Modelowane listy odbiorców nie zawierają konkretnych osób, tylko prawdopodobieństwa. Wyjaśniam, jak powstają, gdzie ich szukać w panelu i jak czytać ich raporty.
Domyślny sposób przypisywania konwersji w Google Ads przez lata wyglądał tak samo: całą zasługę dostawało ostatnie kliknięcie przed zakupem. Wygodne, zrozumiałe i prowadzące do systematycznie złych decyzji.
Efekt jest zawsze taki sam. Kampania na frazę z nazwą marki, którą klient wpisuje na końcu, gdy już podjął decyzję, wygląda w raportach znakomicie. Kampania na frazy ogólne, która ściągnęła tego klienta tygodniu wcześniej, wygląda na nieopłacalną. Ktoś patrzy na tabelę, wyłącza drugą i po miesiącu dziwi się, że pierwsza przestała dowozić.
Model oparty na danych jest próbą rozwiązania tego problemu bez arbitralnych założeń. Zamiast z góry przyjętej reguły korzysta z historii konkretnego konta.
Żeby rozmawiać o modelu opartym na danych, trzeba znać punkt odniesienia. W Google Ads dostępne są modele przypisujące zasługę według ustalonych z góry reguł:
Wszystkie mają wspólną wadę: reguła jest wymyślona wcześniej i nie ma nic wspólnego z tym, jak zachowują się klienci danej firmy.
Model oparty na danych nie ma z góry ustalonego wzoru. Analizuje ścieżki użytkowników w danym koncie i porównuje dwie grupy: te, które zakończyły się konwersją, i te, które się nią nie zakończyły.
Jeśli obecność określonego kliknięcia w ścieżce systematycznie towarzyszy większemu prawdopodobieństwu konwersji, to kliknięcie dostaje większą wagę. Jeśli występuje równie często w ścieżkach konwertujących i niekonwertujących, jego udział jest mały. Do rachunku wchodzi też kolejność kontaktów, ich liczba, typ reklamy, urządzenie i odstępy czasowe.
Wynikiem są cząstkowe konwersje. Kampania w raporcie może mieć wartość 3,4 konwersji, bo brała udział w kilku ścieżkach i za każdą dostała część zasługi. Dla osób przywykłych do liczb całkowitych to zaskoczenie, ale ma logiczne uzasadnienie: rzeczywistość rzadko dzieli się na całości.
Warto pamiętać, że model widzi tylko kliknięcia w reklamy Google i to, co da się powiązać w obrębie systemu. Wizyta z wyników bezpłatnych, rozmowa telefoniczna, reklama w innym kanale czy polecenie od znajomego są dla niego niewidoczne. To model porządkujący obraz wewnątrz Google Ads, nie pełną atrybucję marketingową.
Model uczy się na ścieżkach, więc potrzebuje ich odpowiednio dużo. Google określa progi minimalnej liczby konwersji i interakcji w ostatnich tygodniach — jeśli konto ich nie spełnia, opcja nie jest dostępna, a jeśli spadnie poniżej po włączeniu, może zostać przełączona na model zastępczy.
Nie podaję konkretnych liczb, bo Google zmieniał te progi i podanie nieaktualnych bardziej zaszkodzi niż pomoże. Zasadę warto natomiast znać: to opcja dla kont z realnym wolumenem. Konto z kilkunastoma konwersjami w miesiącu nie ma z czego zbudować modelu i nawet gdyby mogło, wynik byłby zbiorem przypadków.
Drugi warunek jest ważniejszy i częściej lekceważony: wiarygodny pomiar. Konwersje liczone podwójnie, zdarzenia oznaczone jako konwersje bez powodu, brakujące wartości transakcji — wszystko to wchodzi do modelu jako prawda. Model oparty na danych nie naprawia złego pomiaru, tylko go rozdziela na kampanie.
Pierwsza rzecz: całkowita liczba konwersji na koncie się nie zmienia. Zmienia się ich przypisanie. Ta sama sprzedaż zostaje inaczej rozłożona między kampanie, grupy i słowa kluczowe.
Kierunek zmian jest zwykle przewidywalny. Kampanie z frazami markowymi i remarketing tracą część przypisanych konwersji, bo dotąd zbierały zasługę za pracę wykonaną wcześniej. Kampanie na frazy ogólne, szersze dopasowania i formaty budujące zasięg — zyskują.
Dla właściciela firmy to bywa nieprzyjemna rozmowa, bo kampania, którą wszyscy chwalili, wygląda po zmianie słabiej. Warto ją odbyć zawczasu i wyjaśnić, że nic się nie pogorszyło — tylko przestaliśmy patrzeć przez jedno zniekształcające szkło.
Praktycznie oznacza to też, że porównania między okresami przed i po zmianie modelu nie mają sensu. Trzeba wyznaczyć nowy punkt odniesienia i notować datę przełączenia, żeby po pół roku ktoś nie doszedł do fałszywych wniosków o skoku wyników.
To najważniejszy powód, dla którego w ogóle warto się tym zajmować.
Strategie automatyczne optymalizują pod te konwersje, które widzą, i według tego modelu, który jest ustawiony. Jeśli obowiązuje ostatnie kliknięcie, system uczy się, że wartość leży na końcu ścieżki, i będzie przesuwał budżet w stronę zapytań pojawiających się przy samej decyzji. Krótkoterminowo wygląda to dobrze. Długoterminowo wysusza górę lejka.
Zmiana modelu na oparty na danych zmienia sygnał, jaki dostaje algorytm stawek. Kampanie budujące zainteresowanie zaczynają być wyceniane wyżej, bo system widzi ich udział w ścieżkach.
Zmiana modelu wpływa jednak także na przebieg uczenia, więc traktuję ją jak każdą inną istotną modyfikację: robię ją poza sezonem, notuję datę, nie łączę z innymi zmianami i daję kampaniom czas na ustabilizowanie się, zanim ocenię efekt.
Nie w każdym koncie widzę powód, żeby się tym zajmować.
Przy krótkiej i prostej ścieżce zakupowej — jedno kliknięcie, jedna wizyta, zakup tego samego dnia — modele dają praktycznie te same liczby. Cała analiza jest wtedy ćwiczeniem akademickim.
Przy niskim wolumenie konwersji opcja albo nie jest dostępna, albo nie ma sensu statystycznego. Lepiej wtedy zainwestować czas w to, żeby konwersji było więcej i żeby były mierzone poprawnie.
Odpuszczam też w kontach, w których większość działań marketingowych dzieje się poza Google. Jeśli firma prowadzi kampanie w kilku systemach, telemarketing i sprzedaż przez przedstawicieli, przypisanie wewnątrz jednego narzędzia rozwiązuje niewielką część problemu. Tam sensowniejsze bywa zestawienie danych z kilku źródeł niż dobieranie modelu w jednym z nich.
Jeśli natomiast konto ma wolumen, czysty pomiar i kampanie na różnych etapach ścieżki, uważam tę zmianę za jedną z tych, które kosztują jedno kliknięcie, a porządkują sposób podejmowania decyzji na miesiące.
Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci nawigację oraz wykonywanie określonych funkcji. Szczegółowe informacje o wszystkich plikach cookies znajdziesz w każdej kategorii zgody poniżej.
Pliki cookies oznaczone jako "Niezbędne" są przechowywane w Twojej przeglądarce, ponieważ są one kluczowe dla zapewnienia podstawowych funkcji strony.
Używamy również plików cookies firm trzecich, które pomagają nam analizować, w jaki sposób korzystasz z tej strony, zapamiętują Twoje preferencje oraz dostarczają treści i reklamy odpowiednie dla Ciebie. Te pliki cookies będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją uprzednią zgodą.
Możesz zdecydować, czy chcesz włączyć lub wyłączyć niektóre bądź wszystkie te pliki cookies, jednak wyłączenie niektórych z nich może wpłynąć na Twoje doświadczenia podczas przeglądania strony.
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __cf_bm | 13 minutes | Cloudflare bot management — distinguishes humans from bots. |
| rc::* | Persistent | Google reCAPTCHA — localStorage holding anti-bot challenge state. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| wpEmojiSettingsSupports | Session | WordPress — sessionStorage flag caching whether the browser can render emoji (feature detection). |
| ytidb* | Persistent | YouTube — IndexedDB storing playback/search state for embedded videos. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| _ga_* | 400 days | Google Analytics 4 — persists session state per property. |
| _ga | 400 days | Google Analytics — distinguishes unique users via a client id. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| NID | 183 days | Google — stores preferences for personalized ads. |
| fr | 90 days | Meta — encrypted Facebook id and browser id for ads. |
| _gcl_au | 90 days | Google AdSense/Ads — experiments with advertising efficiency (conversion linker). |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __Secure-YNID | 180 days | |
| YSC | Session | |
| __Secure-ROLLOUT_TOKEN | 180 days | |
| VISITOR_INFO1_LIVE | 180 days | |
| VISITOR_PRIVACY_METADATA | 180 days | |
| datr | 400 days | |
| sb | 400 days | |
| wd | 7 days |