Co zrobić, gdy GA4 gubi źródła konwersji i przypisuje je do kategrii "Direct"?

Diagnoza rozdmuchanego kanału bezpośredniego

Baner wejsciowyParallax

Co zrobić, gdy GA4 gubi źródła konwersji i przypisuje je do kategrii "Direct"?

Diagnoza rozdmuchanego kanału bezpośredniego

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
28 czerwca 2024

Jest jedna liczba, która potrafi zniszczyć sensowną rozmowę o budżecie: udział kanału bezpośredniego w konwersjach. Kiedy w raporcie widać, że dwie piąte sprzedaży przychodzi „bez źródła”, każda dyskusja o skuteczności kampanii wisi w powietrzu, bo nie wiadomo, ile z tego naprawdę należało do reklamy.

Zacznę od zdania, które powtarzam na każdym spotkaniu. Direct nie znaczy „klient wpisał adres z pamięci”. Znaczy: „nie wiem, skąd przyszedł”. To kategoria resztkowa i jej rozmiar mówi więcej o jakości wdrożenia niż o zachowaniu klientów.

Dobra wiadomość jest taka, że przyczyn jest skończona liczba i większość da się wyeliminować. Zła — że trzeba je sprawdzać po kolei, bo objaw jest zawsze ten sam. Poniżej kolejność, którą stosuję, od przyczyn najczęstszych do najbardziej upartych.

Co GA4 nazywa bezpośrednim, a co nieustawionym

Zanim cokolwiek naprawisz, warto rozdzielić dwie rzeczy, które w raportach wyglądają podobnie.

Kanał bezpośredni pojawia się, kiedy sesja zaczyna się bez żadnej informacji o pochodzeniu — bez odsyłacza, bez parametrów kampanii, bez identyfikatora kliknięcia z reklamy. GA4 nie ma z czego zbudować źródła, więc nazywa je bezpośrednim. Wartość „nieustawione” to inna sytuacja: dane w ogóle nie dotarły albo wymiar nie ma zastosowania do danego zdarzenia.

Druga rzecz do rozdzielenia to zakres wymiaru. Źródło sesji opisuje wizytę, w której doszło do konwersji. Źródło pierwszej wizyty opisuje to, jak użytkownik w ogóle Cię poznał. Zanim ogłosisz katastrofę, sprawdź drugie: bardzo często konwersja „bezpośrednia” należy do użytkownika, którego pierwsza wizyta jest ładnie przypisana do kampanii. Wtedy dane nie zginęły — patrzysz na nie w zbyt wąskim ujęciu.

I trzecia sprawa: raporty o ruchu opisują sesje, a raporty reklamowe pokazują konwersje rozdzielone modelem atrybucji. Od czasu, gdy Google zostawił w GA4 model oparty na danych i ostatnie kliknięcie, a wycofał pozostałe, te widoki różnią się jeszcze mocniej. Rozjazd między nimi nie jest błędem.

Parametry, które gubią się w drodze

Najczęstsza przyczyna i zwykle najłatwiejsza do naprawienia.

Informacja o kampanii jedzie w adresie strony docelowej — jako parametry kampanii albo jako identyfikator kliknięcia dodawany automatycznie przez Google Ads. Wystarczy, że po drodze coś ten adres skróci, i informacja przepada bez śladu.

Miejsca, w których to się dzieje najczęściej:

  • Przekierowania gubiące zapytanie — z wersji bez „www” na wersję z nim, ze starego adresu na nowy po przebudowie strony, z języka domyślnego na wersję krajową. Jeśli przekierowanie nie przenosi części adresu po znaku zapytania, tracisz wszystko.
  • Przekierowania po stronie skryptów — realizowane w kodzie strony albo znacznikiem odświeżającym. Bywają zaszyte w szablonie i nikt o nich nie pamięta.
  • Wyłączone automatyczne tagowanie w Google Ads albo powiązanie kont zrobione połowicznie. Wtedy ruch z reklam wpada jako organiczny lub bezpośredni, w zależności od sieci.
  • Skracacze i systemy pośredniczące w mailingach i kampaniach afiliacyjnych, które przepuszczają kliknięcie przez własny adres i nie przenoszą parametrów dalej.
  • Ręcznie oznaczane linki bez oznaczeń — banery na stronach partnerów, linki w podpisach mailowych, kody QR w materiałach drukowanych. Bez parametrów nie ma źródła, i tu Direct jest po prostu prawdą.

Sprawdza się to najprościej na świecie: bierzesz adres reklamy razem z parametrami, otwierasz go i patrzysz, co zostało w pasku przeglądarki po wszystkich przekierowaniach. Jeśli parametrów już nie ma, znalazłeś przyczynę w pięć minut.

Odsyłacze, które nie powinny zaczynać sesji

Druga wielka grupa przypadków, typowa dla sklepów.

Kiedy klient wychodzi do operatora płatności i wraca na stronę potwierdzenia, GA4 widzi wejście z zewnętrznej witryny. Jeśli minęło dość czasu albo mechanizm nie jest skonfigurowany, powstaje nowa sesja ze źródłem, którym jest bramka płatnicza — a wcześniejsza sesja z kampanii zostaje bez konwersji. Objawia się to charakterystycznie: w raportach widać ruch z domen operatorów płatności, który konwertuje podejrzanie dobrze.

Bliźniaczy przypadek to wiele domen w jednym procesie zakupowym: sklep na jednej domenie, koszyk na drugiej, system rezerwacji na trzeciej. Bez skonfigurowanego pomiaru między domenami każde przejście zaczyna nową sesję i zeruje źródło.

Naprawia się to dwoma ustawieniami w konfiguracji strumienia danych. Pierwsze to lista niepożądanych odsyłaczy — wpisuje się tam domeny, które nie mają prawa zaczynać sesji: operatorów płatności, systemy logowania, bramki bankowe. Drugie to lista domen objętych wspólnym pomiarem. Oba warto uzupełniać przy każdej zmianie w procesie zakupowym, bo dodanie nowej metody płatności potrafi po cichu zepsuć atrybucję. Żadne z nich nie łączy przy tym sesji wstecz — poprawiają dane dopiero od momentu wdrożenia.

Zgody, przeglądarki i to, na co nie masz wpływu

Ta grupa przyczyn nie zniknie po żadnej poprawce i trzeba ją nazwać uczciwie.

Od marca tego roku obowiązuje Consent Mode v2 i konta, które chcą korzystać z danych w kampaniach na terenie Unii, muszą przekazywać status zgody. To dobra zmiana, ale ma prostą konsekwencję: użytkownik, który nie zgodził się na pomiar, nie zostawia po sobie danych o źródle. Część konwersji jest w takiej sytuacji uzupełniana modelowaniem i pojawia się w raportach bez pełnego kontekstu.

Do tego dochodzą ograniczenia przeglądarek: mechanizmy ochrony prywatności skracają czas życia plików cookie zapisywanych przez skrypty, więc klient wracający po dłuższej przerwie jest widziany jako nowy i bez historii. Blokady reklam wycinają część żądań w całości. Trzeci koszyk to ruch, którego z definicji nie da się oznaczyć: linki wklejane w komunikatorach, otwierane w przeglądarkach wbudowanych w aplikacje, klikane w dokumentach, przepisywane z rozmowy telefonicznej.

Co z tym robię? Sprawdzam, czy mechanizm zgód jest wdrożony poprawnie — bo najczęstszym błędem nie jest sama zgoda, ale banner, który blokuje wszystko także po jej udzieleniu. Reszty nie próbuję naprawiać, tylko uwzględniam w sposobie raportowania.

Konwersje, które dzieją się poza wizytą

Osobna kategoria, o której warto pamiętać, zanim zaczniesz szukać błędu w tagach.

Jeśli konwersja jest rejestrowana wtedy, gdy klienta nie ma już na stronie — zamówienie potwierdzone telefonicznie, płatność zaksięgowana po dwóch dniach, dane dopisane z systemu obsługi klienta — to nie ma sesji, do której można by ją przypisać. Trafi do kategorii bez źródła, choć wdrożenie działa poprawnie.

Rozwiązanie polega na przekazaniu przy takim zdarzeniu identyfikatora, który łączy je z wcześniejszą wizytą — ale wymaga to zapisania tego identyfikatora wtedy, gdy klient był na stronie, czyli pracy po stronie sklepu, nie w panelu GA4.

Zanim to zlecisz, sprawdź, jaki udział w konwersjach mają takie przypadki. Przy pojedynczych procentach prostszą drogą jest wydzielenie ich w raporcie jako osobnej kategorii i pilnowanie, żeby nikt nie liczył ich razem z ruchem z kampanii.

Diagnostyka krok po kroku

Kolejność, w której to przechodzę, żeby nie kręcić się w kółko.

Najpierw ustalam skalę: jaki procent konwersji jest bez źródła i czy ten udział zmienił się w czasie. Nagły skok w konkretnym tygodniu jest cenniejszy niż wysoka wartość utrzymująca się od zawsze — daje datę, do której można przypiąć zmianę na stronie.

Potem porównuję źródło sesji ze źródłem pierwszej wizyty użytkownika dla tych samych konwersji. Jeśli drugie jest znane, problem dotyczy ciągłości sesji, a nie samego oznaczania linków.

Trzeci krok to raport z podziałem na strony wejścia dla sesji bez źródła. Jeśli w czołówce stoi strona potwierdzenia zamówienia albo strona powrotu z płatności, przyczyna jest w odsyłaczach i wiesz już, co konfigurować. Jeśli w czołówce jest strona główna, patrzę raczej na przekierowania i oznaczanie linków.

Czwarty to test ręczny — klikam własne reklamy i linki z mailingów, sprawdzam adresy po przekierowaniach, a w widoku debugowania patrzę, jaki odsyłacz i jakie parametry kampanii dotarły do pierwszego zdarzenia w sesji.

Na koniec przeglądam ustawienia: powiązanie z Google Ads, automatyczne tagowanie, listy odsyłaczy i domen, wersję wdrożenia tagu na wszystkich domenach. Ten krok robię ostatni, choć bywa najszybszy — bo bez wcześniejszych obserwacji nie wiem, czego szukam.

Czego nie naprawisz i jak wtedy raportować

Po wszystkich poprawkach zostanie resztka i to jest normalne. Nie znam konta bez kanału bezpośredniego.

Trzy rzeczy, które w tej sytuacji uważam za uczciwe. Pierwsza: podawać poziom odniesienia — jaki udział ruchu bez źródła był przed poprawkami i jaki jest po. Bez tego nikt nie odróżni poprawy od przypadku.

Druga: nie ratować wyników kampanii przez ręczne rozdzielanie konwersji bez źródła między kanały. Widziałem takie zestawienia i to jest zgadywanie z tabelką. Jeśli chcesz mieć drugą perspektywę, lepszym punktem odniesienia jest liczba zamówień z systemu klienta i zestawienie jej z wydatkami — mniej precyzyjne, ale przynajmniej nie udaje precyzji.

Trzecia: pilnować, żeby decyzje o budżecie opierały się na wskaźnikach, które przetrwają utratę części danych. Koszt pozyskania liczony na całości sprzedaży jest odporniejszy niż koszt konwersji z jednego raportu. Im mniej pewny jestem atrybucji, tym wyżej w hierarchii wskaźników patrzę — i tym rzadziej podejmuję decyzje na podstawie różnic o kilka procent.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.