Jak przeprowadzić audyt E-E-A-T w serwisie medycznym lub finansowym?

Tam, gdzie stawka jest najwyższa

Baner wejsciowyParallax

Jak przeprowadzić audyt E-E-A-T w serwisie medycznym lub finansowym?

Tam, gdzie stawka jest najwyższa

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
31 października 2023

Serwisy medyczne i finansowe są w wynikach wyszukiwania oceniane najsurowiej i nie jest to przypadek. Google określa takie tematy jako te, w których treść niskiej jakości może realnie zaszkodzić — zdrowiu, bezpieczeństwu albo sytuacji finansowej czytelnika. Wytyczne dla osób oceniających jakość wyników poświęcają im osobną, rozbudowaną część.

W praktyce oznacza to, że w tych branżach nie wystarczy dobrze napisany tekst. Trzeba pokazać, kto go napisał, na jakiej podstawie i dlaczego można mu zaufać — a znaczna część tej pracy odbywa się poza samą treścią.

Zanim przejdę do audytu, jedno uporządkowanie pojęć, bo bywa źródłem nieporozumień. Od grudnia poprzedniego roku obowiązuje rozszerzony skrót z dodatkowym elementem: doświadczeniem. Nie jest to czynnik rankingowy, który da się odczytać w żadnym panelu — to zestaw kryteriów opisujących, czego Google szuka, wykorzystywany przez ludzi oceniających jakość wyników i przekładany na sygnały algorytmiczne.

Cztery elementy i co każdy znaczy w praktyce

Doświadczenie — czy autor ma bezpośredni kontakt z opisywanym tematem. W medycynie to praktyka kliniczna, w finansach praca z realnymi przypadkami. Element dodany najpóźniej i najczęściej pomijany w audytach.

Wiedza ekspercka — formalne i faktyczne kompetencje. W tych branżach oznacza to konkretne kwalifikacje: specjalizację lekarską, uprawnienia doradcy, licencję.

Autorytet — czy autor i serwis są rozpoznawani jako źródło w swojej dziedzinie. Buduje się to poza własną stroną: cytowaniami, wystąpieniami, obecnością w miejscach uznawanych w branży.

Wiarygodność — element nadrzędny wobec pozostałych trzech. Czy serwis jest przejrzysty co do tego, kim jest, jak zarabia i skąd bierze informacje.

Kolejność nie jest przypadkowa: wiarygodność jest w wytycznych traktowana jako najważniejsza. Serwis z ekspertami, ale bez jasnej informacji o właścicielu i źródłach finansowania, będzie oceniony niżej niż mniejszy, ale przejrzysty.

Audyt warstwy autorskiej

Zaczynam zawsze tutaj, bo w serwisach medycznych i finansowych to najczęstsza i najpoważniejsza luka.

  • Czy każdy artykuł ma podpisanego autora z imieniem i nazwiskiem? Teksty podpisane nazwą redakcji albo bez podpisu są w tych tematach realnym problemem.
  • Czy autor ma stronę profilu z opisem kwalifikacji, doświadczenia i zakresu tematów, o których pisze? Profil składający się z dwóch zdań i zdjęcia nie wystarcza.
  • Czy kwalifikacje są weryfikowalne? Numer prawa wykonywania zawodu, wskazanie miejsca pracy, odnośnik do rejestru zawodowego. Deklaracja bez możliwości sprawdzenia jest słabym sygnałem.
  • Czy istnieje recenzja merytoryczna? W serwisach medycznych bardzo mocno działa wskazanie, że treść napisana przez redaktora została zweryfikowana przez specjalistę — z jego nazwiskiem i datą weryfikacji.
  • Czy autor pisze w swojej dziedzinie? Jeden autor podpisany pod tekstami o kardiologii, kredytach hipotecznych i wychowaniu dzieci podważa cały mechanizm.

Audyt warstwy organizacyjnej

Druga najczęstsza luka i najłatwiejsza do zamknięcia, bo nie wymaga pisania treści.

Sprawdzam, czy serwis odpowiada jednoznacznie na pytania: kto jest właścicielem (pełna nazwa podmiotu, numer w rejestrze, adres), jak można się skontaktować (realny adres i telefon, nie tylko formularz), jak serwis zarabia (reklama, afiliacja, sprzedaż usług) oraz jaka jest polityka redakcyjna — kto tworzy treści, jak są weryfikowane i jak często aktualizowane.

W serwisach medycznych dochodzi jeszcze jedno: wyraźne zastrzeżenie, że treść nie zastępuje porady lekarskiej. W finansowych analogicznie — że nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej. To nie tylko kwestia oceny jakości, ale też odpowiedzialności prawnej.

Jeśli serwis prowadzi afiliację, informacja o powiązaniach handlowych musi być widoczna, a nie ukryta w regulaminie. Od stycznia tego roku obowiązki informacyjne wobec konsumentów są w Polsce zaostrzone, więc warto uporządkować oba obszary jednym projektem.

Audyt warstwy treści

Tu pytania są bardziej merytoryczne i wymagają udziału kogoś, kto zna dziedzinę.

Czy twierdzenia mają źródła? W tematach medycznych oczekiwane są odniesienia do badań, wytycznych towarzystw naukowych albo oficjalnych zaleceń. W finansowych — do przepisów, komunikatów instytucji nadzoru, danych publicznych. Odnośniki powinny prowadzić do źródła pierwotnego, nie do innego artykułu blogowego.

Czy treść jest aktualna? To w tych branżach kwestia krytyczna, bo wytyczne kliniczne i przepisy się zmieniają. Data ostatniej aktualizacji, widoczna i prawdziwa, jest mocnym sygnałem — a artykuł o produktach finansowych z nieaktualnymi stawkami jest gorszy niż jego brak.

Czy tekst nie obiecuje więcej, niż wolno? Obietnice wyleczenia albo gwarantowanych zysków to sygnał niskiej wiarygodności, a często też problem regulacyjny.

Czy widać granicę między faktem a opinią? W tematach o wysokiej stawce mieszanie jednego z drugim jest oceniane surowo.

Audyt warstwy zewnętrznej

Najtrudniejsza część, bo nie zależy wyłącznie od Ciebie.

Sprawdzam, co o serwisie i o jego autorach mówi sieć poza samą witryną: czy nazwiska ekspertów są rozpoznawalne w wyszukiwarce, czy serwis jest cytowany przez inne wiarygodne źródła w swojej dziedzinie, jakie są opinie o firmie w miejscach, gdzie klienci je zostawiają.

Praktyczne działania w tym obszarze są długoterminowe: publikacje autorów w uznanych miejscach branżowych, udział w konferencjach, obecność w rejestrach zawodowych, dbanie o spójność danych o firmie w różnych serwisach. To praca na kwartały, nie tygodnie, i nie ma tu skrótów — kupione wzmianki działają odwrotnie do zamierzenia.

Kolejność wdrażania i horyzont efektu

Z audytu wychodzi zwykle długa lista, więc kolejność ma znaczenie.

Najpierw warstwa organizacyjna — dane właściciela, kontakt, polityka redakcyjna, zastrzeżenia. To praca na kilka dni, nie wymaga udziału ekspertów i zamyka najbardziej rażące luki.

Potem warstwa autorska — podpisy, profile, weryfikacja merytoryczna. Wymaga decyzji organizacyjnych, ale jest w pełni pod Twoją kontrolą.

Potem treść, obszar po obszarze, zaczynając od stron z największym ruchem i największą stawką dla czytelnika.

Na końcu warstwa zewnętrzna, prowadzona równolegle jako działanie stałe.

Co do horyzontu: nie oczekuj efektu w tygodniach. Te kryteria przekładają się na wyniki przez systemy przeliczane okresowo, a w tematach o wysokiej stawce próg zaufania jest wyższy niż gdziekolwiek indziej. Realny horyzont to kwartały — ale w odróżnieniu od wielu innych prac w SEO, ta jest wartościowa także wtedy, gdy patrzy się poza wyszukiwarkę. Serwis, który jasno mówi, kim jest i skąd wie to, co pisze, sprzedaje lepiej niezależnie od pozycji.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.