Czym różni się standardowy panel Google Ads od zaawansowanej platformy Search Ads 360?

Kiedy panel przestaje wystarczać

Baner wejsciowyParallax

Czym różni się standardowy panel Google Ads od zaawansowanej platformy Search Ads 360?

Kiedy panel przestaje wystarczać

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
30 września 2024

Rozmowa o Search Ads 360 zaczyna się zwykle od złego założenia: że to Google Ads w wersji dla dużych, z tymi samymi ekranami i kilkoma dodatkami. Takie ujęcie prowadzi do rozczarowania po wdrożeniu, bo nikt nie dostaje w nim nic, co bezpośrednio poprawia wyniki kampanii.

Wolę inne porównanie. Google Ads to system, w którym kupuje się reklamę u jednego dostawcy. Search Ads 360 to warstwa nadzoru nad kupowaniem reklamy u kilku dostawców naraz, z własnym pomiarem, własnym raportowaniem i własnymi narzędziami do pracy masowej. Kampanie nadal działają w Google Ads — tylko zarządza się nimi z innego miejsca i innym pomiarem się je ocenia.

Poniżej rozkładam różnice po kolei, w kolejności od tych, które przesądzają o decyzji, do tych, które są wygodą. Zaczynam od dostępu, bo to pierwszy punkt, na którym rozmowa najczęściej się kończy.

Dwa narzędzia do dwóch różnych skal

Panel Google Ads jest kompletny. Można w nim prowadzić kampanie w wyszukiwarce, w sieci reklamowej, produktowe, wideo, aplikacyjne i te łączące wszystko naraz, ustawiać strategie stawek, mierzyć konwersje, budować odbiorców i raportować. Nie ma w nim żadnej funkcji, której brak zmuszałby średnie konto do szukania czegoś innego.

Search Ads 360 nie próbuje tego zastąpić. Odpowiada na inny problem: fragmentację. Gdy reklama tej samej marki jest kupowana w kilku systemach, przez kilka zespołów, na kilku rynkach, a wyniki mają być porównywalne — pojawia się potrzeba jednego miejsca, w którym da się to zestawić i którym da się to zmieniać hurtowo.

Dlatego pierwsze pytanie, jakie zadaję klientowi rozważającemu tę platformę, nie dotyczy budżetu. Brzmi: ile masz systemów reklamowych, ile rynków i ile osób pracuje w kontach. Jeżeli odpowiedź to jeden, jeden i jedna — rozmowa nie ma sensu.

Dostęp, koszt i model rozliczenia

Google Ads jest samoobsługowe i darmowe jako narzędzie. Zakładasz konto, płacisz za media, koniec.

Search Ads 360 jest częścią Google Marketing Platform i wymaga umowy — bezpośrednio z Google albo przez partnera odsprzedającego. Za dostęp płaci się osobno, zwykle jako procent obsługiwanego wydatku medialnego, z progami wejścia. Nie kupuje się tego kartą w piętnaście minut i nie da się tego wyłączyć w połowie miesiąca.

Z tego wynika najprostszy test opłacalności, który stosuję: opłata platformowa musi mieć szansę zwrócić się z oszczędności czasu i z lepszych decyzji. Przy budżecie mediowym rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie prawie nigdy się nie zwraca. Przy budżetach, przy których jedna osoba nie zdąży ręcznie przejrzeć wszystkich kampanii w tygodniu — zaczyna się to zmieniać.

Drugi element kosztu jest ukryty i częściej decyduje o porażce wdrożenia: wdrożenie pomiaru i przeszkolenie zespołu. To tygodnie pracy, nie dni.

Wiele wyszukiwarek w jednym interfejsie

To najbardziej wyraźna różnica funkcjonalna i jednocześnie jedyna, której nie da się obejść żadnym dodatkiem do Google Ads.

Search Ads 360 zarządza kampaniami w Google Ads, ale też w Microsoft Advertising, Yahoo! Japan i Baidu. Kampanie tworzy się, edytuje i raportuje z jednego miejsca, a strategie stawek oraz plany budżetowe mogą obejmować kampanie z różnych systemów jednocześnie.

Dla firmy działającej tylko w Polsce brzmi to abstrakcyjnie, bo udział pozostałych wyszukiwarek jest tu marginalny. Dla marki obecnej w Azji albo w Stanach Zjednoczonych — zupełnie nie. Tam pominięcie drugiego systemu oznacza pominięcie realnego kawałka rynku, a prowadzenie go osobno oznacza brak porównywalności danych.

Warto dodać rzecz organizacyjną: uprawnienia i logowanie są tu zarządzane na poziomie całej platformy, nie pojedynczego konta reklamowego. W agencji obsługującej wiele marek to spora różnica w codziennej higienie dostępów.

Pomiar konwersji: Floodlight kontra tag Google Ads

Ta różnica jest głębsza niż wszystkie pozostałe i najczęściej niedoceniana na etapie decyzji.

Google Ads mierzy konwersje własnym tagiem, w obrębie własnego ekosystemu. Search Ads 360 korzysta z Floodlight — systemu pomiarowego wspólnego dla całej platformy Google Marketing Platform, tego samego, którym posługuje się Campaign Manager 360 i Display & Video 360.

Konsekwencje są dwie. Pierwsza, korzystna: konwersja może być przypisana do punktu styku niezależnie od tego, w którym systemie reklamowym on nastąpił, co dopiero umożliwia sensowne porównywanie wyszukiwarek między sobą. Druga, kłopotliwa: liczby z Floodlight nie zgodzą się z liczbami z tagu Google Ads, bo to inne definicje, inne okna i inne reguły przypisania.

Nie da się tego „naprawić” i nie ma sensu próbować. Trzeba natomiast na samym początku ustalić, który pomiar jest źródłem prawdy dla rozliczeń — i potem konsekwentnie się go trzymać. Wdrożenia, w których tego nie uzgodniono, kończą się kwartalnymi dyskusjami o tym, czyj raport jest prawdziwy.

Praca na dużą skalę

Tu leży większość realnych oszczędności czasu, choć brzmi to najmniej efektownie.

  • Kampanie generowane z danych — reklamy i słowa kluczowe powstają z arkusza z asortymentem i szablonu, a nie ręcznie. Przy katalogu liczonym w tysiącach pozycji to jedyny wykonalny sposób pracy.
  • Arkusze zbiorcze — masowe tworzenie i edycja kampanii, grup, słów i reklam, w tym praca bezpośrednio w arkuszu wbudowanym w interfejs, którą Google dodało w tym roku.
  • Etykiety i własne wymiary — pozwalają oznaczyć kampanie tak, jak firma o nich myśli: według linii biznesowej, kraju, sezonu czy właściciela budżetu, i potem raportować w tych przekrojach.
  • Reguły automatyczne i powiadomienia — wykrywanie odstępstw bez codziennego przeglądania kont.
  • Kolumny wyliczane — własne wskaźniki, w tym łączące dane z różnych systemów reklamowych w jedną liczbę.

Żadna z tych rzeczy nie poprawia skuteczności kampanii sama z siebie. Każda skraca czas między zauważeniem problemu a jego naprawą, a przy dużym koncie to właśnie ten czas jest głównym kosztem.

Raportowanie i miejsce w ekosystemie

Search Ads 360 jest jednym z narzędzi platformy i najwięcej daje wtedy, gdy używa się co najmniej dwóch.

Wspólne odbiorcy, wspólny pomiar i wspólne raportowanie z Display & Video 360 oraz Campaign Manager 360 pozwalają zobaczyć wyszukiwarkę jako część większej kampanii, a nie jako osobny kanał. Dane można też wysyłać cyklicznie do hurtowni i budować raporty poza interfejsem — to standardowe oczekiwanie działów analitycznych w dużych organizacjach.

Jeżeli natomiast firma używa wyłącznie wyszukiwarki i nie kupuje mediów display przez tę platformę, ta warstwa integracji zostaje niewykorzystana, a płaci się za nią tak samo.

Kiedy nie warto

Powiem to wprost, bo częściej odradzam niż polecam.

Nie warto, gdy cały budżet idzie w jeden system reklamowy na jednym rynku. Nie warto, gdy pomiar konwersji w Google Ads jest dziś niewiarygodny — dodanie drugiego systemu pomiarowego nad zepsutym pomiarem daje dwa zestawy błędnych liczb. Nie warto, gdy w firmie nie ma nikogo, kto weźmie odpowiedzialność za konfigurację Floodlight, bo to nie jest zadanie, które wykona się przy okazji.

I najważniejsze: nie warto oczekiwać, że wyniki poprawią się od samej zmiany narzędzia. Kampanie działają w tych samych aukcjach, na tych samych stawkach, dla tych samych użytkowników. Search Ads 360 daje lepszy wgląd i mniej pracy ręcznej na dużą skalę. To wszystko — i przy odpowiedniej skali to naprawdę dużo, ale trzeba tę skalę mieć.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.