Czym różnią się linki dofollow od nofollow, sponsored oraz ugc?

Cztery warianty i jeden obowiązek

Baner wejsciowyParallax

Czym różnią się linki dofollow od nofollow, sponsored oraz ugc?

Cztery warianty i jeden obowiązek

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
30 grudnia 2021

Rok, w którym Google wypuściło osobną aktualizację poświęconą spamowi linkowemu, jest dobrym momentem, żeby uporządkować temat atrybutów odnośników. Zwłaszcza że dwa z czterech dostępnych wariantów są wciąż stosowane rzadko, mimo że istnieją od ponad dwóch lat.

Sprawa dotyczy przy tym obu stron. Z jednej: jakich atrybutów używać przy odnośnikach wychodzących z Twojego serwisu — a to jest kwestia zgodności z wytycznymi, nie preferencji. Z drugiej: jak interpretować atrybuty przy odnośnikach prowadzących do Ciebie, czyli co realnie daje link, o który się starasz.

Poniżej rozkładam wszystkie cztery warianty, opisuję sytuacje, w których każdy z nich jest właściwy, i wracam do tego, co lipcowa aktualizacja zmieniła w praktyce.

Odnośnik bez atrybutu — domyślny stan

Zacznę od tego, co bywa nazywane linkiem dofollow, choć taki atrybut w rzeczywistości nie istnieje. To po prostu odnośnik bez żadnego zastrzeżenia i taki jest stan domyślny każdego linku, który wstawisz.

Wyszukiwarka traktuje go jako naturalną rekomendację: uznajesz, że treść po drugiej stronie jest warta odwiedzenia, i bierzesz za to odpowiedzialność. To ostatnie sformułowanie jest istotne, bo linki wychodzące z Twojego serwisu są sygnałem także o Tobie.

Kiedy zostawiam odnośnik bez atrybutu: przy odnośnikach do źródeł, badań i dokumentacji, przy cytowaniu cudzych materiałów, przy linkowaniu do stron, z którymi nie mam żadnej relacji handlowej, oraz oczywiście przy wszystkich odnośnikach wewnątrz własnego serwisu.

Uwaga, którą warto zapamiętać: linkowanie do wiarygodnych źródeł nie odbiera Twojemu serwisowi wartości. Przekonanie, że linki wychodzące „wypuszczają moc” i należy ich unikać, to jedno z bardziej szkodliwych nieporozumień w polskim SEO — prowadzi do treści bez źródeł, co szkodzi wiarygodności.

Nofollow — od nakazu do wskazówki

Ten atrybut istnieje najdłużej i przez lata działał prosto: mówił wyszukiwarce, żeby nie brała odnośnika pod uwagę przy ustalaniu rankingu.

Zmiana, która nastąpiła dwa lata temu, jest ważniejsza, niż się powszechnie sądzi. Google zapowiedziało, że traktuje ten atrybut jako wskazówkę, a nie polecenie bezwarunkowe, i może z takiego odnośnika skorzystać, jeśli uzna to za uzasadnione.

Praktyczna konsekwencja jest podwójna. Dla właściciela serwisu: atrybut nie jest szczelną barierą i nie należy na nim budować rozwiązań technicznych, na przykład prób sterowania tym, gdzie trafia robot. Dla osoby pozyskującej odnośniki: link z tym atrybutem nie jest bezwartościowy, choć nie należy zakładać, że zadziała.

Kiedy używam nofollow: przy odnośnikach do stron, których nie mogę zweryfikować, przy linkowaniu przykładów negatywnych, przy odnośnikach do serwisów zewnętrznych w miejscach, w których nie mam nad treścią kontroli, oraz w przypadkach, które nie mieszczą się w dwóch pozostałych, bardziej precyzyjnych kategoriach.

Sponsored — odnośniki płatne i partnerskie

Ten wariant został wprowadzony specjalnie do oznaczania odnośników, które powstały w wyniku ustaleń handlowych.

Zakres jest szerszy, niż większość osób sądzi, i obejmuje wszystko, co powstało w zamian za korzyść:

  • Linki opłacone gotówką — najbardziej oczywisty przypadek.
  • Linki partnerskie i afiliacyjne, z których zarabiasz na prowizji.
  • Odnośniki w materiałach sponsorowanych i artykułach opłaconych przez reklamodawcę.
  • Linki powstałe w zamian za produkt, usługę albo nocleg — barter też jest korzyścią.
  • Odnośniki z wymiany zorganizowanej w celu poprawy pozycji.

Tu nie ma miejsca na wybór. Wytyczne Google są w tej sprawie jednoznaczne: odnośnik powstały w zamian za korzyść musi być oznaczony. Alternatywą jest naruszenie zasad, a lipcowa aktualizacja dotycząca spamu linkowego pokazała, że skuteczność rozpoznawania takich odnośników rośnie.

Warto to powiedzieć osobno reklamodawcom i wydawcom. Wydawca sprzedający odnośnik bez oznaczenia ryzykuje własną domeną. Reklamodawca kupujący takie odnośniki ryzykuje tym, że w najlepszym razie przestaną działać, a w gorszym stanie się przedmiotem ręcznej oceny.

Ugc — treści tworzone przez użytkowników

Czwarty wariant przeznaczony jest do odnośników w treściach, których nie tworzysz sam: komentarzach, opiniach, wpisach na forum, pytaniach pod produktem.

Sens jego istnienia jest praktyczny. Nie odpowiadasz za to, co wstawią użytkownicy, ale odnośniki z takich miejsc pojawiają się w Twoim serwisie i są sygnałem. Oznaczenie ich mówi wyszukiwarce, jaka jest ich natura.

Kiedy go stosuję: w systemie komentarzy, w opiniach o produktach, w treściach wysyłanych przez użytkowników, na forach i w profilach użytkowników.

Warto dodać, że atrybuty można łączyć — odnośnik w komentarzu, który jest wyraźnie reklamowy, może nieść oba oznaczenia. Nie jest to konieczne w większości przypadków, ale jest dopuszczalne.

Osobna, praktyczna uwaga: samo oznaczenie nie zwalnia z moderacji. Sekcja komentarzy pełna odnośników do serwisów hazardowych wygląda źle niezależnie od atrybutów i jest sygnałem o zaniedbanym serwisie. Atrybut opisuje charakter linku, a nie sprząta po spamie.

Jak to wdrożyć w praktyce

Kilka uwag z wdrożeń, bo teoria jest prostsza niż wykonanie.

W systemach zarządzania treścią oznaczanie odnośników w komentarzach zwykle działa domyślnie, ale warto to sprawdzić, a nie założyć. W przypadku odnośników afiliacyjnych bardzo często sprawdzenie kończy się odkryciem, że żaden nie jest oznaczony.

Odnośniki w materiałach sponsorowanych to najczęstsze miejsce zaniedbań, bo powstają ręcznie i w pośpiechu. Dobrym rozwiązaniem jest procedura: każdy materiał opłacony przechodzi przez sprawdzenie odnośników przed publikacją, a informacja o współpracy jest widoczna dla czytelnika.

Przy przeglądzie istniejącego serwisu robię prosty audyt: crawler wyciąga wszystkie odnośniki wychodzące wraz z atrybutami, a ja przechodzę listę domen i oceniam, czy oznaczenia odpowiadają rzeczywistości. W serwisie z długą historią to zwykle kilkadziesiąt pozycji do poprawy, głównie starych linków partnerskich.

Co to znaczy dla pozyskiwania odnośników

Zamknę tym, bo to pytanie wraca w każdej rozmowie o linkach.

Odnośnik zdobyty za pieniądze i poprawnie oznaczony nie działa na ranking i trzeba to sobie uczciwie powiedzieć. Może mieć sens jako reklama — jeśli przyprowadza ruch z grupy, na której Ci zależy, to jest to zwykły zakup mediowy i tak należy go rozliczać. Kupowanie takiego odnośnika z myślą o pozycjach jest natomiast kupowaniem czegoś, czego nie dostaniesz.

Odnośnik nieoznaczony, kupiony wbrew wytycznym, jest ryzykiem, którego skala rośnie. Po tym, co Google wdrożyło w tym roku, argument „wszyscy tak robią” jest po prostu słabszy niż był.

Co zostaje? Odnośniki, które ktoś umieszcza, bo materiał jest wart zalinkowania. Wiem, jak to brzmi, i wiem, że jest to trudniejsze niż zakup. Z mojego doświadczenia jest to jednak jedyna kategoria odnośników, którymi nie trzeba się przejmować przy każdej kolejnej aktualizacji algorytmu — a takich aktualizacji będzie więcej.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.