Jak zapobiegać tworzeniu niedokładnych lub zniekształconych grafik produktowych przez narzędzia AI w reklamach?

Produkt na zdjęciu musi być tym z magazynu

Baner wejsciowyParallax

Jak zapobiegać tworzeniu niedokładnych lub zniekształconych grafik produktowych przez narzędzia AI w reklamach?

Produkt na zdjęciu musi być tym z magazynu

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
29 sierpnia 2025

Najgorszy błąd generatora obrazów nie jest ten, który widać od razu. Rozmyta krawędź albo dziwny cień wypadają z obiegu na pierwszym przeglądzie. Groźne są te grafiki, które wyglądają idealnie i przedstawiają produkt, którego nie ma na magazynie.

Widziałem wersje, w których zestaw miał cztery elementy zamiast trzech, w których na obudowie pojawił się przycisk, którego producent nigdy nie zrobił, i w których odcień zmienił się o tyle, że po dostawie klient uznał, że dostał inny model. Reklama nie została odrzucona, kampania mierzyła się dobrze, a problem wylądował w obsłudze klienta i w zwrotach.

Poniżej opisuję, jak ustawiam pracę z tymi narzędziami w sklepach, żeby taki obraz nie przeszedł dalej. Mniej o technice promptowania, więcej o kolejności i o tym, kto co zatwierdza.

Skąd biorą się nieścisłości

Model graficzny nie zna produktu. Zna wzorce wyglądu przedmiotów tej kategorii i statystycznie prawdopodobne kształty. Kiedy proszę go o „to samo krzesło, ale w salonie”, nie przenosi krzesła — odtwarza coś, co wygląda jak krzesło z materiału wejściowego.

Z tego wynikają cztery typowe uszkodzenia. Elementy dorysowane tam, gdzie w oryginale było niewyraźnie: dodatkowa nóżka, uchwyt, złącze. Liczba sztuk, która zmienia się w zestawach i opakowaniach wielopakowych. Tekst na produkcie — etykiety, składy, nazwy — który po przetworzeniu jest bełkotem albo zmyśloną treścią. I kolor, przesunięty przy zmianie tła lub oświetlenia.

Osobna kategoria to zniekształcenia proporcji przy kadrowaniu do formatów reklamowych. Tu winny nie jest generator, tylko rozciągnięcie obrazu do wymaganego kształtu. Efekt dla klienta jest identyczny: produkt wygląda inaczej niż w rzeczywistości.

Warto to nazwać wprost, bo diagnoza podpowiada rozwiązanie. Im mniej model musi domyślać się z materiału wejściowego, tym mniej rzeczy wymyśla.

Materiał wejściowy decyduje o wszystkim

Sklepy, w których generowanie działa sensownie, mają jedną cechę wspólną: porządne zdjęcia bazowe. To nudna odpowiedź, ale prawdziwa.

  • Ostrość na krawędziach i detalach — jeśli w oryginale nie widać, jak wygląda zamek albo złącze, model to dopisze po swojemu.
  • Jednolite, czyste tło w pliku źródłowym — wtedy podmiana tła jest operacją na obiekcie, a nie rekonstrukcją całej scenerii.
  • Rozdzielczość z zapasem — dogenerowywanie brakujących pikseli to moment, w którym powstaje najwięcej fantazji.
  • Kilka ujęć tego samego produktu — pozwalają zweryfikować wynik, a nie tylko ocenić, czy wygląda ładnie.

Do tego dochodzi rzecz organizacyjna. Trzymam zdjęcia wyjściowe osobno od wygenerowanych i nigdy nie nadpisuję oryginału. Kiedy trzeba cofnąć zmianę albo pokazać producentowi, co dokładnie zostało zmienione, mam czym.

Praca w narzędziach sklepowych

W Merchant Center generowanie i obróbka zdjęć siedzą w Product Studio i to jest miejsce, w którym najłatwiej narobić szkody, bo wynik idzie prosto do pliku produktowego, a stamtąd do kampanii i do wizytówek produktów.

Dzielę te funkcje na trzy grupy. Bezpieczne: usunięcie tła, poprawa rozdzielczości, przycięcie. Warunkowo bezpieczne: dodanie tła i scenerii, o ile sam produkt pozostaje nietknięty. Ryzykowne: wszystko, co dotyka wyglądu produktu, oraz animowanie zdjęcia, bo ruch potrafi ujawnić deformację niewidoczną na nieruchomej klatce.

W Google Ads generator działa w kreatorze kampanii i tam pilnuję innej rzeczy: żeby wygenerowanego ujęcia aranżacyjnego nie użyć jako zdjęcia głównego produktu. Do zdjęcia głównego wracam do fotografii.

Jeszcze jedna uwaga o pliku produktowym. Jeśli wygenerowana grafika trafi tam jako obraz podstawowy, przestaje być kwestią kreatywną, a staje się kwestią zgodności danych z ofertą. To zupełnie inny poziom ryzyka niż tło w reklamie displayowej.

Reguła, której nie łamię

Brzmi prosto: tło, światło i otoczenie wolno zmieniać, produktu nie.

Wszystko, co znajduje się poza obrysem przedmiotu, jest scenografią i ma wpływ na to, czy reklama zwraca uwagę. Wszystko, co znajduje się w obrysie, jest informacją handlową i musi zgadzać się z tym, co klient dostanie w paczce.

Ta granica dobrze się sprawdza w rozmowie z klientem, bo nie wymaga wiedzy technicznej. Właściciel sklepu od razu rozumie, dlaczego zgodzę się na przeniesienie fotela do wnętrza, a nie zgodzę na „lekkie poprawienie” faktury tapicerki.

Z reguły wynika też prosty test odbioru: nakładam wygenerowaną grafikę na zdjęcie źródłowe i sprawdzam, czy obrys i detale się pokrywają. Jeśli coś w środku się przesunęło, wersja idzie do kosza, bez dyskusji o tym, jak ładnie wyszła.

Kontrola przed publikacją

Jedna osoba klikająca „zatwierdź” po pięciu sekundach to nie kontrola. Ustawiam prosty przebieg z trzema punktami zatrzymania.

Najpierw sprawdzenie zgodności przez kogoś, kto zna asortyment — najlepiej z magazynu albo z obsługi klienta, nie z marketingu. Pytania są zawsze te same: czy to ten model, czy liczba sztuk się zgadza, czy nie brakuje elementu, czy kolor jest w tolerancji.

Potem sprawdzenie tekstu i oznaczeń. Każdy napis na produkcie i opakowaniu musi być czytelny i prawdziwy albo w ogóle nieobecny. Bełkot literowy na etykiecie to najczęstszy powód, dla którego odrzucam gotową grafikę.

Na końcu sprawdzenie w docelowych formatach. Grafika, która jest poprawna w kwadracie, po kadrowaniu do pionu potrafi obciąć produkt w najgłupszym miejscu. Oglądam podglądy, a nie plik źródłowy.

Prowadzę do tego jedną kolumnę w arkuszu z zasobami: kto zatwierdził i kiedy. Wygląda to biurokratycznie, ale kiedy po dwóch miesiącach ktoś pyta, skąd wzięło się to zdjęcie w reklamie, odpowiedź zajmuje minutę.

Zasady, prawo i zwroty

Regulaminy reklamowe Google zabraniają wprowadzania w błąd co do cechy oferty i to jest podstawa, na której odrzucam wątpliwe grafiki, jeszcze przed jakąkolwiek dyskusją o skuteczności.

Drugi porządek to przepisy konsumenckie. Prezentacja towaru niezgodna z rzeczywistością to nie kwestia estetyki, tylko potencjalny problem z opisem towaru i podstawa reklamacji. Nie jestem prawnikiem i przy poważniejszych wątpliwościach mówię klientowi wprost, że to pytanie do jego działu prawnego.

Trzeci to unijne regulacje dotyczące sztucznej inteligencji, które wchodzą etapami i obejmą także przejrzystość wobec odbiorcy. Terminy warto śledzić na bieżąco; kierunek jest jednak jasny i już dziś wolę wiedzieć, które materiały w kampaniach klienta powstały maszynowo.

I argument, który przekonuje właścicieli sklepów najszybciej — zwroty. Rozbieżność między zdjęciem a przesyłką generuje koszt obsługi, zwrot pieniędzy i opinię, której nikt nie usunie. Kilka złotych zaoszczędzone na sesji zdjęciowej znika przy pierwszej takiej paczce.

Kiedy odpuszczam generowanie

Nie używam tych narzędzi przy produktach, w których detal jest istotą oferty: biżuterii, kosmetykach z widocznym składem, częściach z numerami katalogowymi, tekstyliach, gdzie liczy się splot i faktura.

Odpuszczam też, gdy produkt jest nowy i nie mam jeszcze porządnych zdjęć. Odruch bywa odwrotny — brak materiału popycha do generowania — ale wtedy nie mam z czym porównać wyniku, więc kontrola jest pozorna.

Zostaje przy tym duży obszar, w którym te narzędzia po prostu oszczędzają czas: warianty tła, formaty pod różne umieszczenia, ujęcia sytuacyjne przy meblach i sprzęcie. Z mojego doświadczenia różnica między sklepem, w którym to działa, a takim, w którym generuje kłopoty, nie leży w narzędziu ani w promptach. Leży w tym, czy ktoś na końcu porównuje obrazek z produktem.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.