Jak przygotować zdjęcia produktów, aby trafiały bezpośrednio do wyników wyszukiwania wizualnego?

Sesja zdjęciowa zaplanowana pod wyszukiwarkę

Baner wejsciowyParallax

Jak przygotować zdjęcia produktów, aby trafiały bezpośrednio do wyników wyszukiwania wizualnego?

Sesja zdjęciowa zaplanowana pod wyszukiwarkę

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
31 marca 2025

O tym, jak działa rozpoznawanie obrazu, napisano już dużo. Znacznie rzadziej ktoś tłumaczy rzecz, o którą pytają mnie klienci w praktyce: co dokładnie powiedzieć fotografowi przed sesją i jak przyjąć od niego pliki, żeby nie trzeba było wracać do tematu za pół roku.

Ten wpis jest właśnie o tym. To zestaw ustaleń produkcyjnych — od listy kadrów do zamówienia, przez wymagania techniczne przy eksporcie, aż po kontrolę tego, co ostatecznie widzi wyszukiwarka. Piszę go z perspektywy osoby, która częściej poprawia cudze zdjęcia w sklepie, niż zamawia własne, i widzi te same braki w niemal każdym katalogu.

Założenie, z którym pracuję, jest proste: dobre zdjęcie produktowe do wyszukiwania wizualnego to zwykle po prostu dobre zdjęcie produktowe, tylko konsekwentnie wykonane i uczciwie opisane. Nie ma tu magii ani specjalnych trybów aparatu, są za to konkretne decyzje, które trzeba podjąć przed sesją, a nie po niej.

Czego system potrzebuje od zdjęcia

Zanim przejdę do listy ustaleń, jedno zdanie o wymaganiach, bo od nich wynika wszystko dalsze. Dopasowanie zdjęcia do zapytania opiera się na rozpoznaniu obiektu, jego cech i odróżnieniu go od tła oraz od innych przedmiotów w kadrze.

Z tego wynikają trzy praktyczne konsekwencje. Produkt musi być jednoznacznym bohaterem kadru — jeśli na zdjęciu jest pięć przedmiotów, system nie wie, który sprzedajesz. Musi być widoczny w całości, bez ucinania krawędzi. I musi być rozpoznawalny bez pomocy tekstu, bo naniesione na obraz napisy, ramki promocyjne i znaki wodne nie tylko nie pomagają, ale w ofertach produktowych są wprost niedozwolone.

Warto też wiedzieć, że jedno zdjęcie na produkt to minimum wystarczające do publikacji, ale nie do dopasowania. Zestaw kilku ujęć z różnych stron daje wyraźnie więcej sygnałów o kształcie i budowie przedmiotu.

Lista kadrów, którą zamawiam

To najważniejszy dokument w całym procesie i jednocześnie ten, którego zwykle nie ma. Przygotowuję go raz dla kategorii i potem tylko powtarzam.

  • Ujęcie główne na jednolitym tle — cały produkt, na wprost albo pod lekkim kątem, ustawiony tak samo dla wszystkich pozycji w kategorii. To zdjęcie idzie do oferty produktowej i do wyników zakupowych.
  • Dwa do czterech ujęć obrotowych — tył, bok, spód lub wnętrze, zależnie od tego, co w danym typie produktu ma znaczenie. Przy odzieży dochodzi ujęcie na modelu, przy meblach ujęcie z góry.
  • Zbliżenia detali, które decydują o zakupie — szew, zamek, gwint, złącze, faktura materiału, wykończenie krawędzi. To zdjęcia, które odpowiadają na najczęstsze pytania w wiadomościach do obsługi klienta.
  • Ujęcie pokazujące skalę — produkt w dłoni, na stole, w typowym otoczeniu użycia.
  • Jedno ujęcie sytuacyjne — produkt w naturalnym kontekście, przydatne w kanałach wizualnych i w treściach, ale nie na ujęcie główne.
  • Zdjęcie zawartości opakowania, jeśli sprzedajesz zestawy — bez tego nikt nie odgadnie, ile sztuk jest w środku.

Przy każdym wariancie kolorystycznym powtarzam co najmniej ujęcie główne. Podmienianie koloru w obróbce jest tanie i kończy się tym, że zdjęcie nie odpowiada temu, co przyjdzie do klienta.

Ustalenia ze studiem: tło, światło, kadr

Cztery rzeczy, które ustalam na piśmie przed pierwszym zdjęciem.

Tło ujęcia głównego: jednolite, białe albo bardzo jasne szare, bez gradientu i bez cienia rzucanego na ścianę. Miękki cień pod produktem jest w porządku i pomaga w odczytaniu bryły, cień odbity na tle utrudnia oddzielenie przedmiotu od otoczenia.

Światło: równomierne, bez przepaleń na jasnych partiach i bez utraty szczegółu w cieniach. Utrata detalu jest problemem podwójnym — traci użytkownik i traci system, bo faktura materiału jest jedną z cech, które da się rozpoznać.

Kadr: produkt zajmuje większość klatki, ale z zapasem przy krawędziach. Ciasne kadrowanie pod jeden układ strony jest wygodne przy publikacji i katastrofalne przy każdej późniejszej zmianie proporcji miniatury.

Powtarzalność: ta sama odległość, ta sama ogniskowa, ten sam kąt w całej kategorii. Poza wygodą przy porównywaniu produktów daje to jeszcze jedną korzyść — sklep wygląda spójnie w wynikach graficznych, gdzie zdjęcia z jednej domeny często pokazują się obok siebie.

Skala i kontekst, czyli najczęstszy brak

Jeśli miałbym wskazać jedno ujęcie, którego brakuje najczęściej i które najbardziej pomaga, byłoby to zdjęcie pokazujące rozmiar.

Wymiar podany w tabeli parametrów rzadko trafia do wyobraźni. Ten sam wymiar pokazany na zdjęciu z przedmiotem, który każdy zna, odpowiada natychmiast. Dotyczy to wszystkiego, gdzie łatwo o pomyłkę: doniczek, organizerów, akcesoriów samochodowych, mebli dziecięcych, kabli.

Drugi kontekst, o którym warto pomyśleć, to sposób użycia. Zdjęcie części zamiennej zamontowanej w urządzeniu robi więcej dla decyzji zakupowej niż najlepszy packshot tej samej części, bo rozstrzyga wątpliwość, czy to rzeczywiście ten element.

Te dwa ujęcia nie nadają się na zdjęcie główne w ofercie produktowej, ale są bardzo dobrymi zdjęciami dodatkowymi i bardzo dobrymi ilustracjami w treści karty.

Obróbka i eksport

Na tym etapie tracone jest zaskakująco dużo pracy z sesji. Ustalenia, które przekazuję do obróbki, są następujące.

Rozdzielczość: dłuższy bok co najmniej tysiąc dwieście punktów w wersji publikowanej, a plik źródłowy zachowany w pełnej rozdzielczości do przyszłych zastosowań. Zbyt małe zdjęcie ogranicza możliwość zbliżenia, które w wyszukiwaniu wizualnym jest normalnym zachowaniem użytkownika.

Format: nowoczesny format kompresji dla strony, z zachowaniem wersji zapasowej w formacie powszechnie obsługiwanym. Kompresję dobieram tak, żeby nie było widać artefaktów na płaskich powierzchniach i przy krawędziach — to najczęstszy skutek zbyt agresywnego automatu.

Proporcje: jeden format dla całej kategorii, najlepiej kwadrat albo proporcja pionowa, z produktem wyśrodkowanym. Miniatury generowane automatycznie z różnych proporcji obcinają zdjęcia w nieprzewidywalnych miejscach.

Czego nie robić w obróbce: nie dodawać obramowań, plakietek z rabatem, logotypów w narożniku ani kolażu kilku ujęć w jednym pliku. Kolaż jest tu szczególnie szkodliwy, bo z jednego rozpoznawalnego produktu robi zbiór małych i nieczytelnych.

Nazwy plików, opisy i otoczenie zdjęcia

Zdjęcie nie istnieje samo — jest odczytywane razem z tym, co je otacza, i ta warstwa kosztuje najmniej pracy przy największym efekcie.

Nazwa pliku powinna opisywać zawartość: nazwa modelu, wariant, rodzaj ujęcia. Ciąg cyfr z aparatu nie mówi nic. Przy okazji ułatwia to życie w samym sklepie, gdy trzeba znaleźć plik po roku.

Opis alternatywny piszę jako zdanie dla osoby, która tego zdjęcia nie widzi. Konkretnie i rzeczowo, bez upychania fraz — nazwa produktu, kolor, ujęcie. Kiedy audytuję sklepy, w tym miejscu najczęściej znajduję albo pustkę, albo listę słów kluczowych przepisaną z tytułu.

Otoczenie tekstowe: podpis pod zdjęciem, jeśli układ na to pozwala, oraz nagłówek i akapit w bezpośredniej okolicy galerii, w których nazwy cech widocznych na zdjęciach faktycznie się pojawiają. To dzięki temu obraz i tekst wzajemnie się potwierdzają.

Publikacja, feed i kontrola po wdrożeniu

Zdjęcie musi być dostępne dla robota. Sprawdzam trzy rzeczy: czy adresy obrazków nie są blokowane w pliku robots, czy mechanizm opóźnionego wczytywania nie ukrywa ich całkowicie przed pobraniem i czy w kodzie strony podany jest zestaw wariantów rozmiarowych, z którego przeglądarka wybiera właściwy.

W feedzie produktowym pilnuję, żeby ujęcie główne było tym samym, które widać na karcie, a pozostałe trafiały do atrybutu na zdjęcia dodatkowe. Osobno traktuję zdjęcia sytuacyjne, dla których jest przeznaczone własne pole. Warto też sprawdzić w panelu Merchant Center, czy nie działają na naszych zdjęciach automatyczne ulepszenia obrazu — bywa, że system usuwa tło, o czym nikt w firmie nie wie.

Po publikacji robię trzy kontrole. Wyszukiwanie po zdjęciu produktu z telefonu i sprawdzenie, czy trafiam na własny sklep, czy na hurtownię. Przegląd raportu skuteczności z podziałem na wyniki graficzne. I porównanie kilku losowych kart z listą kadrów, bo w praktyce zawsze znajdzie się kategoria, w której ktoś wgrał tylko jedno zdjęcie.

Ostatnia uwaga, mniej techniczna: jeśli sprzedajesz produkty z katalogu producenta i używasz jego zdjęć, dokładnie te same pliki ma trzydziestu innych sprzedawców. Własna sesja, choćby uzupełniająca, jest jedyną rzeczą, która daje w tym miejscu jakąkolwiek przewagę.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.