Jak pozycjonować stronę w dobie domyślnie włączonych AI Overviews na rynku europejskim?

Zmiana, której w Europie jeszcze nie widać

Baner wejsciowyParallax

Jak pozycjonować stronę w dobie domyślnie włączonych AI Overviews na rynku europejskim?

Zmiana, której w Europie jeszcze nie widać

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
30 stycznia 2025

Zacznę od zastrzeżenia, bo bez niego ten tekst byłby nieuczciwy. Generatywne podsumowania Google nie są dziś domyślnie włączone na rynku europejskim. Od maja zeszłego roku działają w Stanach, w październiku objęły ponad sto krajów i kilka języków, ale Unia Europejska w tym rozszerzeniu się nie znalazła. Jeśli wpiszesz dziś zapytanie w polskiej wersji wyszukiwarki, nad wynikami organicznymi nie zobaczysz wygenerowanej odpowiedzi.

To nie znaczy, że temat jest przedwczesny. Kilku klientów, z którymi pracuję, ma wersje językowe na rynki, gdzie ten format już działa — i tam skutki są mierzalne od miesięcy. Reszta ma czas, którego zwykle się nie ma: można przygotować stronę zanim zmiana przyjdzie, a nie w panice po jej wejściu.

Poniżej opisuję, co da się dziś powiedzieć na podstawie rynków, na których format jest aktywny, i które z tych wniosków przekładam na pracę nad polskimi stronami. Bez prognozowania daty rozszerzenia, bo jej nie znam.

Gdzie ten format realnie działa i skąd biorę o nim wiedzę

Rozdzielam dwa źródła wiedzy i radzę robić to samo, bo mieszanie ich prowadzi do dziwnych wniosków.

Pierwsze to własne konta na rynkach angielskojęzycznych. Tam widzę, na których frazach pojawia się blok generatywny, czy strona klienta jest w nim linkowana i jak zachowuje się liczba kliknięć w Search Console. To jedyne dane, którym w pełni ufam, bo dotyczą konkretnej domeny i konkretnego zapytania.

Drugie to publikacje branżowe i badania agencji. Krążą po nich bardzo różne liczby dotyczące spadku klikalności — od kilku procent do katastroficznych. Nie powtarzam żadnej z nich, bo są liczone na niereprezentatywnych próbkach fraz i zwykle nie odróżniają zapytań informacyjnych od transakcyjnych. Traktuję je jako sygnał kierunku, nie jako pomiar.

Trzecia rzecz, którą warto robić już teraz: zapytać własnego klienta, czy przypadkiem nie sprzedaje na rynek, gdzie format jest aktywny. Kilka razy okazało się, że owszem — przez wersję angielską, o której w rozmowach o SEO nikt nie wspominał.

Co wiadomo o doborze cytowanych źródeł

Google nie opublikował listy czynników decydujących o tym, która strona zostaje przywołana w generatywnej odpowiedzi. Powtarza natomiast konsekwentnie jedno: nie ma osobnego zestawu działań pod ten format i strony trafiają tam z indeksu organicznego.

Z obserwacji własnych kont wynikają dwie prawidłowości, które uważam za dość pewne. Po pierwsze, cytowane bywają domeny, które i tak są widoczne na daną frazę w pierwszej dziesiątce — ale kolejność cytowań nie odpowiada kolejności wyników. Zdarza się, że przywołany jest materiał z ósmej pozycji, a lider nie. Po drugie, cytowany jest zwykle konkretny fragment odpowiadający na wąskie pytanie, nie strona jako całość.

Wniosek praktyczny jest przyziemny: bez obecności w klasycznym rankingu nie ma o czym rozmawiać. Wszystko, co robiłem dotąd — poprawna indeksacja, sensowna architektura, treść odpowiadająca na intencję, linki — pozostaje warunkiem wstępnym. Zmienia się to, co robię ponad tym.

Jak układam treść, żeby dała się cytować

Tu jest realna różnica w warsztacie i nie polega ona na pisaniu „pod AI”.

Zacząłem konsekwentnie rozbijać długie poradniki na jednostki odpowiadające na jedno pytanie. Nagłówek formułuję jako pytanie albo bardzo konkretne stwierdzenie, a bezpośrednio pod nim daję odpowiedź w dwóch–trzech zdaniach. Rozwinięcie, zastrzeżenia i przykłady idą dalej. Wcześniej robiłem odwrotnie: budowałem kontekst, a konkluzję zostawiałem na koniec akapitu. Model językowy wyciąga fragmenty, więc fragment musi być samowystarczalny.

Druga zmiana dotyczy danych, na których odpowiedź się opiera. Jeśli w tekście podaję zakres cen, termin, wymóg formalny albo liczbę, umieszczam obok datę i źródło. Treści, które da się zweryfikować, radzą sobie lepiej niż ogólniki, a przy okazji to zwyczajnie lepszy tekst dla czytelnika.

Trzecia: konsekwentne nazewnictwo. Jeżeli usługa ma w firmie trzy nazwy potoczne, wybieram jedną i używam jej w tytułach, nagłówkach i opisach. Rozjechane nazewnictwo utrudnia dopasowanie tematu do zapytania — i tak samo utrudniało je przed pojawieniem się generatywnych odpowiedzi.

Dane strukturalne i techniczne minimum

Nie mam dowodów, że znaczniki schema.org wpływają na to, czy strona zostanie przywołana w generatywnej odpowiedzi. Mam natomiast pewność, że pomagają w klasycznych wynikach rozszerzonych, a robota niewiele.

Pilnuję więc tego, co i tak powinno być: znaczników produktu z ceną i dostępnością w sklepach, danych organizacji, oznaczenia autora tam, gdzie autorstwo ma znaczenie, oraz polityki zwrotów, którą od zeszłego roku można podać raz na poziomie organizacji zamiast powtarzać w każdym produkcie.

Osobno dbam o dostępność treści bez JavaScriptu. Strony, na których główna treść dorysowuje się po stronie klienta, od lat mają problem w indeksacji — a przy odpowiedziach składanych z fragmentów tekst niewidoczny w źródle jest tekstem, którego po prostu nie ma.

Które zapytania są zagrożone, a które nie

To dla mnie najważniejszy podział i podstawa rozmowy o budżecie.

  • Pytania o definicje i wyjaśnienia pojęć — grupa najbardziej wystawiona. Całą potrzebę odbiorcy zaspokaja tu kilka zdań podsumowania, a wejście na stronę przestaje być potrzebne. Blog opierający ruch wyłącznie na takich hasłach ma problem strukturalny, nie sezonowy.
  • Zapytania porównawcze — pośrednie. Streszczenie bywa tu na tyle niepełne, że użytkownik i tak wchodzi na stronę, ale kliknięcie dostaje jedno źródło, nie pięć.
  • Zapytania transakcyjne i lokalne — najmniej narażone. Nikt nie kupi ani nie zamówi usługi w streszczeniu, a lokalne wyniki mają własne miejsce w SERP-ie.
  • Zapytania brandowe — praktycznie nietknięte, o ile marka ma uporządkowaną obecność w sieci.

Ten podział robię na twardych danych z Search Console: eksportuję zapytania, tagują je według typu intencji i patrzę, jaki udział w kliknięciach ma pierwsza grupa. Jeśli wychodzi z tego duża liczba, mam konkretny argument, żeby przesuwać część pracy na treści transakcyjne i produktowe.

Co robię z tym czasem, którego jeszcze mamy

Sprowadza się to do czterech rzeczy i żadna nie jest egzotyczna.

Porządkuję pomiar tak, żeby dało się później zobaczyć zmianę. To znaczy: zapisuję dzisiejszy stan liczby kliknięć i wyświetleń w rozbiciu na typy zapytań, bo bez punktu odniesienia po zmianie nikt nie odróżni jej skutków od sezonowości. Ten eksport zajmuje pół godziny i jest najtańszą inwestycją z całej listy.

Zmniejszam zależność od ruchu z zapytań definicyjnych — nie kasując takich treści, ale dopisując do nich sekcje, które prowadzą do oferty, oraz rozbudowując materiały wspierające decyzję zakupową.

Wzmacniam kanały niezależne od wyszukiwarki: newsletter, powracających użytkowników, obecność w miejscach, gdzie klienci pytają o rekomendacje. Brzmi to jak porada z każdego artykułu o marketingu, ale przy zmianie, która potencjalnie zabiera część ruchu z góry lejka, jest po prostu praktyczna.

I ostatnie: pilnuję, żeby marka była opisana spójnie tam, gdzie modele czerpią wiedzę — na własnej stronie, w profilach branżowych, w publikacjach. Nazwa, zakres usług, miasto i dane kontaktowe powinny wszędzie mówić to samo.

Czego bym nie robił

Nie kupowałbym dziś usługi „optymalizacji pod generatywne odpowiedzi” jako osobnej pozycji w budżecie. Na rynku pojawiają się takie oferty, a ich zawartość — z tego, co widziałem — to standardowa robota SEO pod nową nazwą i wyższą stawkę.

Nie przepisywałbym całej strony pod przypuszczenia o tym, jak działa mechanizm doboru cytowań. Wiemy o nim za mało, a koszt takiej przebudowy jest realny.

Nie ignorowałbym też sprawy w drugą stronę, mówiąc „u nas tego nie ma, więc nas nie dotyczy”. W Europie ten format kiedyś się pojawi, a strony przygotowanej w tydzień nie da się zrobić. Praca, którą opisałem wyżej, ma tę zaletę, że opłaca się także wtedy, gdy zmiana się odwlecze — bo to po prostu porządniejsza treść i lepiej opisana strona.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.