Jak działają odbiorcy prognozowani (Predictive Audiences) w Google Analytics 4?

Co dokładnie liczy model w Analytics

Baner wejsciowyParallax

Jak działają odbiorcy prognozowani (Predictive Audiences) w Google Analytics 4?

Co dokładnie liczy model w Analytics

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
30 maja 2025

Pytanie o odbiorców prognozowanych pojawia się u mnie zwykle w tej samej formie: dlaczego w naszym Analytics ta opcja jest wyszarzona. Odpowiedź prawie zawsze leży w warunkach, które usługa musi spełnić, żeby model mógł się w ogóle wytrenować — i te warunki są ostrzejsze, niż większość osób przypuszcza.

Warto też uporządkować nazewnictwo, bo w rozmowach mieszają się dwie rzeczy. Metryki prognozowane to liczby wyliczane dla poszczególnych użytkowników. Odbiorcy prognozowani to segmenty zbudowane na tych liczbach. Bez pierwszych nie ma drugich.

Poniżej rozkładam to na części: co konkretnie przewiduje model, jakich zdarzeń potrzebuje, po czym poznać, że przestał być wiarygodny, i jak zbudować segment tak, żeby nie okazał się dziesięcioma osobami.

Trzy metryki i to, co dokładnie przewidują

Analytics wylicza trzy wartości i każda ma inne okno czasowe, co bywa źródłem nieporozumień.

Prawdopodobieństwo zakupu to szansa, że użytkownik aktywny w ostatnim okresie dokona zakupu w ciągu najbliższych siedmiu dni. Model patrzy na aktywność z ostatnich dwudziestu ośmiu dni i przewiduje krótką przyszłość, nie kwartał.

Prawdopodobieństwo odejścia działa odwrotnie: to szansa, że użytkownik aktywny w ostatnim tygodniu nie wróci w kolejnym. Tu warto uważać na interpretację, bo „odejście” w rozumieniu Analytics nie oznacza rezygnacji z marki, tylko brak wizyty w konkretnym oknie.

Przewidywany przychód to oczekiwana suma zakupów w ciągu najbliższych dwudziestu ośmiu dni od użytkownika aktywnego w ostatnim okresie. Ta metryka jest najbardziej wrażliwa na jakość danych o wartości transakcji — jeśli przekazujesz kwoty brutto raz z dostawą, raz bez, prognoza to odziedziczy.

Dwie pierwsze metryki są klasyfikacją, trzecia regresją. W praktyce oznacza to, że przewidywanego przychodu nie da się rozsądnie użyć jako progu binarnego i lepiej pracować na nim percentylami.

Czego model wymaga, żeby się uruchomić

Tutaj kryje się przyczyna większości wyszarzonych opcji w panelu.

Model potrzebuje odpowiedniej liczby przykładów po obu stronach: użytkowników powracających, którzy wykonali przewidywane działanie, i takich, którzy go nie wykonali. Google podaje jako minimum tysiąc jednych i tysiąc drugich w oknie dwudziestu ośmiu dni. To nie jest tysiąc użytkowników w usłudze — to tysiąc powracających użytkowników z konkretnym zachowaniem.

Do tego usługa musi wysyłać właściwe zdarzenia. Dla prognozy zakupu i przychodu potrzebne jest zdarzenie zakupu z poprawną wartością, wysyłane konsekwentnie. Jeśli sklep raportuje transakcje własnym zdarzeniem o nietypowej nazwie, model nie ma czego szukać.

Trzeci warunek jest najmniej intuicyjny: jakość modelu musi się utrzymać. Analytics ocenia, czy prognozy odpowiadają rzeczywistości, i jeśli ocena spada poniżej progu, metryki przestają być dostępne — nawet jeśli wcześniej działały. Zdarza się to po większych zmianach w sklepie albo po przebudowie pomiaru.

Warto na koniec zapamiętać, że przy sezonowych sklepach warunki bywają spełnione tylko w części roku. Widziałem usługi, w których prognozy działały od października do stycznia i znikały na wiosnę.

Dlaczego panel pokazuje status niekwalifikującej się usługi

Kiedy klient przysyła mi zrzut z takim komunikatem, sprawdzam kolejno kilka rzeczy i zwykle wystarczają one do rozstrzygnięcia.

Najpierw patrzę na wolumen powracających użytkowników, a nie na cały ruch. Sklep z dużym ruchem z płatnych kampanii i niską powracalnością bardzo długo nie zbierze wymaganej próby.

Potem sprawdzam nazwę i kompletność zdarzenia zakupu — czy jest to standardowe zdarzenie e-commerce, czy jest wysyłane raz na transakcję i czy zawiera wartość. Podwójne wysyłanie przy odświeżeniu strony podziękowania psuje nie tylko raporty, ale i model.

Trzecia rzecz to filtry i zakres danych. Jeśli usługa jest nowa, po prostu nie ma dwudziestu ośmiu dni historii z wymaganą liczbą przypadków, i trzeba poczekać.

Czwarta, najmniej oczywista: prognozy dotyczą użytkowników, a identyfikacja użytkowników w warunkach europejskich jest niepełna. Przy niskim odsetku zgód liczba rozpoznanych, powracających osób spada poniżej progu, mimo że sprzedaż w sklepie idzie dobrze.

Gotowe szablony i to, jak są zbudowane

Kreator odbiorców podpowiada kilka gotowych segmentów i warto wiedzieć, co jest pod spodem, bo nazwy brzmią podobnie, a znaczą różne rzeczy.

  • Prawdopodobni nabywcy w ciągu siedmiu dni — użytkownicy z górnego zakresu prawdopodobieństwa zakupu, którzy jeszcze nie kupili. Najczęściej używany segment i najbardziej oczywisty do wykorzystania w kampaniach.
  • Prawdopodobni pierwsi nabywcy — zawężenie poprzedniego do osób bez historii zakupów. Przydaje się, gdy chcemy rozdzielić komunikację dla nowych i wracających klientów.
  • Użytkownicy prawdopodobnie odchodzący — aktywni, u których model widzi wysokie ryzyko braku powrotu. Segment sensowny raczej dla działań retencyjnych, w tym mailingu, niż dla pozyskiwania.
  • Odchodzący nabywcy — osoby, które kupiły i są w grupie ryzyka. Z punktu widzenia wartości klienta w czasie to zwykle najcenniejsza grupa z całej listy.
  • Przewidywani najwięksi wydający — górny percentyl przewidywanego przychodu w oknie dwudziestu ośmiu dni.

Szablony są wygodne, ale mają jedną cechę, o której trzeba pamiętać: definiują progi za nas. Przy nietypowym rozkładzie danych bywa, że górny zakres to grupa zbyt mała, żeby cokolwiek z nią zrobić.

Własny segment na percentylach

Dlatego przy poważniejszych wdrożeniach buduję odbiorców ręcznie, korzystając z metryk prognozowanych jako warunku.

Zaczynam od sprawdzenia, jak rozkłada się prawdopodobieństwo w mojej usłudze. Kreator pokazuje szacowaną liczebność przy wybranym progu i to jest jedyna sensowna podstawa decyzji — nie okrągła liczba przepisana z artykułu w internecie.

Potem dobieram próg tak, żeby segment miał sens operacyjny: był dostatecznie liczny, by kampania mogła się z niego uczyć, i dostatecznie zawężony, by różnił się od średniej. Przy dużych sklepach zwykle pracuję na górnych kilku procentach, przy mniejszych muszę zejść znacznie niżej.

Do warunku prognozy dokładam zwykle jeden warunek behawioralny — kategorię obejrzanych produktów albo wizytę w konkretnej sekcji. Nie dlatego, że model tego wymaga, ale dlatego, że dzięki temu wiem, jaki komunikat przygotować. Segment „wysoka szansa na zakup” bez kontekstu produktowego zostawia mnie z pytaniem, co takim ludziom właściwie pokazać.

Jak sprawdzam, czy prognozy mają sens

Model może być technicznie sprawny i jednocześnie bezużyteczny w danym biznesie. Do sprawdzenia tego używam eksploracji.

Buduję prostą eksplorację, w której metryki prognozowane zestawiam z faktycznym zachowaniem w kolejnym okresie. Jeśli grupa z górnego zakresu prawdopodobieństwa nie kupuje wyraźnie częściej niż grupa środkowa, prognoza w tym koncie niczego nie porządkuje i nie warto na niej opierać kierowania.

Zwracam też uwagę na stabilność. Metryka, która w jednym tygodniu wskazuje setki użytkowników z wysokim prawdopodobieństwem, a w kolejnym kilkunastu, sygnalizuje albo problem z pomiarem, albo zbyt mały wolumen do treningu.

I rzecz banalna, o której często się zapomina: prognozy są liczone dla użytkowników aktywnych w ostatnim okresie. Nie znajdziesz w nich osób, które odwiedziły sklep pół roku temu, choćby zostawiły po sobie najlepsze możliwe sygnały.

Ograniczenia, o których warto wiedzieć zawczasu

Zbiorę na koniec rzeczy, które mówię klientom przed rozpoczęciem takiego projektu, żeby nie było rozczarowania.

Prognoza jest wyliczana na danych z tej jednej usługi i nie zna nic poza nią. Nie widzi rozmów telefonicznych, kontaktu z działem sprzedaży ani historii z systemu magazynowego. W biznesach, w których decyzja zapada poza stroną, jej wartość jest ograniczona.

Model jest przezroczysty tylko w wyniku, nie w uzasadnieniu. Nie dowiem się, dlaczego ktoś dostał wysokie prawdopodobieństwo, i nie mogę tego wykorzystać jako materiału do analizy zachowań. To narzędzie do segmentacji, nie do zrozumienia klienta.

Metryki mogą zniknąć. Przy zmianie sposobu mierzenia transakcji albo dużym spadku ruchu segmenty prognozowane potrafią przestać się zapełniać, a kampanie oparte wyłącznie na nich stracą kierowanie. Dlatego nigdy nie zostawiam konta reklamowego w sytuacji, w której jedyna działająca lista odbiorców jest listą prognozowaną.

Na koniec zdroworozsądkowo: to jest wyliczenie statystyczne na krótkim oknie, a nie wiedza o zamiarach konkretnej osoby. Traktuję je jako uporządkowanie kolejki, w której warto obsłużyć kogoś wcześniej, i nie oczekuję od tego więcej.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.