Modelowane listy odbiorców nie zawierają konkretnych osób, tylko prawdopodobieństwa. Wyjaśniam, jak powstają, gdzie ich szukać w panelu i jak czytać ich raporty.
Reklamy dynamiczne w sieci wyszukiwania to jedno z tych rozwiązań, które w Google Ads istnieją od lat i mimo to budzą największą nieufność. Powód jest zrozumiały: oddajesz komuś prawo do napisania nagłówka reklamy Twojej firmy i nie widzisz go, dopóki się nie wyświetli.
Ostatnio pytań o to dostaję więcej niż zwykle. Od końca czerwca nie tworzymy już rozszerzonych reklam tekstowych, więc rozmowa o formatach, w których część treści powstaje automatycznie, przestała być rozmową o eksperymencie. Reklamy elastyczne i dynamiczne to dziś główny sposób pisania w wyszukiwarce.
Poniżej rozkładam mechanizm na części: skąd bierze się nagłówek, co dokładnie zostaje po Twojej stronie, w jaki sposób system wybiera stronę docelową i jak ograniczyć zakres tej automatyki, żeby nie obejmowała rzeczy, których nie chcesz reklamować.
W klasycznej kampanii w wyszukiwarce logika jest jednokierunkowa: dodajesz słowa kluczowe, piszesz teksty, wskazujesz adres strony docelowej. Wszystkie trzy elementy są Twoje.
W reklamach dynamicznych ta kolejność zostaje odwrócona. Nie dodajesz słów kluczowych. Zamiast tego wskazujesz, które fragmenty witryny mogą być reklamowane, a system dopasowuje zapytania użytkowników do konkretnych podstron, korzystając z tego, jak Twoja witryna jest zindeksowana w wyszukiwarce.
Wynikają z tego dwie rzeczy. Pierwsza: kampania jest tak dobra, jak Twoja strona — dosłownie, bo automat czyta jej treść i tytuły. Druga: bez indeksacji nie ma reklam. Świeżo uruchomiony serwis albo podstrony wyłączone z indeksowania nie pojawią się w tej kampanii, choćby były najważniejsze biznesowo.
To dobre miejsce na rozróżnienie, które w rozmowach ciągle się zaciera. Automatyczne wstawianie słowa kluczowego, znane z klasycznych kampanii, wkleja do nagłówka frazę, którą sam dodałeś do grupy reklam. W reklamach dynamicznych nagłówek jest generowany z zawartości strony, a Ty nie masz listy fraz, z której miałby zostać wybrany. To dwa różne mechanizmy o podobnie brzmiących nazwach.
Mechanizm w praktyce wygląda tak: użytkownik wpisuje zapytanie, system szuka wśród wskazanych podstron tej, która najlepiej na nie odpowiada, a następnie tworzy nagłówek opisujący jej zawartość. Do tego dobiera adres docelowy — czyli tę właśnie podstronę, nie stronę główną.
Materiałem na nagłówek jest przede wszystkim treść strony i jej znacznik tytułu. W sklepach zwykle widzę nagłówki bardzo bliskie nazwie produktu albo nazwie kategorii, w serwisach usługowych — bliskie tytułowi podstrony. To najprostszy wniosek praktyczny z całego tekstu: jeśli chcesz wpływać na automatyczny nagłówek, popraw tytuły podstron. Nie ma osobnego panelu, w którym dałoby się je przepisać na potrzeby reklam.
Warto też wiedzieć, czego w nagłówku nie będzie. Nie będzie obietnic promocyjnych, których nie ma na stronie, nie będzie nazwy konkurencji i nie będzie treści niezgodnych z zasadami reklamowymi — automat nie jest po to, żeby obejść politykę. Nie będzie też pewności, że sformułowanie spodoba się działowi marketingu klienta, i o tym uprzedzam z góry.
Wyświetlany adres jest budowany z Twojej domeny, więc pod tym względem nie ma niespodzianek. Niespodzianką bywa natomiast dobór podstrony: jeśli w serwisie leży stara oferta z 2019 roku, wciąż zindeksowana, to jest ona pełnoprawnym kandydatem na stronę docelową.
Wbrew nazwie nie oddajesz automatowi całej reklamy. Twoje pozostają teksty opisu i to one w tym formacie robią całą robotę sprzedażową.
Opis piszę tak, żeby był prawdziwy dla każdej podstrony objętej kampanią. To ograniczenie, które łatwo przeoczyć: nagłówek będzie zmienny, więc opis musi pasować do każdego jego wariantu. Zdanie o darmowej dostawie od stu złotych wyświetli się także przy produkcie za dwa tysiące, a wtedy wygląda co najmniej dziwnie.
W praktyce sprowadza się to do kilku zasad.
Do tego dochodzi wybór strategii ustalania stawek. Reklamy dynamiczne dobrze współpracują z automatycznymi stawkami nastawionymi na konwersje, ale obowiązuje ten sam warunek co wszędzie: bez wiarygodnego pomiaru nie ma czego optymalizować.
Zakres kampanii określasz celami reklam dynamicznych i to jest miejsce, w którym odzyskuje się kontrolę.
Najprostsza opcja obejmuje wszystkie podstrony witryny. Używam jej rzadko i tylko w małych serwisach, bo w większym sklepie oznacza reklamowanie regulaminu, koszyka i wpisów blogowych z 2018 roku.
Praktyczniejsze są cele zawężone: według kategorii, które system sam wyznacza dla witryny, według adresu zawierającego określony fragment, według tytułu strony albo według jej treści. W sklepach najczęściej sięgam po regułę opartą na fragmencie adresu, bo struktura katalogów zwykle odwzorowuje podział asortymentu i łatwo wskazać dokładnie te działy, które chcę promować.
Najwięcej kontroli daje jednak plik ze stronami docelowymi. Wgrywasz listę adresów, opcjonalnie z własnymi etykietami, i budujesz cele na tych etykietach. Zyskujesz dwie rzeczy: pewność, że reklamowane są wyłącznie strony z listy, oraz możliwość segmentacji według własnej logiki — na przykład osobno marki własne, osobno produkty z wysoką marżą. Przy dużych serwisach to jedyne podejście, które po kilku miesiącach nadal daje się utrzymać.
Listę adresów generuję ze sklepu albo z mapy witryny i aktualizuję cyklicznie. Plik sprzed pół roku zawiera adresy produktów, których już nie ma, a to prowadzi prosto do reklam kierujących na błąd 404.
Reklamy dynamiczne bez wykluczeń traktuję jak kampanię w dopasowaniu przybliżonym bez listy wykluczeń — technicznie działa, praktycznie przepala budżet.
Dwa poziomy działają tu równolegle. Pierwszy to wykluczające cele dynamiczne: wskazujesz fragmenty witryny, które nie mają być reklamowane. Standardowy zestaw, od którego zaczynam: koszyk, konto użytkownika, regulaminy, strony logowania, wyniki wyszukiwania wewnętrznego oraz produkty niedostępne. W serwisach usługowych dokładam do tego blog, jeśli nie ma prowadzić do konwersji.
Drugi to zwykłe wykluczające słowa kluczowe. Mimo że kampania nie działa na słowach kluczowych, wykluczenia obowiązują normalnie i to jest podstawowe narzędzie odcinania zapytań informacyjnych, rekrutacyjnych i serwisowych. Przeglądam raport wyszukiwanych haseł tej kampanii częściej niż w kampaniach na słowa kluczowe, zwłaszcza w pierwszych tygodniach.
Trzecia rzecz nie jest wykluczeniem, ale pełni podobną funkcję: kanibalizacja z kampaniami na słowa kluczowe. Reklamy dynamiczne potrafią wejść na zapytania, które obsługują Twoje istniejące kampanie. Wykluczam więc w nich najważniejsze frazy brandowe i te, na których zależy mi w kampaniach prowadzonych ręcznie, żeby wiedzieć, co dowozi który element konta.
Reklamy dynamiczne oceniam inaczej niż kampanie na słowa kluczowe, bo pytania są inne.
Pierwsze pytanie: jakie zapytania kampania faktycznie obsługuje. Raport wyszukiwanych haseł czytam nie tylko po koszcie, ale też po tym, czy pojawiają się w nim frazy, których nie mam w żadnej innej kampanii. To najcenniejszy produkt uboczny tego formatu — lista pomysłów na nowe grupy reklam, w których teksty napiszę już sam.
Drugie: które cele dynamiczne pracują. Jeśli jeden dział serwisu zabiera cały budżet, a pozostałe milczą, zwykle nie jest to dowód na wyższość tego działu, a efekt zbyt szerokiego celu i braku podziału.
Trzecie: gdzie ludzie trafiają. Sprawdzam listę stron docelowych i szukam adresów, których nie chcę tam widzieć — nieaktualnych ofert, stron z wyprzedanym produktem, podstron technicznych. Każde takie znalezisko kończy się nowym wykluczeniem albo poprawką w pliku stron.
I na koniec rzecz, którą powtarzam przy każdym wdrożeniu: ten format jest uzupełnieniem, nie zamiennikiem. Dobrze pokrywa długi ogon i asortyment, którego nigdy nie opiszesz ręcznie. Nie zastąpi natomiast starannie napisanych kampanii na najważniejsze frazy, bo tam kontrola nad tym, co widzi klient, ma wartość samą w sobie.
Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci nawigację oraz wykonywanie określonych funkcji. Szczegółowe informacje o wszystkich plikach cookies znajdziesz w każdej kategorii zgody poniżej.
Pliki cookies oznaczone jako "Niezbędne" są przechowywane w Twojej przeglądarce, ponieważ są one kluczowe dla zapewnienia podstawowych funkcji strony.
Używamy również plików cookies firm trzecich, które pomagają nam analizować, w jaki sposób korzystasz z tej strony, zapamiętują Twoje preferencje oraz dostarczają treści i reklamy odpowiednie dla Ciebie. Te pliki cookies będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją uprzednią zgodą.
Możesz zdecydować, czy chcesz włączyć lub wyłączyć niektóre bądź wszystkie te pliki cookies, jednak wyłączenie niektórych z nich może wpłynąć na Twoje doświadczenia podczas przeglądania strony.
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __cf_bm | 13 minutes | Cloudflare bot management — distinguishes humans from bots. |
| rc::* | Persistent | Google reCAPTCHA — localStorage holding anti-bot challenge state. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| wpEmojiSettingsSupports | Session | WordPress — sessionStorage flag caching whether the browser can render emoji (feature detection). |
| ytidb* | Persistent | YouTube — IndexedDB storing playback/search state for embedded videos. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| _ga_* | 400 days | Google Analytics 4 — persists session state per property. |
| _ga | 400 days | Google Analytics — distinguishes unique users via a client id. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| NID | 183 days | Google — stores preferences for personalized ads. |
| fr | 90 days | Meta — encrypted Facebook id and browser id for ads. |
| _gcl_au | 90 days | Google AdSense/Ads — experiments with advertising efficiency (conversion linker). |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __Secure-YNID | 180 days | |
| YSC | Session | |
| __Secure-ROLLOUT_TOKEN | 180 days | |
| VISITOR_INFO1_LIVE | 180 days | |
| VISITOR_PRIVACY_METADATA | 180 days | |
| datr | 400 days | |
| sb | 400 days | |
| wd | 7 days |