Konfiguracja zaawansowanego śledzenia konwersji offline (Offline Conversion Tracking) w Google Ads.

Domknij pętlę między kliknięciem a podpisaną umową

Baner wejsciowyParallax

Konfiguracja zaawansowanego śledzenia konwersji offline (Offline Conversion Tracking) w Google Ads.

Domknij pętlę między kliknięciem a podpisaną umową

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
31 maja 2023

W kampaniach generujących leady mam od lat ten sam problem: Google Ads widzi tylko wysłany formularz. Nie widzi rozmowy, którą handlowiec odbył trzy dni później, nie widzi oferty, nie widzi podpisanej umowy. Optymalizuje więc pod coś, co jest zaledwie zapowiedzią sprzedaży.

Skutek jest przewidywalny i widuję go regularnie. Algorytm dowiaduje się, że formularze z pewnej grupy zapytań są tanie, więc dosypuje tam budżetu. Po miesiącu okazuje się, że to najtańsze leady na koncie i jednocześnie najgorsze — ludzie pytają o coś, czego firma nie robi, albo szukają najtańszej oferty na rynku.

Śledzenie konwersji offline jest odpowiedzią na dokładnie tę sytuację. Polega na tym, żeby po zamknięciu transakcji wrócić do Google Ads i powiedzieć: ten konkretny lead, z tego konkretnego kliknięcia, okazał się wart tyle. Konfiguracja nie jest trudna technicznie, ale wymaga współpracy z osobami, które na co dzień nie zaglądają do panelu reklamowego.

Po co to robić, skoro formularze i tak się liczą

Bo liczba formularzy nie jest celem biznesowym. Celem jest przychód, a między jednym a drugim potrafi być przepaść.

Kiedy przekazuję do Google Ads informację o zamkniętych transakcjach, dzieją się dwie rzeczy. Pierwsza jest oczywista: widzę w raportach, które kampanie, grupy i zapytania faktycznie dowożą klientów, a nie tylko zgłoszenia. To zmienia decyzje o budżecie w sposób, którego żadna analiza samych leadów nie zastąpi.

Druga jest ważniejsza. Strategie automatyczne uczą się na tym, co im podasz jako konwersję. Jeśli podasz formularz, będą optymalizować pod formularze. Jeśli podasz zamkniętą sprzedaż z jej wartością, zaczną szukać ludzi podobnych do tych, którzy kupili. To ten sam mechanizm, który w e-commerce działa od dawna dzięki wartości transakcji — tylko w usługach trzeba go zbudować ręcznie.

Uczciwie: przy bardzo małej liczbie domkniętych transakcji miesięcznie efekt uczenia będzie ograniczony. Wartość raportowa pozostaje jednak nawet wtedy, a to zwykle wystarcza, żeby wdrożenie się opłaciło.

Jak to działa — GCLID jako klej między światami

Cały mechanizm opiera się na jednym identyfikatorze.

Kiedy ktoś klika reklamę, Google dokleja do adresu docelowego parametr GCLID — unikalny identyfikator tego kliknięcia. Zadaniem strony jest ten parametr przechwycić i zapisać razem z danymi z formularza. Potem, gdy lead zamieni się w klienta, wysyłasz do Google Ads plik albo żądanie API mówiące: GCLID taki a taki, konwersja o nazwie „Umowa podpisana”, data, wartość.

Google dopasowuje GCLID do oryginalnego kliknięcia i przypisuje konwersję wstecz — do właściwej kampanii, grupy reklam i zapytania. Z punktu widzenia raportów wygląda to tak, jakby konwersja nastąpiła w momencie kliknięcia, mimo że wydarzyła się tygodnie później.

Warto od razu wiedzieć o dwóch ograniczeniach. Po pierwsze, GCLID trzeba złapać i przechować — jeśli formularz go nie zapisuje, nie ma czego wysyłać i nie da się tego odzyskać wstecz. Po drugie, istnieje maksymalne okno czasowe między kliknięciem a zaimportowaną konwersją; przy bardzo długich procesach sprzedażowych część transakcji z niego wypadnie. Warto sprawdzić aktualny limit w dokumentacji, zanim obiecasz zarządowi pełne domknięcie pętli.

Wdrożenie krok po kroku

Kolejność ma znaczenie, bo pierwszy krok jest nieodwracalny w tym sensie, że dane niezłapane dziś przepadają na zawsze.

  • Włącz automatyczne tagowanie w ustawieniach konta Google Ads. Bez tego parametr GCLID w ogóle nie pojawi się w adresach.
  • Przechwytuj GCLID na stronie — skryptem, który przy wejściu odczytuje parametr z adresu, zapisuje go w pliku cookie pierwszej strony i wypełnia nim ukryte pole w formularzu. Cookie jest potrzebne, bo użytkownik często wchodzi na stronę główną, a formularz wysyła z podstrony.
  • Zapisuj GCLID w CRM razem z rekordem leada. To krok, na którym najczęściej wszystko staje, bo wymaga zmiany w systemie, którego nie kontroluje dział marketingu.
  • Zdefiniuj akcje konwersji w Google Ads jako import ze źródeł offline. Zwykle tworzę osobne akcje dla kolejnych etapów: lead zakwalifikowany, oferta wysłana, umowa podpisana.
  • Ustal sposób przesyłania danych — plik arkusza wgrywany ręcznie, harmonogram pobierający arkusz z chmury albo integracja przez API. Do pierwszych testów wystarczy ręczny plik; docelowo warto zautomatyzować, bo proces robiony ręcznie prędzej czy później zostanie porzucony.

Pierwszy import zwykle się nie udaje i to normalne. Najczęstsze przyczyny to zły format daty, nazwa akcji konwersji niezgodna co do znaku z tą w panelu oraz GCLID-y starsze niż dopuszczalne okno.

Kiedy GCLID-a nie ma — konwersje rozszerzone dla leadów

Bywa, że przechwycenie GCLID jest niewykonalne: formularz obsługuje zewnętrzny system, strona jest poza kontrolą działu marketingu albo lead przychodzi telefonicznie.

Wtedy sięgam po konwersje rozszerzone dla leadów. Zamiast identyfikatora kliknięcia przesyłasz zahaszowane dane kontaktowe — najczęściej adres e-mail — które użytkownik sam podał w formularzu. Google dopasowuje je do zalogowanego konta, które kliknęło reklamę, i przypisuje konwersję.

Różnica praktyczna jest taka, że nie musisz nic przechowywać na etapie kliknięcia — wystarczy, że masz adres e-mail klienta w CRM i wiesz, kiedy transakcja została zamknięta. Wymogiem jest natomiast poprawne przygotowanie danych po Twojej stronie: haszowanie zgodne ze specyfikacją i normalizacja zapisu adresu.

Dopasowanie z natury rzeczy nie obejmie wszystkich transakcji, bo nie każdy użytkownik jest rozpoznawalny. Traktuję to jako uzupełnienie, nie jako zamiennik pełnego wdrożenia z GCLID tam, gdzie jest ono możliwe.

Jak przygotować dane, żeby algorytm miał z nich pożytek

Sam import to dopiero połowa roboty. Druga połowa to decyzja, co właściwie importujesz.

Najważniejsze ustalenie dotyczy wartości. Wysyłanie samego faktu podpisania umowy bez kwoty sprawia, że system traktuje kontrakt na tysiąc złotych i na sto tysięcy identycznie. Jeśli w Twojej firmie transakcje różnią się wartością — a zwykle różnią się bardzo — przekazuj kwotę i optymalizuj pod wartość, nie pod liczbę.

Drugie ustalenie dotyczy tego, które akcje oznaczasz jako konwersje główne. Zwykle zostawiam w tej roli jeden etap, ten najbliższy pieniądzom, a wcześniejsze etapy śledzę jako pomocnicze. Kilka konwersji głównych naraz oznacza, że algorytm dostaje kilka sprzecznych celów.

Trzecie to regularność. Import raz na kwartał jest niemal bezużyteczny — dane docierają tak późno, że przestają opisywać rzeczywistość. Import codzienny albo przynajmniej tygodniowy daje systemowi szansę na naukę.

I rzecz z pogranicza organizacji, nie techniki: ktoś w firmie musi rzetelnie oznaczać w CRM, co się z leadem stało. Jeśli handlowcy nie domykają statusów, cały mechanizm karmi się fikcją.

Najczęstsze błędy

Brak przechwytywania GCLID od pierwszego dnia. To jedyny błąd w tej układance, którego nie da się naprawić wstecz. Nawet jeśli import wdrożysz dopiero za pół roku, zacznij zapisywać identyfikator już teraz.

Podwójne liczenie. Jeśli formularz nadal jest konwersją główną i dokładasz do tego zamkniętą sprzedaż jako drugą konwersję główną, konto raportuje dwa razy tę samą ścieżkę i optymalizuje pod mieszankę obu.

Import bez wartości. Opisany wyżej, ale powtórzę, bo to najczęstsza przyczyna rozczarowania efektami.

Zbyt długi łańcuch decyzyjny. Jeśli między zamknięciem transakcji a importem mija więcej czasu niż dopuszczalne okno, dane po prostu nie wejdą. Warto sprawdzić to zawczasu, zwłaszcza w branżach, gdzie proces sprzedaży trwa miesiącami.

Traktowanie tego jako projektu marketingu. To projekt na styku marketingu, sprzedaży i IT. Jeśli wchodzisz w niego bez zgody i zaangażowania działu handlowego, skończy się na jednym pliku wgranym testowo i zapomnianym.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.