Dlaczego w GA4 nie ma domyślnie raportów znanych z Universal Analytics?

To nie brak funkcji, to inny model danych

Baner wejsciowyParallax

Dlaczego w GA4 nie ma domyślnie raportów znanych z Universal Analytics?

To nie brak funkcji, to inny model danych

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
30 czerwca 2022

Reakcja jest zawsze podobna. Klient wchodzi pierwszy raz do nowej właściwości, klika po lewej stronie i pyta, gdzie są jego raporty. Nie ma zakładki z zachowaniem, nie ma listy wszystkich stron w znanej formie, część wskaźników w ogóle nie występuje, a te, które zostały, pokazują inne liczby niż to samo w starym Analyticsie.

Najczęstszy wniosek brzmi: „GA4 jest niedokończone”. Rozumiem go, bo sam tak myślałem, kiedy zaczynałem stawiać pierwsze właściwości obok Universal Analytics. Po kilkunastu wdrożeniach mam inny wniosek: większość braków to nie braki, tylko konsekwencje innego sposobu liczenia. Kilka jest po prostu brakami i o nich też napiszę.

Ma to znaczenie praktyczne, bo od marca znamy termin. Universal Analytics przestanie zbierać dane 1 lipca 2023 roku i nikt nie przeniesie tych raportów za nas. Im wcześniej zrozumiesz, dlaczego wyglądają inaczej, tym mniej czasu stracisz na szukanie ich tam, gdzie ich nie ma.

Podstawą jest zdarzenie, nie odsłona

Cała różnica siedzi w jednym miejscu. Universal Analytics zbudowano wokół sesji i odsłon — miały własne typy trafień, a raporty były gotowymi widokami na te typy. Dlatego istniała osobna zakładka o zachowaniu, osobna o konwersjach i osobna o zdarzeniach: każda odpowiadała innej kategorii danych.

W nowej właściwości wszystko jest zdarzeniem. Odsłona jest zdarzeniem, kliknięcie jest zdarzeniem, zakup jest zdarzeniem. Różnią się nazwą i parametrami, nie klasą. Skoro dane nie dzielą się na kategorie, nie ma z czego zrobić zakładek odpowiadających tym kategoriom.

To brzmi jak abstrakcja, ale wynika z tego bardzo konkretna zmiana w pracy. Zamiast wybierać raport pasujący do pytania, opisuję pytanie wymiarami i wskaźnikami. Więcej wolności, mniej gotowych odpowiedzi — i znacznie dłuższy start.

Widoków nie ma i nie będzie

To najboleśniejsza zmiana dla każdego, kto pracował na kilku widokach jednej właściwości: jeden surowy, jeden z wykluczonym ruchem wewnętrznym, jeden na podkatalog, jeden testowy.

Nowa struktura ma dwa poziomy: właściwość i strumień danych. Strumień to źródło — witryna, aplikacja — a nie perspektywa na dane. Filtrowanie danych jest, ale bardzo wąskie: dotyczy ruchu wewnętrznego i ruchu deweloperskiego. Nie zrobisz filtrem widoku obejmującego wyłącznie jedną kategorię produktów.

W praktyce zastępuje to trzy rzeczy: porównania w raportach, odbiorcy definiowani na podstawie warunków oraz eksploracje z własnymi segmentami. Działa, ale zmienia sposób myślenia — perspektywa nie jest już właściwością zbioru danych, tylko czymś, co nakładasz przy każdym pytaniu.

Jest też konsekwencja, o której trzeba pamiętać przy ustawianiu filtra ruchu wewnętrznego: dane odfiltrowane nie wracają. Nie ma widoku surowego w tle, więc filtry ustawiam ostrożnie i tylko wtedy, gdy naprawdę wiem, co odcinam.

Wskaźniki, które zniknęły albo znaczą coś innego

Tutaj rodzi się najwięcej nieporozumień, bo część nazw została, a definicje się zmieniły.

  • Współczynnika odrzuceń nie ma w nowej właściwości. Zamiast niego jest współczynnik zaangażowania, liczony na podstawie sesji zaangażowanych — czyli takich, które trwały dłużej niż ustalony próg, miały co najmniej dwie odsłony albo konwersję. To nie jest ta sama liczba odwrócona i nie należy jej tak porównywać.
  • Średni czas trwania sesji ustąpił średniemu czasowi zaangażowania. Nowa metryka liczy czas, w którym karta była faktycznie aktywna, więc bywa wyraźnie niższa niż stary odpowiednik.
  • Unikalne odsłony nie mają bezpośredniego zamiennika — są wyświetlenia i użytkownicy, a resztę składa się samodzielnie.
  • Sesje liczą się inaczej. Nie ma restartu sesji o północy ani przy zmianie kampanii, a sam wskaźnik jest szacowany. To wystarcza, żeby dwie właściwości mierzące ten sam ruch nigdy nie pokazały identycznych liczb.

Wnioski z tego są dwa i oba niewygodne. Po pierwsze, porównywanie wskaźnika ze starego narzędzia z podobnie nazwanym w nowym jest błędem metodologicznym. Po drugie, cele w raportach zarządu trzeba przedefiniować, zanim ktoś zacznie tłumaczyć spadek „jakości ruchu” zmianą narzędzia.

Cele stały się zdarzeniami oznaczonymi jako konwersje

W starym Analyticsie cel był osobnym obiektem konfiguracji: docelowy adres, czas trwania sesji, liczba stron, zdarzenie. Limit dwudziestu celów na widok był realnym ograniczeniem projektu.

Teraz konwersja to przełącznik przy zdarzeniu. Zdarzenie musi istnieć w danych, więc kolejność pracy się odwraca: najpierw pomiar, potem oznaczenie. Nie ustawisz konwersji „wejście na stronę podziękowania” bez zdarzenia, które to wejście reprezentuje — trzeba je najpierw utworzyć, choćby jako zdarzenie własne oparte na warunku adresu.

Dla mnie to zmiana na lepsze, bo wymusza porządek w nazwach zdarzeń. Ale przy migracji oznacza, że listy celów nie przenosi się jeden do jednego. Trzeba ją przepisać, a przy okazji wyrzucić połowę pozycji, których nikt nie oglądał od dwóch lat.

Raporty standardowe są ubogie celowo

To najważniejsza rzecz do zrozumienia i najczęściej pomijana w rozmowach o migracji.

Gotowe raporty w nowej właściwości to zestaw podstawowy, przewidziany jako punkt wejścia, nie jako komplet. Cała analiza mieszka w eksploracjach: swobodna forma, ścieżki, lejki, nakładanie się segmentów. Ścieżkę użytkownika, która wcześniej była jednym z gotowych widoków przepływu, tutaj składam sam — i wychodzi z tego narzędzie lepsze, tylko wymaga nauki.

Ta zmiana ma cenę, o której trzeba mówić klientowi wprost. Osoba, która wcześniej raz w tygodniu otwierała ten sam gotowy raport, po migracji nie otworzy go wcale. Ktoś musi przygotować jej zestaw eksploracji albo dashboard w Google Data Studio i utrzymywać go w czasie.

Dane też potrafią wyglądać inaczej niż w rzeczywistości

Poza układem interfejsu są trzy mechanizmy, które zmieniają liczby, a nie widać ich na pierwszy rzut oka.

Progi danych — przy włączonych sygnałach Google raport potrafi ukryć wiersze o małej liczbie użytkowników, żeby nie dało się zidentyfikować osoby. Widać wtedy sumę, ale nie rozbicie, a przy małym ruchu to bywa dotkliwe.

Ograniczenie liczby unikalnych wartości — po przekroczeniu limitu wymiar zwija resztę do jednego wiersza zbiorczego. Kto ma tysiące adresów z parametrami, zobaczy to szybko.

Okres przechowywania danych — domyślnie dwa miesiące dla danych o użytkownikach i zdarzeniach, do zmiany na czternaście w ustawieniach właściwości. To ustawienie nie działa wstecz. Sprawdzam je w każdej nowej właściwości jako pierwsze, bo naprawa po pół roku jest niemożliwa.

Co z tym zrobić w praktyce

Podejście, które sprawdza się u mnie, ma trzy kroki i żaden nie polega na odtwarzaniu starego interfejsu.

Pierwszy: spisz raporty, z których ktokolwiek naprawdę korzysta. Nie te, które istnieją — te, na które ktoś patrzy i podejmuje decyzje. Lista skraca się zwykle do kilku pozycji i to ona jest zakresem migracji.

Drugi: dla każdej pozycji z listy ustal, jakim zdarzeniem i jakim wymiarem opisać to pytanie w nowym modelu. Część odwzorujesz w raportach standardowych, część w eksploracji, część będzie wymagała domierzenia czegoś, czego dziś nie zbierasz.

Trzeci: przez najbliższe miesiące zbieraj dane w obu narzędziach równolegle i nie próbuj uzgadniać liczb. Stare narzędzie służy do raportowania roku, nowe do budowania historii, którą będziesz mieć po 1 lipca 2023. Kto zacznie zbierać dopiero w czerwcu przyszłego roku, wejdzie w nowe narzędzie bez żadnego punktu odniesienia — i to jest jedyny błąd w tej migracji, którego nie da się później naprawić.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.