Optymalizacja stron produktowych pod wyszukiwarkę Google Grafika.

Zdjęcia produktów jako osobne źródło ruchu

Baner wejsciowyParallax

Optymalizacja stron produktowych pod wyszukiwarkę Google Grafika.

Zdjęcia produktów jako osobne źródło ruchu

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
29 kwietnia 2022

Grafika Google jest w większości sklepów kanałem, o którym nikt nie decyduje. Zdjęcia wgrywa się do systemu sklepowego w formie, w jakiej przyszły od dostawcy, nazwy plików generuje sam sklep, a atrybuty alternatywne albo są puste, albo zawierają nazwę produktu powtórzoną dwadzieścia razy pod rząd. Ruch z wyszukiwania grafiki pojawia się wtedy przypadkiem i tak samo przypadkiem znika przy najbliższej przebudowie szablonu.

Mam do tego kanału podejście bez entuzjazmu, ale i bez lekceważenia. Nie zastąpi wyników tekstowych i w większości branż nigdy nie będzie głównym źródłem sprzedaży. Są jednak kategorie — meble, odzież, wyposażenie wnętrz, części, wszystko, co się wybiera wzrokiem — w których użytkownik zaczyna od obrazka i to jego pierwszy kontakt z ofertą.

Poniżej rozkładam to na etapy: czy Google w ogóle widzi Twoje zdjęcia, czy potrafi je zrozumieć, czy nie zabijają one szybkości strony i gdzie sprawdzić efekt. W tej kolejności, bo drugi punkt nie ma znaczenia, dopóki nie jest spełniony pierwszy.

Po co sklepowi ruch z Grafiki

Wyszukiwanie grafiki działa inaczej niż tekstowe pod jednym istotnym względem: użytkownik nie trafia od razu na stronę. Najpierw widzi kadr, potem powiększenie z nazwą źródła, a dopiero na końcu przechodzi do serwisu. Każdy z tych etapów gubi część osób, więc wejść z tego kanału jest mniej, niż wynikałoby z liczby wyświetleń.

Wartość leży w czymś innym. Po pierwsze, przy wyborze wizualnym to jest moment, w którym użytkownik dopiero wybiera, a nie porównuje ceny — konkurencja w wyniku obrazkowym wygląda inaczej niż w wyniku tekstowym. Po drugie, przy zdjęciach z danymi strukturalnymi produktu Google potrafi pokazać obok kadru cenę i informację o dostępności, co przenosi część decyzji na wcześniejszy etap.

Po trzecie, ten sam materiał obsługuje wyszukiwanie wizualne. Google Lens rozpoznaje przedmioty ze zdjęcia i szuka podobnych — a szuka wśród tego, co ma w indeksie. Sklep z własnymi, dobrze opisanymi zdjęciami jest w tej grze; sklep z tymi samymi katalogowymi kadrami co dwudziestu innych sprzedawców jest jednym z dwudziestu identycznych rekordów.

Czy Google w ogóle widzi Twoje zdjęcia

Najczęstsza przyczyna braku ruchu z Grafiki nie ma nic wspólnego z jakością zdjęć. Obrazki są po prostu niedostępne dla robota.

  • Tło zamiast obrazu. Zdjęcia wstawione jako tło elementu przez arkusz stylów nie są traktowane jak treść obrazkowa. Do indeksu trafiają obrazy wstawione znacznikiem obrazu, z adresem w atrybucie źródła.
  • Blokada w robots.txt. Katalogi z miniaturami i wersjami przeskalowanymi bardzo często są wykluczone z indeksowania, czasem od czasu wdrożenia sklepu. Wystarczy jedna reguła, żeby cały kanał przestał istnieć.
  • Galeria doładowywana skryptem. Jeśli kolejne zdjęcia produktu pojawiają się dopiero po kliknięciu strzałki i są dociągane zapytaniem do serwera, robot ich nie zobaczy. Widzi to, co jest w wyrenderowanej stronie.
  • Doładowywanie przy przewijaniu zrobione po swojemu. Mechanizm oparty na atrybucie obsługiwanym natywnie przez przeglądarkę jest bezpieczny. Własny skrypt reagujący na zdarzenie przewijania — nie zawsze.

Do tego dwie rzeczy porządkowe. Adresy zdjęć powinny być stabilne, bo za każdą zmianą adresu idzie ponowne indeksowanie od zera. A jeśli obrazy leżą na osobnej domenie albo w usłudze zewnętrznej, warto dodać tę domenę jako osobną usługę w Search Console — inaczej dane o ruchu z Grafiki będą niepełne.

Kontekst wokół obrazka

Google nadal w dużej mierze rozumie zdjęcie przez to, co je otacza. Dlatego to najtańsza część tej pracy i zwykle najbardziej zaniedbana.

Atrybut alternatywny piszę tak, jakbym opisywał zdjęcie osobie, która go nie widzi. Krótko, konkretnie, z nazwą i istotną cechą. To nie jest miejsce na listę słów kluczowych — upychanie fraz w atrybucie alternatywnym jest jedną z najstarszych praktyk spamerskich i Google wymienia ją wprost w swoich wskazówkach.

Nazwa pliku ma znaczenie mniejsze, ale niezerowe, a jest sterowalna po stronie procesu. Zamiast losowego ciągu cyfr z aparatu — nazwa produktu i wariant. Warto wpisać tę zasadę w instrukcję dla osoby wgrywającej asortyment, bo późniejsza masowa poprawa nazw plików to już zmiana adresów.

Liczy się też otoczenie tekstowe: nagłówek strony, podpis pod zdjęciem, akapit obok. Zdjęcie umieszczone w bloku, który mówi o czym innym niż ono samo, dostaje słabszy kontekst. I najprostsza rzecz na koniec — jedno główne zdjęcie na stronie produktu powinno być największym i najbardziej widocznym obrazem na tej stronie.

Dane strukturalne

Znaczniki produktu na karcie towaru mają dla Grafiki konkretne przełożenie: to na ich podstawie obok zdjęcia może pojawić się cena i informacja o dostępności.

Trzy zasady, których się trzymam. Znacznik musi zawierać adres tego samego zdjęcia, które jest głównym obrazem strony. Dane w znaczniku muszą być zgodne z tym, co widzi użytkownik — rozjazd ceny jest zarówno problemem z wynikami rozszerzonymi, jak i problemem z zaufaniem. I znacznik musi być obecny w wersji mobilnej strony, bo to ona jest dla Google podstawą.

Do sprawdzania używam testu wyników z elementami rozszerzonymi i raportów w Search Console. Warto to robić po każdej większej zmianie szablonu, bo znaczniki wypadają najczęściej właśnie wtedy, przy okazji zupełnie niezwiązanych prac.

Waga, format i szybkość

Zdjęcia produktowe są w sklepach najczęstszą przyczyną słabych wyników szybkości, a od tego roku wygoda korzystania ze strony jest sygnałem rankingowym również w wynikach na komputerach.

Cztery rzeczy, które dają największy efekt. Serwowanie w nowoczesnym formacie skompresowanym, przy zachowaniu starszego formatu jako awaryjnego. Przygotowanie kilku rozmiarów i oddanie przeglądarce decyzji, który pobrać, zamiast wysyłania na telefon pliku w rozmiarze oryginalnym. Podanie wymiarów obrazu w kodzie, żeby przeglądarka zarezerwowała miejsce i strona nie skakała podczas ładowania. Oraz wyłączenie odkładania ładowania dla głównego zdjęcia produktu — to zwykle najważniejszy element widoku i odkładanie go w czasie pogarsza pomiar wczytywania największego elementu.

Warto przy tym uważać na jedną skrajność. Kompresja tak agresywna, że zdjęcie traci szczegóły, jest w e-commerce oszczędnością pozorną — ludzie nie kupują tego, czego nie widzą dokładnie.

Zdjęcia w Merchant Center a Grafika

To dwa różne kanały i mieszanie ich prowadzi do złych decyzji.

Zdjęcia z pliku danych zasilają reklamy produktowe i bezpłatne informacje o produktach. Obowiązują tam własne wymagania i własne zasady: obraz musi przedstawiać wyłącznie produkt, nie wolno na niego nakładać tekstu promocyjnego, znaków wodnych, ramek ani informacji o cenie, a Google określa minimalne wymiary — inne dla odzieży, inne dla pozostałych kategorii. Naruszenie tych zasad kończy się odrzuceniem produktu, nie spadkiem pozycji.

Grafika Google działa niezależnie i bierze zdjęcia ze strony. Ten sam plik może więc być doskonały w wynikach obrazkowych i odrzucony w Merchant Center, jeśli ma naklejkę z promocją.

Praktyczny wniosek: warto trzymać oddzielnie zdjęcie główne, spełniające zasady pliku danych, i zestaw zdjęć aranżacyjnych, które są dla użytkownika i dla wyników obrazkowych. W pliku danych te dodatkowe kadry przekazuje się osobnym atrybutem, więc jedno nie wyklucza drugiego.

Jak zmierzyć efekt

W raporcie skuteczności w Search Console przełącz typ wyszukiwania na Grafika. To jedyne miejsce, w którym zobaczysz wyświetlenia i kliknięcia z tego kanału oddzielone od wyników tekstowych.

Dwie rzeczy, o których warto wiedzieć, zanim porównasz te liczby z resztą raportu. Sposób liczenia wyświetleń jest tu inny, bo wynik obrazkowy pojawia się w siatce razem z setką innych. I współczynnik klikalności będzie niski w porównaniu z wynikami tekstowymi — to normalne dla tego formatu, nie objaw problemu.

Dlatego oceniam ten kanał na trendzie, a nie na pojedynczych wartościach. Interesuje mnie, czy po zmianach na kartach produktów liczba wyświetleń i wejść rośnie, i które kategorie asortymentu ciągną ten wzrost. Jeśli po kilku miesiącach nie widać nic, prawdopodobnie problem nie leży w opisach zdjęć, a wcześniej — w tym, że część obrazków wciąż nie jest indeksowana.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.