Jak stworzyć strategię SEO dla nowego serwisu internetowego?

Kolejność prac przy starcie od zera

Baner wejsciowyParallax

Jak stworzyć strategię SEO dla nowego serwisu internetowego?

Kolejność prac przy starcie od zera

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
29 lipca 2021

Najlepszy moment na zajęcie się widocznością w wyszukiwarce to okres, w którym serwis jeszcze nie istnieje. Najczęstszy moment, w którym ktoś się nią zajmuje, to trzy miesiące po uruchomieniu, gdy okazuje się, że nikt nie wchodzi.

Różnica w kosztach jest ogromna. Struktura adresów zaplanowana przed publikacją jest darmowa. Ta sama zmiana wprowadzona po roku to migracja z mapą przekierowań, ryzykiem i tygodniami niepewności.

Poniżej rozkładam pracę nad nowym serwisem na etapy w kolejności, w której faktycznie je wykonuję — z uwzględnieniem tego, że przy starcie od zera najtrudniejszym zasobem jest nie budżet, ale cierpliwość.

Zanim powstanie projekt graficzny

Pierwszy etap dzieje się w arkuszu i rozmowach, nie w narzędziach SEO.

Ustalam, po co ten serwis ma istnieć i jakie działanie ma wykonać odwiedzający. Sklep, zbieranie zapytań, umawianie wizyt, budowanie zasięgu treścią — od tego zależy cała reszta i nie da się tego dopisać później.

Potem badam rynek zapytań. Interesuje mnie, jak duże jest zainteresowanie tematem, jak jest podzielone między typy intencji i jak silni są ci, którzy zajmują dziś pierwsze miejsca. To ostatnie jest najważniejsze i najczęściej pomijane: jeśli pierwszą dziesiątkę zajmują wyłącznie duże serwisy o wysokim autorytecie, nowy serwis nie wejdzie tam w rok i lepiej wiedzieć to przed rozpoczęciem, niż po.

Z tej analizy wychodzi zwykle wniosek strategiczny, a nie lista fraz. Bywa nim wybór węższej niszy, w której da się wygrać, zamiast frontalnego ataku na frazę główną. Bywa nim decyzja, że kanał płatny musi ponieść cały ciężar pierwszego roku, a treści budują pozycję na drugi.

Struktura, adresy i nazwa domeny

Drugi etap to decyzje techniczne, które są bardzo tanie teraz i bardzo drogie później.

  • Architektura informacji — jakie sekcje, jaka hierarchia, na jakiej głębokości leżą najważniejsze strony. Zasada: rzeczy ważne blisko strony głównej, nie na czwartym poziomie.
  • Wzorce adresów — czytelne, krótkie, bez identyfikatorów numerycznych i parametrów tam, gdzie da się ich uniknąć. Ustalone raz i konsekwentnie stosowane.
  • Jedna wersja adresu — decyzja o obecności lub braku przedrostka, o połączeniu szyfrowanym i o zakończeniu adresu ukośnikiem. Wszystkie pozostałe warianty przekierowane na wybraną wersję.
  • Wybór systemu — z uwzględnieniem tego, czy pozwala edytować tytuły, opisy, adresy i dane strukturalne. Brzmi trywialnie, a spotykam platformy, które tego nie umożliwiają.

Przy nazwie domeny jedno zdanie: wybieram nazwę marki, którą da się zapamiętać i wypowiedzieć, a nie frazę kluczową. Domena z frazą nie daje dziś przewagi, którą warto kupić za cenę nieodróżnialnej nazwy.

Przed publikacją: lista kontrolna

Rzeczy, które sprawdzam na środowisku testowym, zanim serwis stanie się publiczny.

Czy środowisko testowe jest zablokowane przed indeksowaniem — i czy blokada zostanie zdjęta przy publikacji. Ten drugi punkt jest przyczyną najczęstszej katastrofy przy startach: serwis żyje, sprzedaje i przez pół roku ma wpisaną w kodzie instrukcję zakazującą indeksowania. Sprawdzam to pierwszego dnia po uruchomieniu, bez wyjątku.

Czy każda strona ma unikalny tytuł i opis, a nie wartość z szablonu powtórzoną wszędzie.

Czy nagłówki są ułożone hierarchicznie i czy na stronie jest jeden nagłówek pierwszego poziomu.

Czy istnieje mapa witryny i czy zawiera wyłącznie adresy, które mają być w indeksie.

Czy wersja mobilna zawiera tę samą treść co widok na komputerze. Ukrywanie części tekstu na telefonie w serwisie indeksowanym przede wszystkim po wersji mobilnej to strzał we własną stopę.

Czy zainstalowano pomiar i zweryfikowano własność serwisu w narzędziach dla webmasterów, żeby dane zbierały się od pierwszego dnia.

Plan treści na pierwsze miesiące

Nowy serwis nie potrzebuje stu tekstów. Potrzebuje kompletu stron opisujących ofertę i kilku treści, które mają realną szansę zdobyć ruch.

Zaczynam od stron ofertowych — po jednej na usługę albo grupę produktów, każda pod inną intencję, żadna nie duplikująca drugiej. To one mają sprzedawać i to one są celem linkowania wewnętrznego.

Potem dobieram treści wspierające, wybierając frazy o niskiej konkurencji. Przy nowym serwisie nie ma sensu celować w zapytania, w których wygrywają serwisy z dziesięcioletnią historią. Sensowniejsze są zapytania długie, szczegółowe i techniczne — mniejszy wolumen, ale realna szansa i, co ważne, lepiej dopasowana intencja.

Tempo dobieram tak, żeby dało się je utrzymać. Cztery teksty miesięcznie publikowane rok po roku dają więcej niż czterdzieści w pierwszym miesiącu i cisza potem. Widzę to na wielu serwisach: zryw na starcie, potem porzucony blog, który wygląda gorzej niż jego brak.

Autorytet i pierwsze linki

Nowa domena nie ma historii i to jest jej największe ograniczenie. Google potrzebuje czasu i sygnałów, żeby uznać serwis za wiarygodny.

Pierwsze rzeczy, które da się zrobić od razu i bez budżetu: wizytówka firmy, wpisy w serwisach branżowych i katalogach o realnym ruchu, profile w mediach społecznościowych, listy partnerów i producentów, których firma jest dystrybutorem, organizacje branżowe, do których należy.

Potem wchodzą działania wymagające pracy: materiały, do których ktoś zechce odesłać, komentarze eksperckie dla mediów branżowych, publikacje w serwisach o zbliżonej tematyce.

Czego bym nie robił na nowej domenie: masowego kupowania linków. Nowy serwis bez historii, który w ciągu miesiąca zdobywa dwieście odnośników, wygląda dokładnie na to, czym jest. Ryzyko jest tu wyższe niż w serwisie z ustaloną pozycją.

Pomiar od pierwszego dnia

Ustawiam pomiar, zanim pojawi się pierwszy odwiedzający, bo danych nie da się uzupełnić wstecz.

Minimum to narzędzie analityczne z poprawnie zdefiniowanymi konwersjami, weryfikacja serwisu w narzędziach dla webmasterów i mapa witryny do nich przesłana. Do tego zapisany stan wyjściowy: lista fraz, które mają znaczenie, i ich pozycje na start, czyli zwykle brak pozycji.

W pierwszych tygodniach patrzę nie na ruch, ale na indeksowanie. Ile adresów zostało odwiedzonych, ile znalazło się w indeksie, czy nie ma błędów. Ruch jest wtedy wielkością nieinformacyjną, a stan indeksowania mówi wszystko o tym, czy fundament działa.

Czego nie da się przyspieszyć

Ostatni punkt jest najważniejszy dla relacji z klientem albo z zarządem.

Nowy serwis nie zdobywa ruchu z wyszukiwarki w miesiąc. Pierwsze widoczne efekty pojawiają się zwykle po kilku miesiącach, a rozmowa o realnych wynikach ma sens po roku. Nie znam sposobu, żeby to skrócić, i nie wierzę w oferty, które to obiecują.

Dlatego przy każdym starcie ustalam dwie rzeczy z góry. Pierwsza: skąd bierze się sprzedaż w pierwszych miesiącach — zwykle z kampanii płatnych, które zaczynają działać od pierwszego dnia i pełnią rolę pomostu. Druga: jakie wskaźniki oglądamy w tym okresie, żeby wiedzieć, że praca idzie w dobrą stronę. To liczba zaindeksowanych stron, liczba fraz, na które serwis się wyświetla, i pozycje w drugiej i trzeciej dziesiątce, bo tam widać ruch, zanim pojawią się kliknięcia.

Bez tego ustalenia rozmowa po trzech miesiącach dotyczy braku wyników, a nie stanu fundamentów — i wtedy najczęściej podejmuje się nerwowe decyzje, które cofają cały postęp.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.