Co to jest Smart Bidding w Google Ads i kiedy warto go włączyć?

Automatyczne stawki bez ściemy — co naprawdę potrafią

Baner wejsciowyParallax

Co to jest Smart Bidding w Google Ads i kiedy warto go włączyć?

Automatyczne stawki bez ściemy — co naprawdę potrafią

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
29 stycznia 2021

Za każdym razem, gdy przejmuję konto Google Ads po kimś innym, sprawdzam to samo: jaka strategia ustalania stawek jest ustawiona i czy ktokolwiek świadomie ją wybrał. W większości przypadków odpowiedź na drugie pytanie brzmi „nie”. Stawki albo zostały na ręcznym CPC z czasów zakładania kampanii, albo ktoś kliknął automat i nigdy nie wrócił, żeby sprawdzić, co się dzieje.

Tymczasem to jedna z tych decyzji, które przekładają się na wynik natychmiast i bardzo mocno. Smart Bidding jest dziś dojrzałym narzędziem, ale nie jest magiczny i nie działa w każdych warunkach. Mam wrażenie, że wokół niego narosło więcej mitów niż wokół jakiegokolwiek innego elementu Google Ads — z jednej strony obietnice, że algorytm zrobi wszystko za nas, z drugiej przekonanie części specjalistów, że automat tylko przepala budżet.

Poniżej tłumaczę, czym Smart Bidding faktycznie jest, jakich danych potrzebuje i w jakich sytuacjach jego włączenie ma sens. Bez obietnic, że kliknięcie jednej opcji naprawi kampanię.

Czym właściwie jest Smart Bidding?

Smart Bidding to zbiorcza nazwa strategii ustalania stawek, które korzystają z uczenia maszynowego Google i optymalizują pod konwersje albo wartość konwersji. Kluczowe słowo to konwersje — bez nich nie ma o czym mówić.

Najważniejsza różnica względem ręcznego CPC nie polega na tym, że „system sam ustala stawki”. Polega na tym, że robi to w momencie każdej pojedynczej aukcji. Kiedy ustawiam stawkę ręcznie, ustalam jedną liczbę dla słowa kluczowego i ewentualnie modyfikuję ją korektami — na urządzenie, lokalizację, porę dnia, listę odbiorców. Smart Bidding w tej samej sytuacji bierze pod uwagę dziesiątki sygnałów jednocześnie i dla konkretnego zapytania konkretnego użytkownika decyduje, ile jest warte to kliknięcie.

Część tych sygnałów jest dla mnie po prostu niedostępna z panelu. Nie ustawię ręcznie korekty na model urządzenia, wersję przeglądarki, dokładne zapytanie w ramach dopasowania czy listę odbiorców w połączeniu z porą dnia i lokalizacją naraz. Algorytm te kombinacje ma i to jest jego prawdziwa przewaga — nie „mądrość”, a rozdzielczość decyzji.

W praktyce oznacza to też, że tracę bezpośrednią kontrolę nad kwotą. Podaję cel, nie stawkę. Dla wielu osób to najtrudniejszy element tej zmiany.

Jakie strategie należą do Smart Biddingu?

W panelu znajdziesz kilka opcji i warto rozumieć, czym się od siebie różnią, bo nazwy bywają zwodnicze.

  • Docelowy CPA — mówisz systemowi, ile chcesz płacić za konwersję. Algorytm dąży do tej średniej, podbijając stawki tam, gdzie prawdopodobieństwo konwersji jest wysokie, i schodząc tam, gdzie jest niskie. Dobra opcja, gdy każda konwersja ma dla Ciebie podobną wartość — na przykład lead z formularza.
  • Docelowy ROAS — zamiast kosztu podajesz oczekiwany zwrot z wydatków na reklamę. Sensowne tylko wtedy, gdy przekazujesz do Google Ads wartość transakcji, a nie samo zdarzenie zakupu. Bez wartości nie ma czego optymalizować.
  • Maksymalizacja liczby konwersji — system wydaje cały budżet i próbuje wycisnąć z niego jak najwięcej konwersji, bez pilnowania kosztu jednostkowego. Używam tego głównie na start, gdy zbieram dane.
  • Maksymalizacja wartości konwersji — analogicznie, ale celem jest suma wartości, nie liczba zdarzeń. W e-commerce zwykle właściwszy wybór.
  • Ulepszony CPC (eCPC) — półautomat. Ty ustawiasz stawkę bazową, system może ją podnieść lub obniżyć. Traktuję to jako etap przejściowy, nie cel docelowy.

Osobno wymienię strategie, które nie są Smart Biddingiem, choć też są automatyczne: maksymalizacja liczby kliknięć i docelowy udział w wyświetleniach. Optymalizują ruch i widoczność, nie wynik biznesowy. Mieszanie tych pojęć prowadzi do rozczarowań — kampania z maksymalizacją kliknięć zrobi Ci ruch, ale nikt jej nie kazał dbać o konwersje.

Bez danych konwersji nie ma Smart Biddingu

To najczęstsza przyczyna, dla której automat nie działa, a wina spada na algorytm.

Smart Bidding uczy się na historii konwersji z konta. Jeśli konwersje są źle skonfigurowane, liczone podwójnie, obejmują przypadkowe zdarzenia typu kliknięcie w numer telefonu na każdej podstronie albo po prostu jest ich kilka w miesiącu — algorytm nie ma z czego wyciągać wniosków. Zrobi wtedy dokładnie to, co robi każdy model na zbyt małej próbce: będzie zgadywał.

Zanim cokolwiek przełączę, sprawdzam trzy rzeczy. Po pierwsze, czy tag konwersji jest wdrożony poprawnie i czy nie dubluje zdarzeń. Po drugie, czy jako konwersje główne oznaczone są wyłącznie działania, na których naprawdę mi zależy — a nie wszystko, co dało się zmierzyć. Po trzecie, jakie jest opóźnienie konwersji: jeśli klient decyduje się przez dwa tygodnie, to system uczy się z dwutygodniowym poślizgiem i musisz to uwzględnić w ocenie zmian.

Nie podam Ci progu „od tylu konwersji miesięcznie zadziała”, bo zależy to od branży, ceny i stabilności ruchu. Powiem inaczej: im rzadsze i bardziej nieregularne konwersje, tym ostrożniej. Przy naprawdę niskich wolumenach docelowy CPA potrafi zachowywać się nerwowo — raz przestrzelić stawki, raz niemal wyłączyć kampanię.

Kiedy warto włączyć, a kiedy odpuścić

Włączam Smart Bidding, gdy konto ma czyste i regularne dane konwersji, kampania ma stabilny budżet, a ja jestem w stanie ocenić wynik po wartości, nie po pozycji reklamy. Świetnie sprawdza się w kampaniach produktowych i tam, gdzie zapytań jest dużo i są zróżnicowane — czyli dokładnie tam, gdzie ręczne zarządzanie i tak jest fikcją.

Odpuszczam albo odkładam decyzję, gdy dopiero startuję i nie mam żadnej historii, gdy konwersje są pojedyncze, gdy budżet jest tak mały, że każda zmiana to szum statystyczny, albo gdy prowadzę kampanię wizerunkową, w której zależy mi na kontroli widoczności, a nie na koszcie akcji.

Jest też sytuacja, o której rzadziej się mówi: silna sezonowość lub nagła zmiana warunków. Algorytm uczy się z przeszłości, więc gdy z dnia na dzień zmienia się popyt — a ostatni rok dostarczył nam takich przykładów w nadmiarze — jego założenia przestają pasować do rzeczywistości. W takich momentach warto skorzystać z korekt sezonowych i po prostu pilnować kampanii częściej niż zwykle.

Jak przechodzić na automat, żeby nie stracić wyników

Nie przełączam wszystkiego naraz i nie robię tego w środku najlepszego miesiąca w roku.

Zaczynam od jednej kampanii, najlepiej takiej, która ma najwięcej konwersji — bo tam algorytm najszybciej się nauczy. Jeśli wcześniej działałem na ręcznym CPC, ustawiam docelowy CPA lub ROAS blisko wartości, którą kampania faktycznie osiągała w ostatnich tygodniach. Ustawienie ambitnego celu od pierwszego dnia to najprostszy sposób, żeby zadusić ruch: system uzna, że przy takich wymaganiach prawie żadna aukcja nie jest warta udziału.

Potem daję kampanii spokój. Okres uczenia trwa zwykle od jednego do dwóch tygodni i w tym czasie wyniki bywają rozchwiane. Wchodzenie z korektami po trzech dniach oznacza restart nauki i zaczynanie od zera — to błąd, który widziałem częściej niż jakikolwiek inny.

Cel zmieniam później, stopniowo i pojedynczo. Kilka procent na raz, z tygodniową przerwą na obserwację. To wolniejsze niż większość osób by chciała, ale tylko tak da się odróżnić efekt zmiany od zwykłych wahań.

Najczęstsze błędy, które widzę na kontach

Najgroźniejszy jest ten, który wygląda niewinnie: optymalizacja pod złą konwersję. Konto z docelowym CPA liczonym od zapisu do newslettera będzie pięknie raportować tanie konwersje i nie sprzeda nic. Algorytm dowozi dokładnie to, o co go poprosisz.

Drugi to zbyt niski budżet dzienny przy strategii nastawionej na maksymalizację. System będzie codziennie kończył środki przed czasem, a wnioski wyciągnie z niepełnego obrazu dnia.

Trzeci to zapomniane korekty stawek z czasów ręcznego zarządzania — przy Smart Biddingu większość z nich nie ma zastosowania, a te działające potrafią zaburzyć obraz. Przy przejściu warto zrobić porządek.

I ostatni, najbardziej ludzki: ocenianie automatu po jednym tygodniu. Smart Bidding to nie przełącznik, tylko zmiana sposobu prowadzenia kampanii. Jeśli nie jesteś gotowy dać mu dwóch–trzech tygodni i patrzeć na koszt konwersji zamiast na średnią pozycję, lepiej zostań przy ręcznych stawkach i rób to świadomie.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.