Analiza aktualizacji Google August 2024 Core Update: Faza stabilizacji i uwzględnienie małych i niezależnych twórców.

Komunikat, który brzmi jak przyznanie błędu

Baner wejsciowyParallax

Analiza aktualizacji Google August 2024 Core Update: Faza stabilizacji i uwzględnienie małych i niezależnych twórców.

Komunikat, który brzmi jak przyznanie błędu

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
30 sierpnia 2024

Aktualizacje rdzenia algorytmu zwykle opisuję po fakcie, kiedy dane się uspokoją. Tym razem piszę w trakcie, bo to wdrożenie różni się od poprzednich pod jednym względem: w komunikacie Google znalazło się zdanie, którego wcześniej tam nie było — o wysłuchaniu opinii twórców z ostatnich miesięcy.

Aktualizacja została ogłoszona 15 sierpnia. Obok standardowej formułki o pokazywaniu treści, które ludzie uznają za naprawdę przydatne, pojawiła się zapowiedź, że wyszukiwarka ma częściej pokazywać także małe i niezależne witryny tworzące oryginalne materiały. Dwa tygodnie później wahania w wynikach są wyraźnie mniejsze niż w pierwszych dniach, ale Google nie ogłosiło jeszcze końca wdrożenia.

Poniżej to, co da się dziś powiedzieć odpowiedzialnie: co dokładnie zostało ogłoszone, skąd wzięła się ta zmiana tonu, jak czytać dane w fazie stabilizacji i czego lepiej nie robić, dopóki aktualizacja się nie zakończy.

Co dokładnie ogłoszono 15 sierpnia

Komunikat jest krótki i warto go czytać dosłownie, bo w tej komunikacji każde zdanie jest ważone.

Google napisało, że aktualizacja kontynuuje pracę nad jakością wyników: ma pokazywać więcej treści, które ludzie uznają za rzeczywiście użyteczne, i mniej takich, które powstały głównie po to, żeby dobrze wypaść w wyszukiwarce. To zdanie powtarza się przy każdej aktualizacji rdzenia od dwóch lat i samo w sobie nie mówi nic nowego.

Nowe jest to, co dodano dalej: że wyszukiwarka chce łączyć ludzi z szerokim spektrum wartościowych witryn, w tym z małymi i niezależnymi, jeśli tworzą przydatne, oryginalne treści. I że aktualizacja uwzględnia opinie, które Google zebrało od twórców w ostatnich miesiącach.

To drugie zdanie jest nietypowe. Zwykle komunikat brzmi jednostronnie: algorytm został ulepszony, jeśli straciłeś ruch — popraw treści. Tutaj po raz pierwszy pojawia się przyznanie, że poprzednie zmiany trafiły nie tam, gdzie miały trafić.

Trzeba jednak od razu zaznaczyć: to nadal zwykła aktualizacja rdzenia, nie osobny system oceniający, czy witryna jest mała. Nie ma sygnału „niezależny wydawca”. Google mówi o efekcie, jaki chce osiągnąć, nie o mechanizmie, którym to robi.

Skąd wzięła się mowa o małych wydawcach

Żeby zrozumieć ten komunikat, trzeba cofnąć się o rok.

Od jesieni poprzedniego roku wśród właścicieli mniejszych serwisów narastało poczucie, że kolejne aktualizacje jakości uderzają dokładnie w nich. Blogi tematyczne, fora, serwisy hobbystyczne, jednoosobowe redakcje branżowe — wiele z nich straciło znaczną część ruchu z wyszukiwarki, podczas gdy w wynikach zostały duże serwisy publikujące treści na te same tematy, często słabsze merytorycznie. Marcowa aktualizacja rdzenia, w którą wchłonięty został wcześniejszy system oceny przydatności treści, tego wrażenia nie zmieniła.

Do tego doszły nowe zasady dotyczące spamu ogłoszone w marcu, w tym te dotyczące wykorzystywania reputacji witryny do publikowania obcych treści oraz masowej produkcji tekstów bez wartości. Te zasady były skierowane w praktyki dużych wydawców, ale ich egzekwowanie było powolne, a dyskusja publiczna zdążyła się zaostrzyć.

Sierpniowa aktualizacja jest odpowiedzią na tę krytykę. Warto jednak trzymać oczekiwania w ryzach: Google zapowiada zmianę kierunku, nie cofnięcie poprzednich decyzji. Jeśli witryna straciła ruch rok temu, to nie jest przywrócenie stanu sprzed straty, a nowa ocena jakości, w której da się wypaść lepiej niż wcześniej — ale nie automatycznie.

Na jakim etapie jest wdrożenie

Aktualizacje rdzenia rozkładają się na tygodnie i to jest najważniejszy fakt operacyjny.

Pierwsze dni po starcie to najgorszy moment na jakiekolwiek wnioski. Wyniki potrafią się przestawiać z dnia na dzień, część zmian jest cofana w trakcie, a narzędzia monitorujące widoczność pokazują amplitudę, która nie przekłada się na trwałe pozycje. Dwa tygodnie później obraz jest spokojniejszy — to jest ta faza, w której teraz jesteśmy — ale spokojniejszy nie znaczy ostateczny.

Dopóki Google nie potwierdzi zakończenia wdrożenia, przyjmuję prostą zasadę: obserwuję i notuję, ale nie zmieniam witryny w reakcji na te dane. Wdrożenie, które trwa, może jeszcze przesunąć pozycje w obie strony, a każda zmiana wprowadzona teraz zaciera przyczynę tego, co widzę w danych.

Datę zakończenia sprawdzam w panelu statusu wyszukiwarki i w komunikacie Google Search Central — to jedyne wiarygodne źródła. Doniesienia o „zakończeniu aktualizacji” pojawiające się w mediach branżowych na podstawie spadku zmienności w narzędziach zewnętrznych bywają przedwczesne.

Jak czytać własne dane w tej fazie

Wchodząc do Search Console po aktualizacji, patrzę na trzy rzeczy w konkretnej kolejności.

  • Data początku zmiany — czy wykres łamie się dokładnie w okolicy 15 sierpnia, czy tydzień wcześniej albo później. Jeśli spadek zaczął się przed startem aktualizacji, to nie ona jest przyczyną.
  • Wyświetlenia osobno od kliknięć — spadek kliknięć przy stabilnych wyświetleniach i pozycjach oznacza zmianę w wyglądzie wyników albo w zachowaniu użytkowników, nie zmianę oceny witryny.
  • Rozkład strat po podstronach i zapytaniach — czy dotyczy całego serwisu, jednej sekcji, czy konkretnego typu zapytań. Aktualizacja rdzenia rzadko rusza wszystkim równo.

Osobno pilnuję sezonowości. Koniec sierpnia to w wielu branżach naturalny moment zmiany zainteresowania, a pokrywa się on z terminem aktualizacji. Porównanie rok do roku dla tych samych tygodni jest tu bardziej uczciwe niż porównanie z lipcem.

Na większości witryn, które monitoruję, obraz jest niejednorodny: część adresów zyskuje, część traci, a suma wychodzi bliżej zera niż komukolwiek się wydaje na pierwszy rzut oka. To typowe dla aktualizacji rdzenia i dobrze ilustruje, dlaczego jedna liczba widoczności z narzędzia zewnętrznego jest złym punktem odniesienia.

Czego ta aktualizacja nie zmienia

Kilka rzeczy zostaje takich, jakie były, i warto to powiedzieć wprost, bo po każdej aktualizacji wracają te same nadzieje.

Nie ma listy czynników rankingowych do odhaczenia. Aktualizacja rdzenia to zmiana sposobu oceniania jakości i przydatności całości, nie nowy pojedynczy sygnał, który da się „naprawić” jednym wdrożeniem technicznym.

Nie ma też szybkiej ścieżki powrotu. Google od dawna mówi to samo: odbudowa po utracie widoczności w aktualizacji rdzenia zajmuje miesiące i zwykle następuje przy kolejnych aktualizacjach, nie w środku trwającej. Obietnice odzyskania pozycji „w dwa tygodnie” traktuję jako sygnał ostrzegawczy w ofercie.

I rzecz, którą powtarzam klientom przy każdej takiej okazji: bycie małą, niezależną witryną nie jest samo w sobie przewagą. Zapowiedź Google dotyczy oryginalnych i przydatnych treści z takich serwisów. Mały serwis publikujący to samo, co dwadzieścia innych, nie zyska nic — bo problemem nigdy nie była wielkość, a brak wartości, której nie ma nikt inny.

Co robię teraz na kontach klientów

W praktyce ten okres wykorzystuję na pracę, która i tak jest potrzebna i której nie trzeba cofać, jeśli dane za dwa tygodnie pokażą coś innego.

Przeglądam treści pod kątem tego, co wnoszą ponad konkurencję: własne doświadczenie, dane, których nie ma w innych źródłach, konkretne przykłady, autorstwo, które da się zweryfikować. Szukam też stron, które istnieją tylko po to, żeby zająć miejsce na frazę — te są najczęściej pierwszymi ofiarami aktualizacji jakości i ich usunięcie albo scalenie z lepszym materiałem to najbezpieczniejsza inwestycja.

Porządkuję sekcje, które rozrosły się bez planu: stare wpisy powtarzające te same tematy, kategorie z jedną stroną treści, archiwa bez wartości. To praca, którą i tak trzeba wykonać, a przy okazji zmniejsza liczbę adresów rywalizujących o to samo zapytanie w obrębie jednej witryny.

I dokumentuję. Zapisuję datę startu aktualizacji, stan wyświetleń i kliknięć dla najważniejszych sekcji w tygodniach poprzedzających, listę zmian wprowadzonych na stronie z datami. Za pół roku, przy kolejnej aktualizacji, to będzie jedyny sposób, żeby odpowiedzieć na pytanie, czy nasze działania cokolwiek dały. Bez tego zostaje wrażenie, a wrażenie po sześciu miesiącach jest bezużyteczne.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.