Przewodnik po wrześniowej aktualizacji Google Helpful Content Update (September 2023 HCU).

Rollout właśnie się zakończył

Baner wejsciowyParallax

Przewodnik po wrześniowej aktualizacji Google Helpful Content Update (September 2023 HCU).

Rollout właśnie się zakończył

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
28 września 2023

Google potwierdziło dziś zakończenie wdrażania wrześniowej aktualizacji systemu przydatnych treści. Rollout zaczął się 14 września i zajął czternaście dni — to długo, więc jeśli Twoja widoczność zmieniła się w tym okresie skokowo albo stopniowo, prawdopodobnie masz tu odpowiedź.

To trzecia odsłona tego systemu. Pierwsza pojawiła się w sierpniu 2022 roku, druga w grudniu tego samego roku wraz z rozszerzeniem na kolejne języki. Ta jest inna pod jednym istotnym względem: Google zapowiedziało nie tylko ulepszony klasyfikator, ale też zmiany w samej dokumentacji opisującej, co uznaje za treść przydatną.

Chcę więc przejść przez to, co realnie się zmieniło, kogo dotknęło najmocniej i — co najważniejsze — jak odróżnić spadek po tej aktualizacji od spadku z innej przyczyny. Bo w ostatnich tygodniach zdarzyło się na rynku kilka rzeczy naraz.

Co się zmieniło

Trzy rzeczy warte zapamiętania.

Ulepszony klasyfikator. Google nie ujawnia, na czym polega ulepszenie, i nie ma sensu spekulować. Praktyczna konsekwencja jest taka, że ocena treści została przeliczona od nowa, więc serwisy dotknięte poprzednimi odsłonami mogły zarówno odzyskać widoczność, jak i stracić więcej.

Zmiany w dokumentacji. Google zaktualizowało wytyczne opisujące ten system. Warto je przeczytać w oryginale, bo to jedyne wiarygodne źródło — a nie streszczenia krążące po branżowych serwisach, które zwykle są interpretacją, nie cytatem.

Nacisk na to, kto i po co pisze. Kierunek jest spójny z całą tą rodziną aktualizacji od 2022 roku: nagradzana jest treść tworzona dla ludzi przez kogoś, kto zna temat, a obniżana treść tworzona głównie po to, żeby zajmować miejsce w wynikach.

Trzeba przy tym powiedzieć rzecz, którą łatwo przeoczyć: to jest system działający w tle, nie jednorazowe wydarzenie. Aktualizacja odświeża jego ocenę, ale sam system ocenia treści na bieżąco.

Kogo to dotknęło

Nie mam własnych danych porównawczych z rynku i nie będę podawać liczb. Powiem, jaki wzorzec widziałem na serwisach, które przeglądałem w ostatnich dwóch tygodniach.

Najmocniej odczuły to serwisy zbudowane wokół treści bez własnego wkładu — zbiory artykułów na popularne zapytania, w których nie ma niczego, czego nie ma w dziesięciu innych źródłach. Charakterystyczny objaw: serwis ma bardzo dużo stron, wszystkie na pokrewne tematy, i żadnej, o której dałoby się powiedzieć, że jest w swojej niszy najlepsza.

Odczuły to również serwisy z rozbudowaną warstwą treści pomocniczych, tworzonych wyłącznie po to, żeby domknąć pokrycie fraz. To temat na tyle obszerny, że opisuję go osobno.

Zyskiwały natomiast serwisy wąsko wyspecjalizowane, z widocznym autorem i z materiałem, którego nie da się wygenerować bez znajomości tematu.

Jak sprawdzić, czy to dotyczy Ciebie

Kolejność, którą stosuję, i pierwszy krok jest ważniejszy niż wszystkie pozostałe.

  • Ustal dokładną datę początku spadku w raporcie skuteczności Search Console, z dokładnością do dnia. Jeśli spadek zaczyna się między 14 a 28 września, masz mocną przesłankę. Jeśli w innym momencie — szukaj innej przyczyny, bo dopasowywanie faktów do wygodnej hipotezy to najkosztowniejszy błąd w tej robocie.
  • Sprawdź, czy spadek jest równomierny. Ta rodzina aktualizacji zwykle dotyka całych obszarów serwisu, nie pojedynczych stron. Spadek na jednej podstronie przy stabilnej reszcie wskazuje raczej na konkurencję albo na zmianę na tej stronie.
  • Odróżnij spadek pozycji od spadku klikalności. Jeśli pozycje się utrzymały, a kliknięć jest mniej, przyczyna leży poza tą aktualizacją — na przykład w zmianie wyglądu wyników wyszukiwania.
  • Sprawdź, czy nie nałożyło się coś innego. W sierpniu Google ograniczyło wyświetlanie wyników rozszerzonych dla treści oznaczonych jako FAQ i wycofało wsparcie dla instrukcji krok po kroku. Serwisy, które opierały klikalność na tych elementach, straciły widoczność w wynikach niezależnie od jakości treści — i łatwo pomylić jedno z drugim.

Czego nie robić

Kilka reakcji, które widziałem i które pogarszają sytuację.

Masowe usuwanie treści. Zanim cokolwiek usuniesz, rozdziel strony słabe od stron po prostu mniej konkurencyjnych. Usunięcie drugiej grupy odbiera serwisowi widoczność, której nikt nie zabierał.

Przepisywanie wszystkiego naraz. Bez punktu odniesienia nie dowiesz się, co zadziałało. Lepiej wybrać jeden obszar, doprowadzić go do porządku i poczekać na kolejne przeliczenie.

Doklejanie deklaracji zamiast dowodów. Dopisanie zdania o wieloletnim doświadczeniu do tekstu, który nadal nie wnosi nic własnego, nie zmienia jego wartości.

Szukanie przyczyny w technice. Sprawdzenie indeksowania i szybkości jest zawsze pożyteczne, ale to nie tu leży problem. Ta aktualizacja dotyczy treści.

Zgłaszanie strony do ponownego rozpatrzenia. To nie jest kara ręczna. Nie ma powiadomienia w Search Console i nie ma czego zgłaszać.

Co robić

Praca jest nudna i długa, ale ma jasną strukturę.

Zacznij od wybrania obszaru, w którym Twoja firma faktycznie ma kompetencje. Serwis próbujący być autorytetem we wszystkim nie będzie nim w niczym.

Potem przejdź strony z tego obszaru i przy każdej odpowiedz na jedno pytanie: co jest w tym tekście, czego nie ma w innych źródłach. Jeśli nie umiesz wskazać niczego, tekst wymaga albo uzupełnienia własnym materiałem, albo scalenia z innym, albo wycofania.

Uzupełniaj rzeczami, których nie da się wygenerować: własnymi obserwacjami, opisem sytuacji, w których typowa rada się nie sprawdza, konkretnymi przykładami z praktyki, informacją o tym, dla kogo dane rozwiązanie nie jest dobre.

Zadbaj o widoczność autorstwa — kto pisze, na jakiej podstawie, jakie ma doświadczenie. To element oceny wiarygodności, nie ozdobnik.

Horyzont czasowy

Rzecz, którą trzeba powiedzieć wprost, bo od niej zależy, czy nie porzucisz pracy w połowie.

Ten system przelicza swoją ocenę okresowo, a nie po każdej publikacji. Znaczy to, że efektu poprawek nie zobaczysz w ciągu tygodnia ani dwóch. Poprzednie odsłony tej aktualizacji dzieliły miesiące, więc realny horyzont oceny to kwartały.

Z tego wynika praktyczna rada: nie mierz postępu pozycjami z tygodnia na tydzień. Mierz go tym, ile stron z wybranego obszaru doprowadziłeś do stanu, w którym potrafisz wskazać ich własny wkład. To jedyna metryka, którą naprawdę kontrolujesz — i jednocześnie ta, która po kolejnym przeliczeniu systemu przełoży się na wynik.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.