Jak tworzyć materiały wideo, które wspierają pozycjonowanie na pierwszej stronie Google?

Wideo w SEO bez magicznego myślenia

Baner wejsciowyParallax

Jak tworzyć materiały wideo, które wspierają pozycjonowanie na pierwszej stronie Google?

Wideo w SEO bez magicznego myślenia

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
28 kwietnia 2023

„Dodajmy wideo, to pomoże w SEO” — słyszę to na spotkaniach regularnie, zwykle bez dalszej części zdania. Bez odpowiedzi na pytanie, czemu konkretnie ma pomóc, na jakie zapytanie i co się zmieni na stronie poza tym, że pojawi się na niej odtwarzacz.

Efekt jest przewidywalny: na podstronie ląduje osadzony film, który nikt nie opisał, nikt nie oznaczył danymi strukturalnymi i którego nikt nie sprawdził w Search Console. Strona zwalnia, treści tekstowej nie przybyło ani o akapit, a pozycje stoją tam, gdzie stały.

Wideo potrafi realnie pomóc, tylko rzadko w ten sposób, w jaki się tego oczekuje. Poniżej opisuję, co Google faktycznie robi z filmem na stronie, jak przygotować materiał, żeby dokładał coś do pozycjonowania, i co zmienia zapowiedź, którą Google opublikował dwa tygodnie temu — bo dotyczy właśnie tego, komu miniatura wideo w wynikach się wyświetli, a komu przestanie.

Jak Google w ogóle znajduje wideo na stronie

Zacznę od rzeczy, którą pomija większość rozmów o wideo w SEO: robot nie ogląda filmu. Google nie wie, co jest w kadrze i o czym mówi lektor. Wie tylko to, co powiedziała mu strona — a mówi mu to na trzy sposoby.

  • Kod strony — czy jest na niej element odtwarzacza, jaki ma adres pliku lub adres osadzenia, czy w ogóle da się go pobrać bez blokady w robots.txt.
  • Dane strukturalne VideoObject — tytuł materiału, opis, miniatura, data publikacji, czas trwania. To jedyne miejsce, w którym podajesz te informacje wprost i jednoznacznie.
  • Mapa witryny wideo — osobna sekcja mapy witryny albo dedykowany plik, w którym wymieniasz strony z filmami i podstawowe metadane każdego z nich.

Jeśli żadne z tych trzech źródeł nie jest w porządku, film istnieje wyłącznie dla użytkownika, który dotarł na stronę. Dla wyszukiwarki jest przezroczysty. Widzę to na większości wdrożeń, które przeglądam — wideo wgrane, zero opisu, zero znaczników.

Warto też rozdzielić dwie zupełnie różne rzeczy, bo w rozmowach nagminnie się zlewają. Pierwsza to pozycja podstrony w klasycznych wynikach, przy której wideo jest jednym z elementów strony i pomaga pośrednio. Druga to obecność samego filmu w wynikach wideo i miniatura obok wyniku tekstowego. To dwa osobne mechanizmy, wymagają różnych rzeczy i przynoszą różny efekt. Zanim zaczniesz produkować materiał, ustal, o który z nich chodzi.

Zapowiedź z 13 kwietnia: wideo musi być główną treścią strony

To najświeższa i najważniejsza zmiana w tym temacie. 13 kwietnia Google ogłosił na Search Central Blogu, że upraszcza indeksowanie wideo: miniatura filmu przy wyniku wyszukiwania pojawi się tylko wtedy, gdy wideo jest główną treścią danej strony. Wdrożenie ma potrwać kolejne miesiące, więc na razie mówimy o czymś, co dopiero się dzieje — nie o stanie już obowiązującym na wszystkich witrynach.

Dotąd miniatura mogła się wyświetlić także wtedy, gdy film był na stronie dodatkiem — kilka akapitów tekstu, a pod nimi nagranie luźno związane z tematem. Po zmianie takie strony miniaturę stracą. Google zapowiedział, że spadek liczby zaindeksowanych filmów będzie widoczny w raporcie indeksowania wideo w Search Console i że w wielu przypadkach jest to zachowanie oczekiwane, a nie błąd do naprawiania.

Praktyczny wniosek jest prosty i dość niewygodny dla dużych serwisów: jeden film na środku długiego artykułu o czymś innym przestaje być inwestycją w widoczność wideo. Jeśli zależy Ci na miniaturze i na obecności w wynikach wideo, materiał potrzebuje własnej podstrony, na której jest bohaterem — z odtwarzaczem wysoko, z opisem dotyczącym tego konkretnego nagrania, bez chowania go pod zakładką ani za kliknięciem.

Nie znaczy to, że wideo w artykule traci sens. Znaczy, że traci sens jako sposób na miniaturę. Jako element, który zatrzymuje czytelnika i domyka jego pytanie, zostaje dokładnie tak samo wartościowy.

Wideo pod zapytanie, nie pod „bo trzeba mieć wideo"

Najlepszy technicznie opisany film o niczym nie pomoże niczemu. Dlatego pracę zaczynam nie od kamery, ale od listy zapytań, przy których wideo faktycznie odpowiada na intencję.

Są tematy, w których nagranie jest naturalnie lepsze od tekstu i użytkownik tego oczekuje. Wszystko, co pokazuje kolejność ruchów: montaż, konfiguracja, rozpakowanie produktu, obsługa panelu, ćwiczenie, przepis. Wszystko, gdzie liczy się skala i wygląd rzeczy, których nie da się opisać: wykończenie materiału, wielkość, kolor w ruchu. I wszystko, co wymaga zobaczenia człowieka — prezentacja usługi, w której zaufanie do osoby mówiącej jest częścią decyzji.

Są też tematy, w których wideo jest wyłącznie kosztem. Porównania cen, tabele parametrów, dane, do których użytkownik chce wrócić i przeskanować je wzrokiem. Zmuszanie kogoś do przewijania nagrania po jedną liczbę to najkrótsza droga do powrotu na stronę wyników.

Praktyczny test, którego używam przed decyzją o produkcji: wpisuję zapytanie w Google i patrzę, co już jest w wynikach. Jeśli są tam wyniki wideo, karuzela filmów albo wyniki z miniaturami, wiem, że wyszukiwarka uznała ten format za adekwatny do intencji. Jeśli pierwsza strona to same poradniki tekstowe i strony ofertowe, to nagranie może i przyda się w sprzedaży, ale nie licz na to, że wejdzie do wyników jako wideo.

Do tego dochodzi rzecz, o której od grudnia trudno nie mówić: Google dopisał do wytycznych dla oceniających jakość element doświadczenia, przez co skrót E-A-T stał się E-E-A-T. Wideo jest jednym z najbardziej wiarygodnych dowodów doświadczenia, jakie masz do dyspozycji. Nagranie, na którym faktycznie robisz to, co opisujesz, jest trudniejsze do podrobienia niż akapit twierdzący, że to robisz.

Transkrypcja i tekst obok wideo

Skoro robot nie ogląda filmu, to cała treść, którą wypowiadasz, dla wyszukiwarki nie istnieje. Chyba że ją zapiszesz.

Transkrypcja to najniżej wiszący owoc w całym temacie wideo i SEO. Kilka tysięcy znaków sensownego tekstu na temat, w którym mówisz — dokładnie na podstronie, którą chcesz pozycjonować. Tylko z dwoma zastrzeżeniami, które w praktyce decydują o tym, czy to pomoże, czy zaszkodzi.

Pierwsze: surowy zapis automatyczny to nie transkrypcja. Automat robi błędy w nazwach własnych, gubi interpunkcję i zapisuje każde „yyy”. Wrzucenie takiego pliku na stronę daje ścianę tekstu, której nikt nie czyta i która w niczym nie przypomina treści przygotowanej dla ludzi. Przy systemach oceniających przydatność treści, które Google wdrażał od sierpnia i rozszerzył na wszystkie języki w grudniu, to zły pomysł. Zapis trzeba zredagować: śródtytuły, akapity, wycięte powtórzenia.

Drugie: transkrypcja nie może być jedyną treścią na stronie ani nie powinna być powtórzeniem tego samego tekstu, który masz w innym artykule. Rób z niej pełnoprawną wersję tekstową materiału — z listą punktów, do których użytkownik może wrócić, i z podsumowaniem tego, co widać w nagraniu.

Poza transkrypcją warto zadbać o kilka rzeczy wokół odtwarzacza. Nagłówek podstrony opisujący film językiem, którym ludzie szukają, a nie wewnętrznym tytułem projektowym. Krótki opis nad odtwarzaczem, mówiący, czego użytkownik dowie się z materiału i ile to zajmie. Napisy w pliku — dla dostępności i dla osób oglądających bez dźwięku, których jest znacznie więcej, niż zakłada większość osób planujących nagranie.

VideoObject, mapa witryny i kluczowe momenty

Techniczne minimum jest krótkie i naprawdę warto je odhaczyć, bo bez niego reszta pracy się nie liczy.

  • VideoObject na każdej podstronie z filmem — z polami name, description, thumbnailUrl, uploadDate i duration. Miniatura musi być dostępna publicznie i mieć rozsądny rozmiar; zablokowany plik miniatury to jeden z najczęstszych powodów, dla których film nie wchodzi do wyników.
  • Zgodność znacznika z tym, co jest na stronie — opis w danych strukturalnych ma dotyczyć tego nagrania, nie całego serwisu. Rozjazd między znacznikiem a treścią widoczną dla użytkownika to prosta droga do zignorowania danych.
  • Mapa witryny wideo — przydaje się szczególnie wtedy, gdy filmów jest dużo albo gdy odtwarzacz ładuje się skryptem i robot może go nie zauważyć od razu.
  • Kluczowe momenty — możesz je wskazać znacznikami Clip albo SeekToAction. Google pokazuje wtedy pod wynikiem listę fragmentów z opisami. Dla dłuższych materiałów instruktażowych to najbardziej opłacalny element całej listy, bo użytkownik od razu widzi, że w filmie jest jego konkretny problem.

Do sprawdzania wdrożenia używam testu wyników z elementami rozszerzonymi i raportu w Search Console. Test powie, czy znacznik jest poprawny składniowo; raport powie, czy Google faktycznie zaindeksował film. To dwie różne odpowiedzi i pierwsza nie gwarantuje drugiej.

YouTube czy własny hosting

Pytanie wraca w każdym projekcie, a odpowiedź zależy od tego, na czym Ci zależy.

Osadzenie z YouTube jest tańsze i pewniejsze technicznie. Nie płacisz za transfer, materiał odtwarza się poprawnie wszędzie, a przy okazji film żyje w drugim miejscu, w którym ludzie szukają. Kosztem jest to, że oddajesz część kontroli: obok Twojego nagrania mogą pojawić się elementy interfejsu YouTube, a statystyki oglądalności zostają w tamtym panelu.

Własny hosting albo usługa wideo daje kontrolę nad odtwarzaczem, wyglądem i danymi, ale przenosi na Ciebie odpowiedzialność za wydajność. Plik trzeba przygotować w kilku jakościach, podać z sensownymi nagłówkami i nie ładować całego przy wejściu na stronę.

Niezależnie od wyboru pilnuję tych samych rzeczy w kontekście szybkości, bo wideo jest jednym z najłatwiejszych sposobów zepsucia wskaźników Core Web Vitals. Odtwarzacz ładuję leniwie i podmieniam go na obrazek podglądu do momentu kliknięcia — inaczej ciężkie skrypty osadzenia potrafią wydłużyć LCP. Kontener odtwarzacza ma mieć z góry zadeklarowane proporcje, żeby nie przesuwał układu po doładowaniu, bo to prosta droga do problemów z CLS. I nie ustawiam autoodtwarzania z dźwiękiem — to kwestia zwykłej przyzwoitości wobec użytkownika, a nie techniki.

Co sprawdzać po publikacji

Wideo ma tę nieprzyjemną cechę, że jego problemy z indeksowaniem są niewidoczne z poziomu strony. Film odtwarza się bez zarzutu, a mimo to Google go nie ma. Dlatego po publikacji zaglądam do raportu indeksowania wideo w Search Console — jest dostępny od zeszłego roku na tych usługach, na których Google wykrył filmy, i pokazuje, ile stron z wideo zostało zaindeksowanych, a ile odpadło i dlaczego.

Najczęstsze powody, na jakie trafiam w tym raporcie, powtarzają się do znudzenia. Brak miniatury albo miniatura pod zablokowanym adresem. Odtwarzacz osadzony tak, że robot nie potrafi wskazać samego pliku. Wideo poza widocznym obszarem strony albo ukryte pod zakładką, do której trzeba kliknąć. Zbyt mały odtwarzacz. Filmy w treści, w której są tylko dodatkiem — i tu, po kwietniowej zmianie, część takich wpisów będzie już zachowaniem zamierzonym, nie usterką.

Osobno patrzę na to, co się dzieje z ruchem na podstronie z filmem, i porównuję ją z podobnymi podstronami bez wideo. Nie oczekuję tu jednoznacznej odpowiedzi po dwóch tygodniach; interesuje mnie kierunek po dłuższym czasie i to, czy użytkownicy z wyników rzeczywiście zostają dłużej i częściej robią to, po co przyszli.

Na koniec rzecz najmniej techniczna. Filmy warto planować seriami, nie pojedynczo. Jeden materiał na krzyż nie zbuduje ani rozpoznawalności, ani biblioteki, do której da się linkować z kolejnych artykułów. Dopiero kilkanaście nagrań pokrywających powiązane pytania zaczyna działać jak zasób, na którym opiera się cała sekcja serwisu — i wtedy wideo faktycznie zaczyna wspierać pozycjonowanie, a nie tylko przy nim stać.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.