Modelowane listy odbiorców nie zawierają konkretnych osób, tylko prawdopodobieństwa. Wyjaśniam, jak powstają, gdzie ich szukać w panelu i jak czytać ich raporty.
Przez lata raport z monitoringu pozycji był podstawowym dokumentem w rozmowie o wynikach niepłatnych. Tabela z frazami, kolumna z miejscem w rankingu, strzałki w górę i w dół. Dawało to poczucie kontroli, a przy zapytaniach transakcyjnych faktycznie miało związek z liczbą wejść na stronę.
Ten dokument stracił większość swojej wartości i uważam, że warto powiedzieć to wprost, zamiast dalej wysyłać klientom tabele, w które sami przestaliśmy wierzyć. Strona wyników nie jest listą dziesięciu odnośników. Bywa na niej blok z produktami, mapa z wizytówkami, karuzela wideo, zestaw pytań, wątki z forów, wyróżniony fragment i — od niedawna także w polskich wynikach — generatywne podsumowanie. Trzecie miejsce w takim otoczeniu może oznaczać zarówno pierwszy ekran, jak i konieczność dwukrotnego przewinięcia.
Opisuję poniżej, czym zastąpiłem klasyczny monitoring, jakie metryki uznaję dziś za sensowne i jak układam ten proces, żeby dawał się powtarzać co miesiąc.
Warto rozłożyć problem na części, bo każda z nich wymaga innej odpowiedzi.
Pierwsza rzecz: pozycja przestała odpowiadać miejscu na ekranie. Numer w rankingu liczy się w obrębie klasycznych wyników, a te są przeplatane i wypychane w dół przez inne elementy. Dwa zapytania z tą samą pozycją mogą mieć zupełnie różną widoczność, zależnie od tego, co wyszukiwarka postawiła powyżej.
Druga: nie ma jednej strony wyników. Wygląd zależy od urządzenia, lokalizacji, historii, czasem od zalogowania. Narzędzie mierzy jeden wariant, wybrany przez ustawienia, a użytkownicy widzą wiele różnych.
Trzecia: rośnie udział zapytań kończących się bez kliknięcia. Część odpowiedzi użytkownik dostaje na stronie wyników i nigdzie nie wchodzi. Pozycja w takich przypadkach nadal istnieje, ale nie ma nic wspólnego z ruchem.
Czwarta, najbardziej praktyczna: część rodzajów obecności nie ma numeru pozycji. Obecność w wyróżnionym fragmencie, w bloku pytań, w karuzeli czy jako źródło w podsumowaniu to nie miejsce w rankingu, a osobny rodzaj widoczności. Klasyczny raport albo tego nie widzi, albo przypisuje mylące wartości.
To pytanie zadaję sobie za każdym razem, gdy ktoś pokazuje mi wykres tej metryki jako dowód poprawy.
Średnia pozycja z raportu skuteczności to średnia z pozycji, na których nasz adres był widoczny w momentach, gdy w ogóle się wyświetlił. Ma dwie właściwości, o których łatwo zapomnieć. Po pierwsze, zmienia się nie tylko wtedy, gdy nasze pozycje rosną, ale też wtedy, gdy zmienia się zestaw zapytań, na które jesteśmy pokazywani — wejście na tysiąc nowych, słabo rankujących fraz pogorszy średnią, chociaż niczego nie straciliśmy. Po drugie, uśrednia po wszystkich urządzeniach i lokalizacjach, co przy usługach lokalnych daje liczbę bez interpretacji.
Mimo tych ograniczeń jest to najlepsze źródło, jakie mamy, bo pochodzi bezpośrednio od wyszukiwarki i dotyczy realnych wyświetleń naszej strony, nie próbki pobranej przez narzędzie.
Używam jej więc, ale zawsze w podziale: osobno urządzenia, osobno kraj, osobno zapytania markowe i pozostałe, i najlepiej w ramach zdefiniowanej wcześniej grupy zapytań. Średnia z całego serwisu nadaje się do jednego celu — do wykrycia, że stało się coś dużego.
O tej sprawie warto wiedzieć, bo tłumaczy część niespodzianek z ostatnich miesięcy.
W styczniu Google zmienił zasady dostępu do stron wyników — wyniki nie renderują się bez włączonego JavaScriptu, co uzasadniono ograniczaniem ruchu automatów. Skutkiem ubocznym były przerwy w danych wielu narzędzi do sprawdzania pozycji, bo dotąd większość z nich pobierała proste dokumenty HTML. Część dostawców przystosowała się w ciągu kilku tygodni, część ograniczyła częstotliwość odświeżania albo zakres danych.
Konsekwencje dla nas są dwie. Pierwsza: dane historyczne z takich narzędzi mogą mieć w tym okresie luki lub zmienioną metodologię, więc porównywanie roku do roku wymaga sprawdzenia, czy to w ogóle ta sama miara. Druga: koszt tego rodzaju pomiaru wzrósł, co widać w cennikach i limitach, i warto z góry ustalić, ile fraz naprawdę potrzebujemy sprawdzać codziennie.
Traktuję to jako dodatkowy argument, żeby oprzeć raportowanie na danych z Search Console i z analityki, a narzędzia zewnętrzne trzymać do zadań, których inaczej zrobić nie można — na przykład do obserwacji konkurencji.
Zestaw jest krótszy, niż większość osób się spodziewa, i bardziej odporny na zmiany w wyglądzie wyników.
Świadomie nie mam na tej liście żadnego wskaźnika widoczności liczonego przez narzędzia zewnętrzne. Nie dlatego, że są bezużyteczne, ale dlatego, że każdy dostawca liczy je inaczej, a klient traktuje jak wartość obiektywną.
Rezygnacja z tabeli z pozycjami nie znaczy, że przestaję patrzeć na konkretne frazy. Zmienia się tylko sposób ich wyboru.
Buduję zestaw kilkudziesięciu zapytań, nie kilkuset, i dobieram je celowo: kilka najważniejszych transakcyjnych, kilka informacyjnych z górnej części ścieżki, kilka lokalnych, jeśli firma działa lokalnie, kilka markowych jako punkt odniesienia i kilka takich, na których jesteśmy słabi, a chcemy być silni. Ten zestaw zamykam na rok i nie zmieniam w trakcie, bo inaczej nie będzie z czym porównywać.
Dla każdego zapytania z zestawu notuję nie tylko pozycję, ale też skład strony wyników: czy jest podsumowanie generatywne, wyróżniony fragment, blok produktowy, mapa, karuzela. To pozwala odpowiedzieć na najczęstsze pytanie klienta — dlaczego przy tej samej pozycji mamy mniej wejść.
Zestaw sprawdzam raz w miesiącu, w tym samym tygodniu miesiąca, z tej samej lokalizacji i na obu rodzajach urządzeń. Codzienne sprawdzanie kilkuset fraz uznaję za marnowanie czasu i budżetu — wahania dobowe są większe niż większość zmian, które chcemy zauważyć.
Ta część procesu wygląda na cofnięcie się o dziesięć lat i jest dziś najbardziej wartościowa.
Raz w miesiącu przechodzę zestaw kontrolny ręcznie, w oknie prywatnym, i zapisuję zrzuty ekranu pierwszego widoku dla każdego zapytania. Zajmuje to godzinę i daje wiedzę, której żaden raport nie dostarczy: co dokładnie widzi człowiek, ile trzeba przewinąć, żeby dojść do naszego wyniku, kto jest nad nami, czy nasza strona jest cytowana w podsumowaniu i w jakim kontekście.
Przy okazji wyłapuję rzeczy, których nie szukałem. Przepisany tytuł, który brzmi inaczej niż zamierzony. Opinie o firmie w wynikach obok naszej strony. Konkurent, który wskoczył do bloku produktowego. Stary artykuł nasz własny, który wypycha z wyników nowszą i lepszą podstronę.
Zrzuty trzymam w folderach z datą. Po roku ma się z tego całkiem porządną dokumentację zmian w wyglądzie wyników w naszej branży — a to jest wiedza, której nie kupi się w żadnym narzędziu, bo dotyczy konkretnie tych zapytań, na których nam zależy.
Zmiana metryk wymaga zmiany rozmowy i tego etapu nie da się pominąć.
Klientowi, który był przyzwyczajony do tabeli z pozycjami, tłumaczę różnicę na jednym przykładzie z jego własnego serwisu: pokazuję zapytanie, na którym pozycja się nie zmieniła, a kliknięć jest wyraźnie mniej, i pokazuję zrzut ekranu wyników. To działa lepiej niż jakiekolwiek wyjaśnienie teoretyczne.
Raport miesięczny składam z trzech części. Pierwsza: wyświetlenia, kliknięcia i konwersje z ruchu niepłatnego, w podziale na grupy zapytań i grupy podstron, z porównaniem do poprzednich okresów. Druga: zestaw kontrolny z pozycjami i składem strony wyników, z zaznaczonymi zmianami względem poprzedniego przeglądu. Trzecia: wykonane prace i wnioski na kolejny miesiąc.
Pozycje zostają więc w raporcie, ale w roli, która im dziś przystoi — jednego z kilku sygnałów, a nie miary sukcesu. Największą korzyścią z tej zmiany jest w moim doświadczeniu to, że rozmowy przestają dotyczyć jednej frazy, na której coś spadło, i zaczynają dotyczyć tego, czy serwis przynosi firmie więcej klientów niż kwartał wcześniej.
Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci nawigację oraz wykonywanie określonych funkcji. Szczegółowe informacje o wszystkich plikach cookies znajdziesz w każdej kategorii zgody poniżej.
Pliki cookies oznaczone jako "Niezbędne" są przechowywane w Twojej przeglądarce, ponieważ są one kluczowe dla zapewnienia podstawowych funkcji strony.
Używamy również plików cookies firm trzecich, które pomagają nam analizować, w jaki sposób korzystasz z tej strony, zapamiętują Twoje preferencje oraz dostarczają treści i reklamy odpowiednie dla Ciebie. Te pliki cookies będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją uprzednią zgodą.
Możesz zdecydować, czy chcesz włączyć lub wyłączyć niektóre bądź wszystkie te pliki cookies, jednak wyłączenie niektórych z nich może wpłynąć na Twoje doświadczenia podczas przeglądania strony.
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __cf_bm | 13 minutes | Cloudflare bot management — distinguishes humans from bots. |
| rc::* | Persistent | Google reCAPTCHA — localStorage holding anti-bot challenge state. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| wpEmojiSettingsSupports | Session | WordPress — sessionStorage flag caching whether the browser can render emoji (feature detection). |
| ytidb* | Persistent | YouTube — IndexedDB storing playback/search state for embedded videos. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| _ga_* | 400 days | Google Analytics 4 — persists session state per property. |
| _ga | 400 days | Google Analytics — distinguishes unique users via a client id. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| NID | 183 days | Google — stores preferences for personalized ads. |
| fr | 90 days | Meta — encrypted Facebook id and browser id for ads. |
| _gcl_au | 90 days | Google AdSense/Ads — experiments with advertising efficiency (conversion linker). |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __Secure-YNID | 180 days | |
| YSC | Session | |
| __Secure-ROLLOUT_TOKEN | 180 days | |
| VISITOR_INFO1_LIVE | 180 days | |
| VISITOR_PRIVACY_METADATA | 180 days | |
| datr | 400 days | |
| sb | 400 days | |
| wd | 7 days |