Kampanie Google Demand Gen nowej generacji: Wykorzystanie materiałów wideo tworzonych w czasie rzeczywistym.

Produkcja na tempo kampanii, nie odwrotnie

Baner wejsciowyParallax

Kampanie Google Demand Gen nowej generacji: Wykorzystanie materiałów wideo tworzonych w czasie rzeczywistym.

Produkcja na tempo kampanii, nie odwrotnie

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
31 marca 2026

Z Demand Gen mam ten sam problem na prawie każdym koncie i nie dotyczy on ustawień. Kampania jest skonfigurowana rozsądnie, budżet jest, kierowanie ma sens — a po sześciu tygodniach wyniki się psują, bo skończył się materiał. Grupa zasobów zawiera trzy filmy z zeszłorocznej sesji zdjęciowej, dwie grafiki z katalogu i tyle. Nie ma z czego rotować.

To jest realne wąskie gardło tego formatu i dlatego temat produkcji wideo jest tu ważniejszy niż temat optymalizacji. Kampania nastawiona na budowanie popytu żyje z nowego materiału, a większość firm ma proces produkcyjny zaprojektowany pod jedną kampanię na kwartał.

Poniżej opisuję, jak sobie z tym radzę: co dokładnie znaczy „w czasie rzeczywistym” w moim rozumieniu, jakie narzędzia w panelu faktycznie skracają cykl, a jakich rzeczy od nich nie oczekuję. Stan na koniec marca 2026 roku, z kont, które prowadzę.

Czym Demand Gen różni się od kampanii, które znasz

Krótkie przypomnienie, bo bez niego dalsza część nie ma kontekstu. Demand Gen zastąpił kampanie Discovery — migracja zakończyła się na przełomie marca i kwietnia 2024 roku — i od tamtej pory jest to główny format Google Ads nastawiony na powierzchnie, na których ludzie przeglądają, a nie szukają.

Dwie rzeczy odróżniają go od kampanii w sieci wyszukiwania na poziomie, który zmienia sposób pracy. Pierwsza: nie ma zapytania, więc nie ma intencji wyrażonej słowami. Odbiorców definiuję listami, sygnałami i podobieństwem, a nie frazami. Druga: kreacja jest tu głównym narzędziem kierowania. To materiał decyduje, kto się zatrzyma, i to on jest zmienną, którą naprawdę optymalizuję.

Od marca 2025 roku doszła do tego rzecz, o którą prosiliśmy od początku — możliwość wskazania kanałów na poziomie grupy reklam. Wcześniej wpuszczało się materiał i nie dało się powiedzieć, gdzie ma pracować. Teraz da się rozdzielić krótkie formaty pionowe od materiałów oglądanych w pełnym ekranie i od powierzchni typowo obrazkowych. Dla tematu tego wpisu to zmiana kluczowa: skoro mogę wskazać kanał, to mogę produkować materiał pod kanał, a nie jeden na wszystko.

Co rozumiem przez „w czasie rzeczywistym"

Muszę tu być precyzyjny, bo to sformułowanie potrafi obiecywać rzeczy, których w panelu nie ma. Google Ads nie generuje materiału wideo w reakcji na zachowanie pojedynczego użytkownika i nie składa klipu w momencie wyświetlenia. Nie ma czegoś takiego i nie zapowiedziano niczego takiego.

Kiedy mówię o materiałach tworzonych w czasie rzeczywistym, mam na myśli tempo produkcji, nie moment renderowania. Chodzi o skrócenie cyklu od pomysłu do gotowego zasobu w kampanii z tygodni do godzin. To zmiana organizacyjna, wsparta narzędziami, a nie funkcja, którą się włącza.

W praktyce oznacza to trzy rzeczy. Reagowanie materiałem na to, co dzieje się na rynku i w kampanii, w dniach, nie w miesiącach. Produkowanie wielu wariantów tego samego przekazu, żeby rotacja miała z czego wybierać. I traktowanie kreacji jako strumienia, a nie projektu z datą zamknięcia.

Warto sobie to nazwać wprost, bo dzięki temu rozmowa z klientem przestaje być rozmową o technologii i staje się rozmową o procesie. A tam leży prawdziwy problem: nie w tym, że nie da się zrobić materiału szybko, ale w tym, że jego zatwierdzenie przechodzi przez cztery osoby i dwa tygodnie.

Narzędzia w panelu, które skracają cykl

Teraz konkrety — co jest dostępne i do czego to naprawdę nadaje się.

  • Ulepszenia wideo, dostępne od października 2024 roku: system przycina materiał do innych proporcji i tworzy krótsze wersje. Najtańszy sposób, żeby z jednego poziomego filmu mieć wersje pod formaty pionowe. Efekt trzeba obejrzeć, bo automatyczne kadrowanie potrafi obciąć to, co najważniejsze, ale przy materiale z osobą w centrum kadru wychodzi zwykle poprawnie.
  • Generowanie i edycja obrazów, rozwijane w Google Ads od 2024 roku: przydaje się bardziej do tła, kadrów i wariantów niż do gotowej kreacji. Dostępność poszczególnych funkcji zależy od języka i typu kampanii, więc warto sprawdzić, co widać na własnym koncie, zamiast opierać się na materiałach z konferencji.
  • Asset Studio, pokazane na Google Marketing Live w maju 2025 roku: to jest moment, od którego w Google Ads można w ogóle mówić o generowaniu materiału wideo, a nie tylko o składaniu klipu z wgranych obrazów i tekstów. Traktuję je jako narzędzie do wariantów i do materiału pomocniczego, nie do głównej kreacji.
  • Automatyczne składanie wideo z zasobów — mechanizm najstarszy z tej listy i uruchamiający się wtedy, gdy grupa zasobów nie ma wgranego materiału wideo. Nie polecam na niego liczyć, ale warto wiedzieć, że działa, bo wyjaśnia część niespodzianek w raportach.

Podsumowując tę listę jednym zdaniem: narzędzia w panelu obniżyły koszt wytworzenia wariantu, nie koszt wytworzenia pomysłu. Pomysł nadal jest po naszej stronie i to on decyduje o wyniku.

Proces, który u mnie działa

Skoro to sprawa organizacyjna, opiszę konkretny układ, który daje się utrzymać w firmie bez własnego studia.

Punktem wyjścia jest jeden dzień zdjęciowy na kwartał, ale zaplanowany inaczej niż zwykle. Nie nagrywamy jednego filmu, a bank ujęć: produkt z kilku stron, ludzie mówiący krótkie zdania do kamery, tło, ręce w kadrze, opakowanie. Kilkadziesiąt krótkich fragmentów zamiast jednego materiału z narracją. Z tego przez następne tygodnie da się składać kreacje bez wracania na plan.

Do tego dochodzi materiał bieżący, kręcony telefonem, bez oświetlenia i bez scenariusza. Na powierzchniach, o których mówimy, taki materiał często działa lepiej niż wypolerowana reklama, bo wygląda jak reszta treści wokół. To jest jednocześnie najtrudniejsza rzecz do przeforsowania u klientów, którzy mają księgę znaku i nie chcą w niej wyłomu.

Trzeci element to montaż i warianty — tu wchodzą narzędzia z poprzedniej sekcji. Jeden przekaz rozpisuję na kilka wersji różniących się pierwszymi sekundami, bo to one decydują o zatrzymaniu, a nie zakończenie.

I element, bez którego całość się nie utrzyma: uproszczona ścieżka zatwierdzania. Ustalam z klientem ramy raz — co wolno, jakie hasła, jaki ton, czego nie ruszamy — i w tych ramach materiał idzie do kampanii bez obiegu akceptacji. Bez tej zgody proces zawsze wraca do rytmu jednej kampanii na kwartał, niezależnie od tego, jak sprawne są narzędzia.

Jak testuję materiał, żeby coś z tego wiedzieć

Wrzucanie dziesięciu filmów do jednej grupy zasobów i patrzenie, co wyjdzie, nie jest testem. Wynik będzie, ale wniosku z niego nie wyciągniesz.

Trzymam się kilku zasad. Zmieniam jedną rzecz na raz — pierwsze trzy sekundy albo format, albo obsadę, ale nie wszystko naraz. Materiały o różnym przeznaczeniu rozdzielam do osobnych grup reklam z wskazanymi kanałami, bo porównywanie klipu pionowego z poziomym w jednym zestawieniu nie ma sensu. I nie oceniam wyniku, dopóki materiał nie zebrał dość wyświetleń, żeby różnica nie była szumem — co przy małych budżetach oznacza, że część testów po prostu nie da się przeprowadzić i lepiej to przyznać niż wyciągać wnioski z niczego.

Patrzę na dwa poziomy wskaźników. Na poziomie materiału: czy ludzie zostają w pierwszych sekundach i czy dochodzą do końca. Na poziomie kampanii: co się dzieje po kliknięciu i czy w ogóle rośnie zapotrzebowanie na markę, bo to jest zadanie tego formatu. Materiał z wysokim odsetkiem obejrzeń i zerowym wpływem na cokolwiek dalej jest częstym przypadkiem i sam wskaźnik obejrzeń o niczym nie świadczy.

Osobno pilnuję zmęczenia materiałem. Częstotliwość rośnie, skuteczność opada, a moment, w którym trzeba podmienić kreację, widać w danych, jeśli się na to patrzy. To jedyny wskaźnik, który u mnie bezpośrednio uruchamia produkcję.

Czego od tego nie oczekuję

Kilka rzeczy, które warto powiedzieć, żeby nie budować oczekiwań, których ten format nie spełni.

Nie oczekuję, że generatywne narzędzia zastąpią pomysł i znajomość produktu. Widzę, co produkują na wejściu bez pracy człowieka: materiał poprawny, uśredniony i nierozpoznawalny. Na powierzchniach, na których konkuruje się o zatrzymanie uwagi, uśrednienie jest najgorszą cechą, jaką kreacja może mieć.

Nie oczekuję też, że Demand Gen zastąpi kampanie nastawione na domykanie sprzedaży, i nie rozliczam go z kosztu konwersji z ostatniego kliknięcia. To kampania, która pracuje wcześniej, a jej efekt widać w ruchu na frazy o markę, w liczbie osób na listach odbiorców i w wyniku kampanii, które przejmują ten popyt później. Zestawienie jej w jednej tabeli z kampanią produktową kończy się zawsze tak samo — wyłączeniem.

Nie oczekuję wreszcie, że materiał wygenerowany maszynowo można wypuścić bez oglądania. Poza jakością jest kwestia zgodności z prawdą o produkcie: zmyślony parametr na grafice albo nieistniejąca promocja to problem, którego nie chce mieć nikt. Każdy zasób przed wpuszczeniem do kampanii ktoś u mnie otwiera i przegląda. Przy tempie, o którym piszę cały ten tekst, to jedyny hamulec, którego nie zdejmuję.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.