Jakie wymagania musi spełniać strona z recenzjami produktów według Google Reviews Update?

Lista, którą przechodzę przy każdym audycie

Baner wejsciowyParallax

Jakie wymagania musi spełniać strona z recenzjami produktów według Google Reviews Update?

Lista, którą przechodzę przy każdym audycie

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
31 maja 2023

Wytyczne Google dla treści z recenzjami mają tę zaletę, że są nietypowo konkretne. Zwykle dokumentacja mówi o „wartościowych treściach” i zostawia interpretację czytelnikowi. Tutaj dostaliśmy zestaw pytań, które można przejść punkt po punkcie i odpowiedzieć uczciwie: tak albo nie.

Warto przy tym pamiętać o zmianie zakresu z kwietnia. System oceniający recenzje przestał dotyczyć wyłącznie produktów — objął też opinie o usługach, firmach, miejscach, kierunkach podróży i mediach. Jeśli prowadzisz serwis oceniający cokolwiek, te wymagania dotyczą Ciebie, nawet jeśli nigdy nie napisałeś recenzji sprzętu.

Poniżej przekładam wytyczne na listę, którą stosuję przy audytach, wraz z tym, co w praktyce oznacza spełnienie każdego punktu.

Dowód, że miałeś z tym kontakt

To wymaganie fundamentalne i najczęściej niespełnione.

Google chce widzieć, że recenzja opiera się na własnym doświadczeniu, a nie na materiałach producenta. W praktyce oznacza to rzeczy, których nie da się podrobić deklaracją:

  • Własne zdjęcia i nagrania — produktu w użyciu, w Twoim otoczeniu, z widocznymi śladami rzeczywistego korzystania. Zdjęcie katalogowe producenta nie jest dowodem niczego, bo ma je każdy.
  • Informacje, których nie ma w specyfikacji — jak sprzęt zachowuje się po miesiącu, jak głośno pracuje, czy instrukcja jest zrozumiała, ile faktycznie trwa montaż.
  • Pomiary albo obserwacje własne, jeśli kategoria na to pozwala. Nie muszą być laboratoryjne; wystarczy, że są Twoje i opisane rzetelnie.

Uczulam na jedno: dopisanie zdania „testowaliśmy ten produkt przez dwa tygodnie” do tekstu opartego wyłącznie na specyfikacji nie spełnia tego wymagania. Jest tylko nieprawdziwe, a to gorsza pozycja wyjściowa niż uczciwy tekst zestawiający dane producenta.

Wady, nie tylko zalety

Recenzja, która nie wskazuje żadnych minusów, nie jest recenzją.

Google pyta wprost o omówienie wad i o to, czy treść mówi, czym produkt różni się od konkurencji na niekorzyść. To najprostszy do sprawdzenia sygnał wiarygodności i jednocześnie najtrudniejszy do zaakceptowania w serwisach zarabiających na prowizji od sprzedaży.

Powiem jednak rzecz, którą powtarzam klientom prowadzącym takie serwisy: uczciwie opisana wada zwykle nie odstrasza, a przekonuje. Czytelnik, który dowiaduje się, że robot sprzątający słabo radzi sobie z długim włosem, ale ma świetną nawigację, dostaje informację pozwalającą podjąć decyzję — i częściej ją podejmuje.

Do tego dochodzi wymóg, o którym łatwo zapomnieć: jeśli polecasz jedną opcję jako najlepszą, wyjaśnij dlaczego właśnie ją i dla kogo. Ranking bez uzasadnienia kryteriów jest dla oceniającego systemu tym samym co brak rankingu.

Porównania z konkretnymi alternatywami

Wytyczne mówią o omawianiu porównywalnych produktów i o wskazaniu, co wyróżnia opisywany egzemplarz.

W praktyce chodzi o różnicę między dwoma zdaniami. „Ten model jest lepszy od konkurencji” nie znaczy nic. „Ten model ma o połowę krótszy czas ładowania niż wskazany konkurent, ale nie ma sterowania aplikacją, które tamten oferuje” to informacja.

Warto też pokazać alternatywy dla różnych sytuacji: co wybrać przy mniejszym budżecie, co przy większych wymaganiach, co jeśli kluczowy jest jeden konkretny parametr. Serwis, który konsekwentnie tak pracuje, buduje coś, czego pojedynczy tekst nie zbuduje — reputację miejsca, gdzie da się podjąć decyzję.

Autor i jego kompetencje

Ten element bywa traktowany jako formalność i to błąd.

Strona z recenzjami powinna pokazywać, kto pisze i na jakiej podstawie. Nie chodzi o rozbudowaną biografię, a o wiarygodne wskazanie kompetencji: doświadczenie w danej dziedzinie, sposób prowadzenia testów, informacja o tym, skąd pochodzą testowane egzemplarze.

Do tego należy jawność w sprawie pieniędzy. Jeśli serwis zarabia na linkach afiliacyjnych albo materiał powstał we współpracy z marką, powinno to być napisane wprost i w widocznym miejscu. To wymóg nie tylko wobec wyszukiwarki, ale też wobec przepisów konsumenckich — a od stycznia tego roku sklepy i serwisy w Polsce działają w zaostrzonym reżimie informacyjnym, więc warto uporządkować oba obszary razem.

Osobna sprawa to metodologia. Jeśli serwis publikuje rankingi, opisana metoda oceny — jakie kryteria, z jaką wagą, na jakiej próbie — jest jednym z mocniejszych sygnałów, jakie da się dodać.

Struktura i objętość

Wytyczne nie mówią o długości tekstu i to warto powiedzieć jasno, bo pytanie „ile znaków” wraca przy każdej rozmowie.

Mówią natomiast o dogłębności: czy treść wykracza poza to, co producent sam podaje, czy obejmuje kluczowe kryteria decyzyjne dla danej kategorii, czy wyjaśnia różnice techniczne językiem zrozumiałym dla kupującego. Długość jest tego skutkiem, nie celem.

Praktycznie oznacza to, że jedna porządna recenzja jest warta więcej niż dziesięć powierzchownych. To nieprzyjemny wniosek dla serwisów zbudowanych na masowej produkcji tekstów, ale konsekwentny z tym, co ta rodzina aktualizacji robi od dwóch lat.

Warto też zadbać o dostępność informacji: przejrzysty układ, możliwość szybkiego znalezienia wniosku, tabela parametrów tam, gdzie ma sens. Czytelnik szukający decyzji rzadko czyta od pierwszego do ostatniego akapitu.

Lista kontrolna do przejścia przed publikacją

Zbieram to w formie, której sam używam.

  • Czy w tekście jest choć jedna informacja, której nie ma w materiałach producenta?
  • Czy są własne zdjęcia albo inny materiał dowodzący kontaktu z przedmiotem?
  • Czy wymieniono wady i sytuacje, w których to nie jest dobry wybór?
  • Czy porównanie wskazuje konkretne alternatywy z nazwy, a nie „konkurencję”?
  • Czy rekomendacja ma uzasadnienie i adresata?
  • Czy widać, kto jest autorem i skąd jego kompetencje?
  • Czy powiązania handlowe są ujawnione w widocznym miejscu?
  • Czy metoda oceny jest opisana, jeśli publikujesz ranking?

Na koniec uwaga o horyzoncie czasowym. Ten system przelicza się okresowo, a nie na bieżąco, więc efektu poprawek nie zobaczysz od razu po publikacji. Nie jest to powód, żeby zwlekać — jest to powód, żeby nie oceniać własnej pracy po tygodniu i nie wprowadzać w panice kolejnych zmian, zanim poprzednie zostały w ogóle uwzględnione.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.