Czym jest wskaźnik jakości (Quality Score) i jak wpływa na koszt kliknięcia?

Dlaczego konkurent płaci mniej za lepszą pozycję

Baner wejsciowyParallax

Czym jest wskaźnik jakości (Quality Score) i jak wpływa na koszt kliknięcia?

Dlaczego konkurent płaci mniej za lepszą pozycję

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
29 stycznia 2021

Wskaźnik jakości to jeden z tych elementów Google Ads, o których wszyscy słyszeli i niewielu potrafi powiedzieć, co konkretnie z nich wynika. W panelu widnieje jako liczba od jednego do dziesięciu przy słowie kluczowym, więc naturalnym odruchem jest traktowanie go jak oceny w szkole — im wyżej, tym lepiej, i tyle.

Tymczasem to nie ocena, a wskazówka diagnostyczna. Sam wskaźnik nie bierze udziału w aukcji; bierze w niej udział coś pokrewnego, co Google wylicza w momencie każdego wyszukiwania. Wskaźnik jakości jest jedynie uśrednionym podglądem, który dostajesz do ręki, żebyś wiedział, gdzie szukać problemu.

To rozróżnienie ma praktyczne znaczenie, bo tłumaczy, dlaczego konkurent z niższą stawką potrafi stać nad Tobą i płacić za kliknięcie mniej. Rozłóżmy więc ten mechanizm na części.

Czym jest wskaźnik jakości, a czym nie jest

Wskaźnik jakości to ocena w skali od 1 do 10 przypisana słowu kluczowemu, wyliczana na podstawie historycznych danych o tym, jak Twoje reklamy i strona docelowa radziły sobie dla tego słowa.

Kluczowe słowo: historycznych. Wskaźnik opisuje przeszłość, nie bieżącą aukcję. W samej aukcji Google szacuje jakość na nowo, w czasie rzeczywistym, uwzględniając konkretne zapytanie, urządzenie, lokalizację i kontekst użytkownika. Dlatego to samo słowo kluczowe może w jednej aukcji wypaść dobrze, a w innej słabo — a wskaźnik w panelu pokazuje jedną liczbę dla obu.

Nie jest to więc licznik, który trzeba wyśrubować do dziesiątki. Jest to sygnał: „w tym słowie kluczowym coś nie pasuje do siebie”. Traktuję go dokładnie tak — jako miejsce, od którego zaczynam szukać, a nie jako cel sam w sobie.

Warto też wiedzieć, że nowe słowo kluczowe startuje bez historii i jego wskaźnik na początku niewiele mówi. Ocenianie świeżo dodanych fraz po dwóch dniach nie ma sensu.

Trzy składowe i co każda z nich naprawdę mierzy

Google pokazuje trzy elementy oceniane w skali „powyżej średniej”, „średnia”, „poniżej średniej”. To one są właściwą treścią diagnozy.

  • Oczekiwany współczynnik klikalności — prognoza, jak często użytkownicy klikną Twoją reklamę, gdy pokaże się na to słowo kluczowe. Porównanie jest względne: nie do jakiegoś absolutnego progu, a do innych reklamodawców startujących na tę samą frazę.
  • Trafność reklamy — na ile treść reklamy odpowiada temu, czego szuka użytkownik wpisujący dane zapytanie. Tu chodzi o zgodność komunikatu z intencją, nie o samo powtórzenie słowa kluczowego w nagłówku.
  • Jakość strony docelowej — czy strona, na którą trafia użytkownik, faktycznie dotyczy tego, czego szukał, jest czytelna, szybka i pozwala łatwo zrobić to, po co przyszedł.

Każda z tych składowych wskazuje na inny obszar pracy, więc pierwsze, co robię z niskim wskaźnikiem jakości, to sprawdzenie, która pozycja jest „poniżej średniej”. Bez tego optymalizacja jest strzelaniem na oślep — a widziałem konta, gdzie ktoś przepisywał reklamy tygodniami, podczas gdy problem siedział w stronie docelowej.

Jak to przekłada się na koszt kliknięcia

Tu dochodzimy do sedna, czyli do rankingu reklamy. Upraszczając mechanizm: pozycja reklamy zależy nie tylko od stawki, ale od stawki przemnożonej przez szacowaną jakość — plus wpływ oczekiwanego efektu rozszerzeń i kontekstu wyszukiwania.

Wniosek jest prosty i dla wielu osób nieintuicyjny: wyższa jakość pozwala uzyskać lepszą pozycję przy niższej stawce. Reklamodawca z wysoką jakością i stawką dwóch złotych może stać nad reklamodawcą, który licytuje trzy złote i ma jakość niską.

Druga konsekwencja dotyczy tego, ile faktycznie płacisz. W aukcji Google nie płacisz swojej maksymalnej stawki — płacisz tyle, ile jest potrzebne, żeby wyprzedzić następnego reklamodawcę, biorąc pod uwagę jego stawkę i jakość. Im wyższa Twoja jakość, tym mniej musisz zapłacić, żeby utrzymać daną pozycję. Przy niskiej jakości musisz nadpłacać, żeby nadrobić różnicę.

Jest jeszcze trzeci, najostrzejszy skutek. Jakość wpływa na to, czy reklama w ogóle przejdzie progi dopuszczenia do wyświetlenia i do poszczególnych formatów. Przy naprawdę niskiej jakości reklama może się nie pokazywać wcale, niezależnie od tego, jak wysoką ustawisz stawkę. To wyjaśnia sytuację, w której ktoś podnosi stawki i nie widzi żadnej reakcji w wyświetleniach.

Czego wskaźnik jakości nie mówi

Wskaźnik jakości nie mówi nic o tym, czy zarabiasz. Słowo kluczowe z dziesiątką może nie sprzedawać, a fraza z piątką może być najbardziej rentowną pozycją na koncie.

Nie mówi też, jak wypadniesz w konkretnej aukcji — bo, jak wspomniałem, jest uśrednieniem historii. Nie uwzględnia sezonowości ani zmian, które wprowadziłeś wczoraj; potrzebuje danych, żeby się przeliczyć.

I rzecz, o której warto pamiętać przy raportowaniu: średni wskaźnik jakości konta nie jest sensowną miarą. To średnia z liczb opisujących bardzo różne słowa kluczowe, często ważona przypadkowo. Poprawa tej średniej nie oznacza poprawy wyników, a jej spadek nie musi oznaczać problemu — wystarczy, że dodałeś partię nowych fraz bez historii.

Dlatego nie ustawiam sobie celu „podnieść wskaźnik jakości”. Ustawiam cel biznesowy, a wskaźnik traktuję jako jedno z narzędzi po drodze.

Jak poprawiać poszczególne składowe

Jeśli słabo wypada oczekiwany CTR, problem jest zwykle w tym, że reklama nie wygląda na odpowiedź na zapytanie. Pomaga zawężenie grupy reklam do wąskiego zestawu blisko spokrewnionych fraz i napisanie tekstu wprost pod ten zestaw. Pomagają też rozszerzenia — reklama zajmuje więcej miejsca i daje więcej powodów do kliknięcia.

Jeśli słabo wypada trafność reklamy, najczęstszą przyczyną jest zbyt szeroka grupa reklam, w której jedna reklama musi obsłużyć kilkanaście różnych intencji. Rozbicie grupy na mniejsze, tematyczne kawałki rozwiązuje to szybciej niż jakiekolwiek przepisywanie nagłówków. Warto przy tym pamiętać, że chodzi o zgodność sensu, nie o mechaniczne wciskanie frazy w tekst.

Jeśli słabo wypada jakość strony docelowej, sprawdzam trzy rzeczy w tej kolejności: czy treść strony faktycznie dotyczy tego, co obiecuje reklama, czy strona szybko się otwiera na telefonie i czy da się na niej łatwo wykonać docelową akcję. Wysyłanie całego ruchu na stronę główną jest tu klasycznym błędem — strona główna rzadko odpowiada na konkretne zapytanie.

Zmiany oceniaj po tygodniach, nie po dniach. Wskaźnik potrzebuje nowych danych, żeby uwzględnić poprawę.

Najczęstsze nieporozumienia

„Trzeba mieć dziesiątki.” Nie trzeba. Warto rozumieć, dlaczego coś ma trójkę, i zdecydować, czy to słowo kluczowe jest warte pracy. Część fraz o niskiej jakości po prostu nie pasuje do oferty i lepiej je usunąć niż ratować.

„Wskaźnik jakości to kara od Google.” Nie jest karą, jest mechanizmem, który chroni użytkownika przed nietrafionymi reklamami. Interes Google i interes użytkownika są tu zbieżne — a reklamodawca, który dobrze odpowiada na zapytanie, na tym korzysta.

„Podniosę stawkę i nadrobię jakość.” Do pewnego momentu tak, ale to najdroższa możliwa droga, a przy bardzo niskiej jakości może nie zadziałać wcale.

„Wystarczy wstawić słowo kluczowe w nagłówek.” To działa jako element, ale nie zastępuje faktycznej zgodności oferty z intencją. Reklama z frazą w nagłówku prowadząca na stronę o czymś innym nie oszuka systemu na dłużej.

Jeśli miałbym zostawić jedną zasadę: wskaźnik jakości nagradza spójność. Zapytanie, reklama i strona docelowa powinny mówić o tym samym. Wszystko inne to szczegóły wykonania.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.