Dlaczego moja strona straciła indeks w marcu 2024 r. i jak złożyć odwołanie do Google?

Najpierw diagnoza, potem wniosek

Baner wejsciowyParallax

Dlaczego moja strona straciła indeks w marcu 2024 r. i jak złożyć odwołanie do Google?

Najpierw diagnoza, potem wniosek

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
29 marca 2024

W ostatnich tygodniach dostałem więcej telefonów zaczynających się od słów „nie ma nas w Google” niż przez cały poprzedni rok. Marzec był w wyszukiwarce bardzo ruchliwy i część serwisów faktycznie wypadła z indeksu, a nie tylko obniżyła pozycje.

Problem polega na tym, że w rozmowie te dwie sytuacje brzmią identycznie, a wymagają zupełnie różnych działań. Jednej można zaradzić formalnym wnioskiem do Google, drugiej nie da się zaradzić w ten sposób w ogóle — i wysyłanie wniosku wtedy to strata czasu, czasem tygodni.

Wypadnięcie z indeksu to nie to samo co spadek

Pierwsze pytanie, które zadaję, brzmi: czy Twoje adresy w ogóle są jeszcze w wyszukiwarce.

Najprostszy test to sprawdzenie w Search Console, w narzędziu do kontroli adresów URL, kilku najważniejszych stron serwisu — strony głównej, jednej kategorii i jednego wpisu. Narzędzie odpowiada wprost: czy adres jest w indeksie, a jeśli nie, to dlaczego. Uzupełniam to raportem indeksowania stron, który pokazuje, ile adresów zostało wykluczonych i z jakiego powodu.

Jeśli adresy są w indeksie, a ruch spadł, to jest spadek pozycji. Nic nie zniknęło, tylko konkurencja wyprzedziła Cię w wynikach albo zmieniła się ocena Twoich treści. Nie ma tu żadnej procedury odwoławczej, bo nie ma od czego się odwoływać.

Jeśli adresów w indeksie nie ma, przyczyn jest kilka i tylko jedna z nich to kara. Najczęściej trafiam na przyczyny techniczne, o których nikt w firmie nie wiedział. Dlatego kolejność jest taka: technika, potem raport ręcznych działań, a dopiero na końcu wnioski o zawinionym naruszeniu zasad.

Jak sprawdzić, co się faktycznie stało

Diagnostykę zamykam w kilku krokach, które da się przejść w kwadrans.

  • Raport ręcznych działań w Search Console. Pusty oznacza brak kary nałożonej przez człowieka. Jeśli jest w nim wpis, przeczytaj go dosłownie — komunikat mówi, jakiego rodzaju naruszenie stwierdzono i czy dotyczy całej witryny, czy jej części.
  • Raport problemów z bezpieczeństwem. Zainfekowana strona bywa usuwana z wyników, a właściciel dowiaduje się o włamaniu właśnie w tym miejscu.
  • Plik robots i znaczniki noindex. Sprawdzam je na kilku typach stron, nie tylko na stronie głównej. To najczęstsza przyczyna „zniknięcia” po wdrożeniu ze środowiska testowego.
  • Odpowiedzi serwera dla najważniejszych adresów. Kod błędu, przekierowanie w pętli albo strona wygasłego certyfikatu wystarczą, żeby serwis wypadł z wyników w ciągu kilku dni.

Techniczne przyczyny, które łatwo pomylić z karą

Warto znać typowe scenariusze, bo są do siebie bardzo podobne z zewnątrz.

Wdrożenie nowej wersji serwisu, w którym zapomniano zdjąć blokadę indeksowania z wersji roboczej. Efekt pojawia się z opóźnieniem kilku dni, więc nikt nie kojarzy go z wdrożeniem sprzed tygodnia. Sprawdzam to zawsze pierwsze, jeśli w firmie cokolwiek zmieniało się w kodzie.

Włamanie. Na stronie pojawiają się podstrony z zupełnie inną tematyką, przekierowania widoczne tylko dla użytkowników z wyszukiwarki albo treść widoczna wyłącznie dla robota. Tu bywa jednocześnie problem z bezpieczeństwem i ręczne działanie, a naprawa musi objąć jedno i drugie.

Ręczne działanie: jak wygląda i za co bywa nadawane

Ręczne działanie to decyzja pracownika Google, a nie efekt algorytmu, i tylko ono podlega procedurze odwoławczej.

W raporcie widzisz nazwę naruszenia i jego zakres. Najczęściej spotykam trzy rodzaje: sztuczne linki prowadzące do witryny, spam generowany przez użytkowników w komentarzach lub na forum, oraz czysty spam — kategoria, w której w tym miesiącu wylądowały serwisy złożone wyłącznie z masowo produkowanych treści bez wartości.

Zanim złożysz wniosek, musisz naprawić przyczynę — i to naprawić, nie zamaskować. Google nie ocenia dobrych intencji, tylko stan witryny w momencie sprawdzania. Wniosek wysłany przed naprawą kończy się odrzuceniem i kolejnym oczekiwaniem, więc pośpiech jest tu wyłącznie kosztem.

Wniosek o ponowne rozpatrzenie krok po kroku

Sam wniosek składa się z raportu ręcznych działań, przyciskiem obok opisu naruszenia. Trudność nie leży w formularzu, a w tym, co się w nim napisze.

Dobry wniosek ma trzy części. Pierwsza to szczere opisanie, co było nie tak — bez tłumaczenia się, że „poprzednia agencja”. Druga to lista wykonanych napraw, konkretnie i z liczbami: ile adresów usunięto, które sekcje przepisano, jakie linki zgłoszono do usunięcia i kiedy. Trzecia to opis tego, co zmieniliście w procesie, żeby problem nie wrócił — kto teraz zatwierdza treści, jak moderowane są komentarze, jakie zasady obowiązują przy pozyskiwaniu linków.

Do tego dokumentacja. Arkusz z listą adresów i statusem działań, dostępny publicznie do wglądu, robi więcej niż dwie strony wyjaśnień. Przy sztucznych linkach dołączam historię kontaktu z właścicielami stron i informację o tym, co udało się usunąć, a czego nie i dlaczego.

Czego unikam: obietnic bez pokrycia, próśb o wyrozumiałość, argumentów o utraconych przychodach i pretensji. Osoba czytająca wniosek sprawdza stan witryny, nie sytuację finansową firmy.

Co jeśli to nie kara, a algorytm

Najczęstsza sytuacja i najtrudniejsza rozmowa, bo nie ma tu przycisku do naciśnięcia.

Przy spadku wynikającym ze zmiany algorytmu żaden formularz nie pomoże. Google nie prowadzi procedury odwoławczej od oceny rankingowej i wielokrotnie to potwierdzał. Zostaje praca nad serwisem i cierpliwość, przy czym w marcu dochodzi jeszcze jeden czynnik: aktualizacja podstawowego algorytmu ogłoszona na początku miesiąca wciąż się wdraża, więc dzisiejsze dane nie są ostateczne.

Jest jedna kategoria wyjątków, o której warto wiedzieć. Google zapowiedział, że jedna z nowych zasad — dotycząca wykorzystywania reputacji cudzej domeny — będzie egzekwowana od maja. Jeśli wynajmujesz podstrony innym firmom albo publikujesz sekcje zupełnie niezwiązane z tematyką serwisu, masz jeszcze kilka tygodni na uporządkowanie tego z własnej inicjatywy.

Ile to trwa i czego się spodziewać

Odpowiedź na wniosek przychodzi zwykle w kilka dni do kilku tygodni, w zależności od rodzaju naruszenia i tego, czy wymaga ręcznej weryfikacji fragmentów serwisu. Przy sprawach dotyczących linków bywa dłużej.

Zdjęcie ręcznego działania nie oznacza powrotu do poprzednich pozycji. Oznacza tylko zniesienie blokady — dalej obowiązuje normalna ocena algorytmiczna, a ta w międzyczasie mogła się zmienić. Zdarza się, że serwis wraca do indeksu i nadal jest znacznie niżej niż przed problemem. To nie błąd, to dwie różne warstwy.

I rzecz, którą powtarzam każdemu, kto to przeszedł: warto zapisać całą historię — daty, komunikaty, treść wniosku, listę napraw. Za rok nikt tego nie będzie pamiętał, a jeśli sytuacja się powtórzy, ta dokumentacja jest jedyną rzeczą, która pozwoli ocenić, czy tamte działania zadziałały.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.