ten temat nie masz w tej rozmowie żadnego udziału.

Czego bym nie robił: nie przenosiłbym budżetu z działających kampanii na eksperymenty wokół widoczności w odpowiedziach AI w środku najważniejszego miesiąca w roku. Na to jest styczeń.

Ostatnie dni i plan awaryjny

Na dwa dni przed startem promocji przechodzę krótką listę, która ratowała mi sezon częściej niż cokolwiek innego.

Sprawdzam, czy metoda płatności na koncie Google Ads nie wygasa w listopadzie i czy nie ma limitu wydatków, o którym nikt nie pamięta. Sprawdzam, czy plik produktowy pobiera się o godzinie, która ma sens wobec momentu wejścia obniżek. Sprawdzam, czy w koncie nie ma reguł automatycznych i skryptów ustawionych rok temu, które w nocy z czwartku na piątek zrobią coś, czego nikt nie planuje.

I ustalam z klientem jedną rzecz, którą trudno ustalić w trakcie: kto ma prawo wyłączyć kampanię, jeśli sklep przestanie działać albo magazyn skończy asortyment. Wpisuję to na kartkę razem z numerem telefonu. Awarie w szczycie sezonu nie zdarzają się w godzinach pracy i to nie jest żart — koszt godziny reklamy prowadzącej do niedziałającego koszyka jest w ten weekend wielokrotnie wyższy niż zwykle.

Reszta to pilnowanie i cierpliwość. Sezon nie jest momentem na optymalizację, tylko na egzekucję planu, który zamknąłeś w pierwszej połowie listopada.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.