Modelowane listy odbiorców nie zawierają konkretnych osób, tylko prawdopodobieństwa. Wyjaśniam, jak powstają, gdzie ich szukać w panelu i jak czytać ich raporty.
Skrót GEO od kilku miesięcy pojawia się w pojedynczych angielskojęzycznych tekstach o wyszukiwaniu, zwykle w towarzystwie zapowiedzi, że SEO umarło i trzeba się przebranżowić. W polskich rozmowach o pozycjonowaniu jeszcze go praktycznie nie słyszę — mówimy o AI Overviews i o pisaniu pod odpowiedzi, nie o GEO. Skoro jednak termin krąży i wcześniej czy później trafi do ofert, warto od razu wiedzieć, skąd się wziął i co dokładnie opisuje.
Nie jest to nazwa produktu Google ani żadnej innej firmy. To pojęcie z pracy naukowej opublikowanej w listopadzie 2023 roku, w której autorzy zaproponowali nazwę na coś, co nie miało nazwy: optymalizowanie treści pod widoczność w odpowiedziach generowanych przez modele językowe, a nie pod pozycję na liście linków.
Uważam, że pojęcie jest sensowne, a większość tego, co zaraz zacznie się pod nim sprzedawać — już nie. W tym tekście rozdzielam jedno od drugiego: co GEO znaczy, czym różni się od klasycznego SEO, co o tym wiadomo z badań, a co jest na razie hipotezą.
Termin Generative Engine Optimization wprowadziła praca badaczy z kilku ośrodków akademickich, dostępna od listopada 2023 roku jako preprint w repozytorium arXiv. Nie powstał w agencji ani w dziale marketingu Google — i to warto wiedzieć, bo zmienia sposób czytania.
Autorzy zauważyli prostą rzecz. Wszystkie narzędzia oceny widoczności w internecie były zbudowane na założeniu, że wynik wyszukiwania to lista dziesięciu linków, a widoczność da się opisać pozycją. Kiedy odpowiedź jest jednym akapitem złożonym z kilku źródeł, pozycja przestaje cokolwiek znaczyć. Trzeba innej miary: czy moja treść w ogóle znalazła się w odpowiedzi i jak dużą jej część stanowi.
To jest realny wkład tej pracy: nazwanie problemu i propozycja metryk. Nie jest nim gotowa lista czynników rankingowych, bo takiej nie ma i praca tego nie obiecuje.
Poza uczelnią skrót dopiero zaczyna żyć własnym życiem — na razie w pojedynczych artykułach i dyskusjach, nie w cennikach. Spodziewam się jednak, że „audyt GEO” i „strategia GEO” pojawią się w ofertach szybciej, niż powstanie wiedza, która by je uzasadniała, i że zakres takich usług będzie się w dużej części pokrywał z tym, co w SEO robimy od lat. Nie zakładam z góry, że to będzie oszustwo — zakładam tylko, że nowa nazwa nie oznacza automatycznie nowej wiedzy.
Żeby zrozumieć różnicę, potrzebny jest obraz tego, co dzieje się po zadaniu pytania.
Klasyczna wyszukiwarka wykonuje jedną operację: dopasowuje dokumenty do zapytania i porządkuje je według oceny. Wynikiem jest posortowana lista, a moja rola sprowadza się do bycia wyżej.
Silnik generatywny wykonuje dwie operacje. Najpierw pobiera pewną liczbę dokumentów, które wydają się związane z pytaniem — i tu nadal działa mechanizm bardzo podobny do wyszukiwania. Potem syntetyzuje: czyta pobrane treści i buduje z nich odpowiedź, zwykle podając, skąd wziął poszczególne informacje.
Z tego układu wynikają dwa różne warunki sukcesu, które łatwo pomylić. Warunek pierwszy: muszę zostać pobrany, czyli być indeksowalny, wiarygodny i związany z tematem. To jest, w dużym uproszczeniu, klasyczne SEO. Warunek drugi: mój tekst musi nadawać się do przepisania w jedno zdanie odpowiedzi. To jest ta nowa część — i tylko ona zasługuje na osobną nazwę.
Zauważ, co z tego wynika: bez pierwszego warunku drugi jest bez znaczenia. Nie da się zoptymalizować pod odpowiedź strony, która nie trafia do zbioru pobranych źródeł.
Uporządkuję je od najbardziej do najmniej istotnej.
Zwracam uwagę, czego na tej liście nie ma. Nie ma nowych czynników technicznych, nowych rodzajów linków ani nowych znaczników. Google mówi wprost, że do pojawiania się w jego funkcjach opartych na modelach nie trzeba spełniać dodatkowych wymagań ani stosować specjalnej optymalizacji.
To najważniejsza sekcja tego tekstu, bo tu najłatwiej wyrzucić budżet w powietrze.
Nie zmienia znaczenia indeksowalności. Strona zablokowana, wolna albo renderowana wyłącznie skryptami nie zostanie źródłem odpowiedzi, bo nie zostanie pobrana. Nie zmienia znaczenia zgodności treści z intencją pytania — tekst o czymś innym nie zostanie użyty niezależnie od formatowania. Nie zmienia też znaczenia tego, czy komukolwiek na Twojej stronie zależy: cytowane są w praktyce te źródła, które w danym temacie już wcześniej były widoczne.
I nie zmienia jednej rzeczy najbardziej podstawowej: ruch z wyszukiwarki nadal jest głównym ruchem. W polskich wynikach nie ma generowanych podsumowań, asystenci mają swoich użytkowników, ale są ich ułamki. Przestawianie całej strategii treści pod kanał, którego udział jest dziś marginalny, jest decyzją, którą trudno obronić liczbami.
Dlatego moja odpowiedź na pytanie „czy SEO umarło” jest krótka: nie i pytanie jest źle postawione. Zmienia się to, jak wygląda strona wyników, i to jest zmiana poważna. Ale kolejność prac się nie zmienia — najpierw fundamenty, potem eksperymenty.
Ponieważ pojęcie wyszło z pracy naukowej, warto powiedzieć, co ta praca faktycznie zbadała.
Autorzy testowali, jak przeredagowanie treści wpływa na to, czy i jak często silnik generatywny się na nią powołuje. Najlepiej wypadały zabiegi, które da się streścić jako uwiarygadnianie i doprecyzowywanie: dodanie cytatów z wypowiedzi ekspertów, dodanie konkretnych danych liczbowych zamiast ogólników, uporządkowanie języka. Zabiegi typu upychanie słów kluczowych nie pomagały.
Trzy zastrzeżenia, bez których ten wynik jest łatwy do nadinterpretacji. Pierwsze: badanie robiono na ograniczonym zbiorze pytań i na konkretnych systemach z tamtego okresu, a systemy zmieniają się co kwartał. Drugie: mierzono widoczność w odpowiedzi, nie sprzedaż ani ruch. Trzecie: to jedna praca, nie zbiór potwierdzonych badań — a w naszej branży pojedynczy wynik potrafi w pół roku stać się „udowodnioną zasadą”.
Czego nie wiemy? Nie wiemy, jak poszczególne systemy ważą świeżość, autorytet domeny i dopasowanie fragmentu. Nie wiemy, jak stabilne są te mechanizmy w czasie. Nie mamy żadnego panelu, w którym zobaczylibyśmy własne cytowania. Każdy, kto twierdzi, że to wie, mówi o swoich obserwacjach, nie o danych.
Dziś nikt jeszcze nie przyniósł mi takiej oferty na biurko, więc odpowiem warunkowo: jeśli ktoś zaproponuje Ci usługę pod tą nazwą, sprawdź ją tak, jak sprawdzam każdą nową pozycję w cenniku agencji.
Pytaj o trzy rzeczy. Co konkretnie zostanie zrobione — jeśli w odpowiedzi słyszysz „porządkowanie treści, dane strukturalne, poprawa autorytetu”, to jest to SEO i tak powinno się nazywać w umowie. Jak będzie raportowana skuteczność — jeśli ktoś obiecuje raport z liczbą cytowań, dopytaj, skąd te dane pochodzą. I co się stanie, jeśli mechanizmy się zmienią — bo zmienią się na pewno.
Jeśli oferta przejdzie te trzy pytania, prawdopodobnie ma sens, tylko pod inną nazwą. Jeśli nie przejdzie, płacisz za skrót.
Konkretnie, bez owijania: nie zmieniłem strategii, zmieniłem trzy nawyki.
Pierwszy — przy nowych tekstach pilnuję, żeby najważniejsza odpowiedź stała blisko początku odpowiedniej sekcji i była samodzielnym, zrozumiałym zdaniem. To i tak jest dobra praktyka redakcyjna, więc nic nie ryzykuję.
Drugi — przy aktualizacjach starych tekstów poprawiam nazwy i daty. Tekst z nazwą produktu, która nie istnieje od dwóch lat, jest złym źródłem dla każdego czytelnika, ludzkiego i maszynowego.
Trzeci — raz na kwartał ręcznie sprawdzam kilkanaście pytań z mojej branży w narzędziach, które podają źródła, i notuję, kto jest cytowany. To nie jest pomiar, to obserwacja. Ale lepsza niż wiara w to, że nic się nie zmienia, i tańsza niż wiara w to, że zmienia się wszystko.
Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci nawigację oraz wykonywanie określonych funkcji. Szczegółowe informacje o wszystkich plikach cookies znajdziesz w każdej kategorii zgody poniżej.
Pliki cookies oznaczone jako "Niezbędne" są przechowywane w Twojej przeglądarce, ponieważ są one kluczowe dla zapewnienia podstawowych funkcji strony.
Używamy również plików cookies firm trzecich, które pomagają nam analizować, w jaki sposób korzystasz z tej strony, zapamiętują Twoje preferencje oraz dostarczają treści i reklamy odpowiednie dla Ciebie. Te pliki cookies będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją uprzednią zgodą.
Możesz zdecydować, czy chcesz włączyć lub wyłączyć niektóre bądź wszystkie te pliki cookies, jednak wyłączenie niektórych z nich może wpłynąć na Twoje doświadczenia podczas przeglądania strony.
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __cf_bm | 13 minutes | Cloudflare bot management — distinguishes humans from bots. |
| rc::* | Persistent | Google reCAPTCHA — localStorage holding anti-bot challenge state. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| wpEmojiSettingsSupports | Session | WordPress — sessionStorage flag caching whether the browser can render emoji (feature detection). |
| ytidb* | Persistent | YouTube — IndexedDB storing playback/search state for embedded videos. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| _ga_* | 400 days | Google Analytics 4 — persists session state per property. |
| _ga | 400 days | Google Analytics — distinguishes unique users via a client id. |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| NID | 183 days | Google — stores preferences for personalized ads. |
| fr | 90 days | Meta — encrypted Facebook id and browser id for ads. |
| _gcl_au | 90 days | Google AdSense/Ads — experiments with advertising efficiency (conversion linker). |
| Cookie | Czas przechowywania | Opis |
|---|---|---|
| __Secure-YNID | 180 days | |
| YSC | Session | |
| __Secure-ROLLOUT_TOKEN | 180 days | |
| VISITOR_INFO1_LIVE | 180 days | |
| VISITOR_PRIVACY_METADATA | 180 days | |
| datr | 400 days | |
| sb | 400 days | |
| wd | 7 days |