Modelowane listy odbiorców nie zawierają konkretnych osób, tylko prawdopodobieństwa. Wyjaśniam, jak powstają, gdzie ich szukać w panelu i jak czytać ich raporty.
„Dodajmy wideo, to pomoże w SEO” — słyszę to na spotkaniach regularnie, zwykle bez dalszej części zdania. Bez odpowiedzi na pytanie, czemu konkretnie ma pomóc, na jakie zapytanie i co się zmieni na stronie poza tym, że pojawi się na niej odtwarzacz.
Efekt jest przewidywalny: na podstronie ląduje osadzony film, który nikt nie opisał, nikt nie oznaczył danymi strukturalnymi i którego nikt nie sprawdził w Search Console. Strona zwalnia, treści tekstowej nie przybyło ani o akapit, a pozycje stoją tam, gdzie stały.
Wideo potrafi realnie pomóc, tylko rzadko w ten sposób, w jaki się tego oczekuje. Poniżej opisuję, co Google faktycznie robi z filmem na stronie, jak przygotować materiał, żeby dokładał coś do pozycjonowania, i co zmienia zapowiedź, którą Google opublikował dwa tygodnie temu — bo dotyczy właśnie tego, komu miniatura wideo w wynikach się wyświetli, a komu przestanie.
Zacznę od rzeczy, którą pomija większość rozmów o wideo w SEO: robot nie ogląda filmu. Google nie wie, co jest w kadrze i o czym mówi lektor. Wie tylko to, co powiedziała mu strona — a mówi mu to na trzy sposoby.
Jeśli żadne z tych trzech źródeł nie jest w porządku, film istnieje wyłącznie dla użytkownika, który dotarł na stronę. Dla wyszukiwarki jest przezroczysty. Widzę to na większości wdrożeń, które przeglądam — wideo wgrane, zero opisu, zero znaczników.
Warto też rozdzielić dwie zupełnie różne rzeczy, bo w rozmowach nagminnie się zlewają. Pierwsza to pozycja podstrony w klasycznych wynikach, przy której wideo jest jednym z elementów strony i pomaga pośrednio. Druga to obecność samego filmu w wynikach wideo i miniatura obok wyniku tekstowego. To dwa osobne mechanizmy, wymagają różnych rzeczy i przynoszą różny efekt. Zanim zaczniesz produkować materiał, ustal, o który z nich chodzi.
To najświeższa i najważniejsza zmiana w tym temacie. 13 kwietnia Google ogłosił na Search Central Blogu, że upraszcza indeksowanie wideo: miniatura filmu przy wyniku wyszukiwania pojawi się tylko wtedy, gdy wideo jest główną treścią danej strony. Wdrożenie ma potrwać kolejne miesiące, więc na razie mówimy o czymś, co dopiero się dzieje — nie o stanie już obowiązującym na wszystkich witrynach.
Dotąd miniatura mogła się wyświetlić także wtedy, gdy film był na stronie dodatkiem — kilka akapitów tekstu, a pod nimi nagranie luźno związane z tematem. Po zmianie takie strony miniaturę stracą. Google zapowiedział, że spadek liczby zaindeksowanych filmów będzie widoczny w raporcie indeksowania wideo w Search Console i że w wielu przypadkach jest to zachowanie oczekiwane, a nie błąd do naprawiania.
Praktyczny wniosek jest prosty i dość niewygodny dla dużych serwisów: jeden film na środku długiego artykułu o czymś innym przestaje być inwestycją w widoczność wideo. Jeśli zależy Ci na miniaturze i na obecności w wynikach wideo, materiał potrzebuje własnej podstrony, na której jest bohaterem — z odtwarzaczem wysoko, z opisem dotyczącym tego konkretnego nagrania, bez chowania go pod zakładką ani za kliknięciem.
Nie znaczy to, że wideo w artykule traci sens. Znaczy, że traci sens jako sposób na miniaturę. Jako element, który zatrzymuje czytelnika i domyka jego pytanie, zostaje dokładnie tak samo wartościowy.
Najlepszy technicznie opisany film o niczym nie pomoże niczemu. Dlatego pracę zaczynam nie od kamery, ale od listy zapytań, przy których wideo faktycznie odpowiada na intencję.
Są tematy, w których nagranie jest naturalnie lepsze od tekstu i użytkownik tego oczekuje. Wszystko, co pokazuje kolejność ruchów: montaż, konfiguracja, rozpakowanie produktu, obsługa panelu, ćwiczenie, przepis. Wszystko, gdzie liczy się skala i wygląd rzeczy, których nie da się opisać: wykończenie materiału, wielkość, kolor w ruchu. I wszystko, co wymaga zobaczenia człowieka — prezentacja usługi, w której zaufanie do osoby mówiącej jest częścią decyzji.
Są też tematy, w których wideo jest wyłącznie kosztem. Porównania cen, tabele parametrów, dane, do których użytkownik chce wrócić i przeskanować je wzrokiem. Zmuszanie kogoś do przewijania nagrania po jedną liczbę to najkrótsza droga do powrotu na stronę wyników.
Praktyczny test, którego używam przed decyzją o produkcji: wpisuję zapytanie w Google i patrzę, co już jest w wynikach. Jeśli są tam wyniki wideo, karuzela filmów albo wyniki z miniaturami, wiem, że wyszukiwarka uznała ten format za adekwatny do intencji. Jeśli pierwsza strona to same poradniki tekstowe i strony ofertowe, to nagranie może i przyda się w sprzedaży, ale nie licz na to, że wejdzie do wyników jako wideo.
Do tego dochodzi rzecz, o której od grudnia trudno nie mówić: Google dopisał do wytycznych dla oceniających jakość element doświadczenia, przez co skrót E-A-T stał się E-E-A-T. Wideo jest jednym z najbardziej wiarygodnych dowodów doświadczenia, jakie masz do dyspozycji. Nagranie, na którym faktycznie robisz to, co opisujesz, jest trudniejsze do podrobienia niż akapit twierdzący, że to robisz.
Skoro robot nie ogląda filmu, to cała treść, którą wypowiadasz, dla wyszukiwarki nie istnieje. Chyba że ją zapiszesz.
Transkrypcja to najniżej wiszący owoc w całym temacie wideo i SEO. Kilka tysięcy znaków sensownego tekstu na temat, w którym mówisz — dokładnie na podstronie, którą chcesz pozycjonować. Tylko z dwoma zastrzeżeniami, które w praktyce decydują o tym, czy to pomoże, czy zaszkodzi.
Pierwsze: surowy zapis automatyczny to nie transkrypcja. Automat robi błędy w nazwach własnych, gubi interpunkcję i zapisuje każde „yyy”. Wrzucenie takiego pliku na stronę daje ścianę tekstu, której nikt nie czyta i która w niczym nie przypomina treści przygotowanej dla ludzi. Przy systemach oceniających przydatność treści, które Google wdrażał od sierpnia i rozszerzył na wszystkie języki w grudniu, to zły pomysł. Zapis trzeba zredagować: śródtytuły, akapity, wycięte powtórzenia.
Drugie: transkrypcja nie może być jedyną treścią na stronie ani nie powinna być powtórzeniem tego samego tekstu, który masz w innym artykule. Rób z niej pełnoprawną wersję tekstową materiału — z listą punktów, do których użytkownik może wrócić, i z podsumowaniem tego, co widać w nagraniu.
Poza transkrypcją warto zadbać o kilka rzeczy wokół odtwarzacza. Nagłówek podstrony opisujący film językiem, którym ludzie szukają, a nie wewnętrznym tytułem projektowym. Krótki opis nad odtwarzaczem, mówiący, czego użytkownik dowie się z materiału i ile to zajmie. Napisy w pliku — dla dostępności i dla osób oglądających bez dźwięku, których jest znacznie więcej, niż zakłada większość osób planujących nagranie.
Techniczne minimum jest krótkie i naprawdę warto je odhaczyć, bo bez niego reszta pracy się nie liczy.
Do sprawdzania wdrożenia używam testu wyników z elementami rozszerzonymi i raportu w Search Console. Test powie, czy znacznik jest poprawny składniowo; raport powie, czy Google faktycznie zaindeksował film. To dwie różne odpowiedzi i pierwsza nie gwarantuje drugiej.
Pytanie wraca w każdym projekcie, a odpowiedź zależy od tego, na czym Ci zależy.
Osadzenie z YouTube jest tańsze i pewniejsze technicznie. Nie płacisz za transfer, materiał odtwarza się poprawnie wszędzie, a przy okazji film żyje w drugim miejscu, w którym ludzie szukają. Kosztem jest to, że oddajesz część kontroli: obok Twojego nagrania mogą pojawić się elementy interfejsu YouTube, a statystyki oglądalności zostają w tamtym panelu.
Własny hosting albo usługa wideo daje kontrolę nad odtwarzaczem, wyglądem i danymi, ale przenosi na Ciebie odpowiedzialność za wydajność. Plik trzeba przygotować w kilku jakościach, podać z sensownymi nagłówkami i nie ładować całego przy wejściu na stronę.
Niezależnie od wyboru pilnuję tych samych rzeczy w kontekście szybkości, bo wideo jest jednym z najłatwiejszych sposobów zepsucia wskaźników Core Web Vitals. Odtwarzacz ładuję leniwie i podmieniam go na obrazek podglądu do momentu kliknięcia — inaczej ciężkie skrypty osadzenia potrafią wydłużyć LCP. Kontener odtwarzacza ma mieć z góry zadeklarowane proporcje, żeby nie przesuwał układu po doładowaniu, bo to prosta droga do problemów z CLS. I nie ustawiam autoodtwarzania z dźwiękiem — to kwestia zwykłej przyzwoitości wobec użytkownika, a nie techniki.
Wideo ma tę nieprzyjemną cechę, że jego problemy z indeksowaniem są niewidoczne z poziomu strony. Film odtwarza się bez zarzutu, a mimo to Google go nie ma. Dlatego po publikacji zaglądam do raportu indeksowania wideo w Search Console — jest dostępny od zeszłego roku na tych usługach, na których Google wykrył filmy, i pokazuje, ile stron z wideo zostało zaindeksowanych, a ile odpadło i dlaczego.
Najczęstsze powody, na jakie trafiam w tym raporcie, powtarzają się do znudzenia. Brak miniatury albo miniatura pod zablokowanym adresem. Odtwarzacz osadzony tak, że robot nie potrafi wskazać samego pliku. Wideo poza widocznym obszarem strony albo ukryte pod zakładką, do której trzeba kliknąć. Zbyt mały odtwarzacz. Filmy w treści, w której są tylko dodatkiem — i tu, po kwietniowej zmianie, część takich wpisów będzie już zachowaniem zamierzonym, nie usterką.
Osobno patrzę na to, co się dzieje z ruchem na podstronie z filmem, i porównuję ją z podobnymi podstronami bez wideo. Nie oczekuję tu jednoznacznej odpowiedzi po dwóch tygodniach; interesuje mnie kierunek po dłuższym czasie i to, czy użytkownicy z wyników rzeczywiście zostają dłużej i częściej robią to, po co przyszli.
Na koniec rzecz najmniej techniczna. Filmy warto planować seriami, nie pojedynczo. Jeden materiał na krzyż nie zbuduje ani rozpoznawalności, ani biblioteki, do której da się linkować z kolejnych artykułów. Dopiero kilkanaście nagrań pokrywających powiązane pytania zaczyna działać jak zasób, na którym opiera się cała sekcja serwisu — i wtedy wideo faktycznie zaczyna wspierać pozycjonowanie, a nie tylko przy nim stać.
Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci nawigację oraz wykonywanie określonych funkcji. Szczegółowe informacje o wszystkich plikach cookies znajdziesz w każdej kategorii zgody poniżej.
Pliki cookies oznaczone jako "Niezbędne" są przechowywane w Twojej przeglądarce, ponieważ są one kluczowe dla zapewnienia podstawowych funkcji strony.
Używamy również plików cookies firm trzecich, które pomagają nam analizować, w jaki sposób korzystasz z tej strony, zapamiętują Twoje preferencje oraz dostarczają treści i reklamy odpowiednie dla Ciebie. Te pliki cookies będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją uprzednią zgodą.
Możesz zdecydować, czy chcesz włączyć lub wyłączyć niektóre bądź wszystkie te pliki cookies, jednak wyłączenie niektórych z nich może wpłynąć na Twoje doświadczenia podczas przeglądania strony.
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __cf_bm | 13 minutes | Cloudflare bot management — distinguishes humans from bots. |
| rc::* | Persistent | Google reCAPTCHA — localStorage holding anti-bot challenge state. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| wpEmojiSettingsSupports | Session | WordPress — sessionStorage flag caching whether the browser can render emoji (feature detection). |
| ytidb* | Persistent | YouTube — IndexedDB storing playback/search state for embedded videos. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| _ga_* | 400 days | Google Analytics 4 — persists session state per property. |
| _ga | 400 days | Google Analytics — distinguishes unique users via a client id. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| NID | 183 days | Google — stores preferences for personalized ads. |
| fr | 90 days | Meta — encrypted Facebook id and browser id for ads. |
| _gcl_au | 90 days | Google AdSense/Ads — experiments with advertising efficiency (conversion linker). |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __Secure-YNID | 180 days | |
| YSC | Session | |
| __Secure-ROLLOUT_TOKEN | 180 days | |
| VISITOR_INFO1_LIVE | 180 days | |
| VISITOR_PRIVACY_METADATA | 180 days | |
| datr | 400 days | |
| sb | 400 days | |
| wd | 7 days |