Co stanie się z moimi historycznymi raportami po 1 lipca 2023 r.?

Dwa miesiące na uratowanie historii

Baner wejsciowyParallax

Co stanie się z moimi historycznymi raportami po 1 lipca 2023 r.?

Dwa miesiące na uratowanie historii

Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
28 kwietnia 2023

To pytanie słyszę teraz na prawie każdej rozmowie o pomiarze i zwykle pada w tonie, który sugeruje, że ktoś liczy na uspokojenie. Nie mam dobrej wiadomości: historia z dawnej usługi nie przeniesie się nigdzie sama, a czas na jej wyjęcie kończy się szybciej, niż wynika z kalendarza.

Zamieszanie bierze się stąd, że w jednym worku lądują trzy zupełnie różne sprawy — zatrzymanie zbierania danych, dostęp do już zebranych raportów i przeniesienie historii do nowego narzędzia. Każda z nich ma inny termin i inne konsekwencje, a Google komunikuje je osobno i nie zawsze precyzyjnie.

Poniżej rozkładam to na części: co dokładnie stanie się 1 lipca, jak długo zobaczysz stare raporty, czego nie da się odtworzyć z eksportu i co konkretnie robię na kontach w maju i czerwcu. Piszę z perspektywy końca kwietnia, więc część terminów jest wciąż otwarta — i to samo w sobie jest argumentem, żeby nie czekać.

Trzy rzeczy, które ciągle się zlewają

Pierwsza to zatrzymanie przetwarzania. 1 lipca 2023 standardowa usługa przestanie przyjmować nowe dane. Tagi zostaną w kodzie i będą dalej wysyłać żądania, tylko po stronie Google nic się z nich nie zapisze. Nie zobaczysz komunikatu o błędzie — raporty po prostu skończą się na czerwcu.

Druga to dostęp do tego, co już jest zebrane. Wyłączenie zbierania nie oznacza natychmiastowego zamknięcia panelu. Stare raporty mają być widoczne jeszcze jakiś czas po lipcu i to właśnie ten okres najczęściej usypia czujność.

Trzecia to przeniesienie historii do nowej usługi. Tu odpowiedź jest krótka i nie zmieni się w przyszłości: to się nie stanie. Nie ma narzędzia, nie ma opcji w panelu, nie ma zapowiedzi, że kiedyś będzie.

Pytanie z tytułu dotyczy głównie punktu drugiego i trzeciego. Warto je rozdzielać także w rozmowie z klientem, bo „Analytics przestanie działać” i „stracimy dane z pięciu lat” to dwa różne zdania, a ludzie słyszą to samo.

Jak długo zobaczysz dawne raporty

Google mówi o co najmniej pół roku od lipca. To sformułowanie z zapowiedzi wyłączenia i od tamtej pory nie zostało zamienione na konkretną datę — Google zapowiedział, że taki dzień poda później. Na dziś nie znamy go.

Traktuję to więc jako termin nieznany, nie jako pół roku spokoju. Jeśli dokładna data pojawi się w komunikacie z krótkim wyprzedzeniem, na wygodne porządki nie będzie już miejsca. Zakładam ostrożnie także to, że razem z interfejsem zniknie dostęp przez API — nie mam na to potwierdzenia, ale nie widzę powodu, żeby budować archiwum oparte na żywym połączeniu z usługą, która ma zostać zamknięta.

Osobna sprawa to usługi w wersji płatnej. Mają własny, późniejszy termin i własne komunikaty w panelu. Jeśli pracujesz na licencji 360, sprawdź, co dokładnie widzisz na swoim koncie, bo daty dla wersji darmowej Cię nie dotyczą. Sytuacja końcowa jest jednak identyczna — tylko przesunięta.

Praktyczny wniosek jest jeden: okres po lipcu to margines bezpieczeństwa, nie termin realizacji. Wszystko, co ma przetrwać, powinno leżeć w pliku przed 1 lipca.

Dlaczego historia nie trafi do nowej usługi

To nie jest zaniedbanie Google ani funkcja, która czeka w kolejce. To konsekwencja innego modelu danych.

Stary Analytics opierał się na sesjach i odsłonach — pomiar był z góry ułożony w hierarchię: użytkownik, sesja, odsłona, zdarzenie jako element dodatkowy. GA4 mierzy wyłącznie zdarzenia z parametrami, a sesję wylicza z nich wtórnie, na własnych zasadach. Nie istnieje reguła, która przełożyłaby jedno na drugie bez utraty sensu, i dlatego nie ma czego migrować. Nawet gdyby Google wgrał stare liczby do nowej usługi, nie zgadzałyby się z tym, co ta usługa liczy dziś.

Stąd wynika najbardziej dotkliwy skutek dla planowania: porównania rok do roku w GA4 zaczynają się od dnia, w którym ta usługa zaczęła zbierać dane. Jeśli została założona w 2022, w lipcu będziesz mieć pełny rok odniesienia. Jeśli powstała dopiero teraz, pierwsze sensowne porównanie zrobisz za dwanaście miesięcy.

Warto też sprawdzić, czym właściwie jest usługa GA4 na Twoim koncie. Od marca trwa wdrożenie, w ramach którego Google zakłada ją sam za właścicieli, którzy tego nie zrobili. Taka usługa mierzy podstawy i ma dane od dnia utworzenia, nie od początku istnienia serwisu. Widzę już konta, na których ktoś odkrył jej istnienie i uznał, że temat migracji jest zamknięty.

Eksport zamraża raport, a nie dane

Tu popełnia się najwięcej błędów, bo słowo „eksport” sugeruje, że wynosimy dane. Wynosimy konkretny raport.

Plik z panelu to zestaw wybranych wymiarów i metryk za wybrany zakres. Po zamknięciu usługi nie przekroisz go inaczej — nie dołożysz wymiaru, którego nie wziąłeś, nie zejdziesz na niższy poziom, nie nałożysz segmentu. Segmenty i porównania w ogóle nie przechodzą do pliku, zostają w narzędziu. Dlatego wybór tego, co eksportujesz, jest decyzją na lata, a nie czynnością techniczną do odklikania.

Dwie pułapki, o których się zapomina. Pierwsza to próbkowanie: przy dużym ruchu i długich zakresach raporty ad hoc bywają liczone na próbce, a informacja o tym zostaje w interfejsie, nie w pliku. Druga to wymiary o dużej liczności, w których część wartości zwija się do wiersza zbiorczego — i on też trafia do eksportu jako pełnoprawna pozycja.

Dlatego wolę więcej mniejszych, prostych zestawień niż jeden szeroki raport. Miesięczne podsumowanie na kilku wymiarach jest odporne na próbkowanie i po latach nadal zrozumiałe, a rozbudowana tabela z ośmioma wymiarami po roku bywa nieczytelna nawet dla osoby, która ją zrobiła.

Co zapisuję poza liczbami

Sam eksport raportów to połowa roboty. Druga połowa to kontekst, bez którego te liczby za rok będą nie do obrony.

  • Definicje celów — nazwa, typ, warunek, wartość. Bez tego nikt nie odpowie na pytanie, dlaczego dawny raport pokazywał inną liczbę konwersji niż nowy.
  • Konfiguracja widoków — filtry, wykluczenia odesłań, wykluczanie parametrów zapytania, strefa czasowa i waluta. To najczęstsze źródło rozbieżności między narzędziami i najłatwiejsze do przeoczenia.
  • Raporty, na które ktoś się powołuje — zestawienia z ofert, prezentacji i podsumowań rocznych. Jeśli liczba trafiła do dokumentu poza Analytics, musi mieć w archiwum swoje źródło.

Osobna kwestia to pulpity. Wszystko, co w Looker Studio jest podłączone do starej usługi, przestanie się odświeżać, a po zamknięciu dostępu pokaże błąd zamiast danych. Zanim to nastąpi, przenoszę takie raporty na arkusz z archiwum albo zapisuję ich stan w pliku. Zrzut ekranu też jest lepszy niż nic, ale nie liczyłbym na to, że wystarczy do dyskusji o wynikach.

Archiwum zapisuję w miejscu, do którego dostęp ma klient, nie tylko agencja. To wbrew pozorom najważniejszy punkt tej listy — pliki na dysku jednej osoby giną razem ze zmianą wykonawcy.

Nowa usługa też nie jest archiwum

Częsta reakcja brzmi: „dobrze, od lipca liczymy w GA4 i po jakimś czasie będziemy mieć swoją historię”. Częściowo tak, ale z zastrzeżeniem, które warto poznać teraz, a nie za rok.

Usługa standardowa przechowuje dane o zdarzeniach i użytkownikach w ograniczonym okresie — do wyboru są dwa ustawienia, krótsze i dłuższe, a domyślnie włączone jest to krótsze. Raporty zagregowane zostają, ale eksploracje i analizy schodzące do poziomu zdarzeń przestają obejmować starsze okresy. Pierwsza rzecz, którą robię w każdej nowej usłudze, to przełączenie retencji na maksymalną dostępną wartość. Zajmuje to kilkanaście sekund i nie działa wstecz, więc każdy tydzień zwłoki to bezpowrotna strata.

Jeśli potrzebujesz danych na poziomie zdarzeń dłużej, jedyną sensowną drogą jest eksport do BigQuery, dostępny także w wersji darmowej. To temat na osobny tekst i pisałem o nim wcześniej, ale w kontekście lipca ma znaczenie: warto uruchomić eksport zawczasu, bo on również nie przenosi danych sprzed swojego założenia.

Plan na maj i czerwiec

Kolejność, którą stosuję na kontach, wygląda tak.

Najpierw sprawdzam, czy usługa GA4 istnieje, czy zbiera dane i od jakiej daty — bez tego nie wiem, ile historii trzeba wynieść ręcznie. Potem ustawiam retencję i, jeśli klient tego potrzebuje, zakładam eksport surowych zdarzeń. Dopiero wtedy zabieram się za dawną usługę.

Eksport historii planuję na maj, nie na koniec czerwca. Powód jest prozaiczny: przy większym serwisie to kilka godzin pracy rozłożonych na kilka podejść, a w ostatnim tygodniu przed terminem zawsze wypada coś pilniejszego. Do tego dochodzą pytania, które pojawiają się w trakcie — „a mamy jeszcze ten raport o kampaniach z 2019?” — i na nie też trzeba mieć czas.

Na koniec rozmowa z klientem, najlepiej pisemnie. Uprzedzam o dwóch rzeczach. Że po lipcu dawne raporty będą jeszcze przez pewien czas widoczne, ale nie należy się do tego przywiązywać. I że liczby w nowym narzędziu nie będą się zgadzać z dawnymi — to nie błąd wdrożenia, tylko inny sposób liczenia. Jeśli nie powiem tego teraz, usłyszę to jako zarzut w sierpniu.

Największym błędem, jaki widzę na kontach, które przejmuję, nie jest zły wybór raportów do eksportu. Jest nim założenie, że skoro panel po lipcu jeszcze działa, to sprawa może poczekać.

Podziel się tym artykułem z innymi!

Twitter Facebook Linke.din
Autor nie posiada zdjęcia
Tomasz Piasecki
Specjalista Google Ads / SEM
Zajmuję się kampaniami Google Ads i widocznością stron w wyszukiwarce. Na blogu UDI Group piszę o tym, jak ustawienia kampanii i decyzje techniczne przekładają się na realne wyniki. Staram się tłumaczyć mechanizmy, a nie tylko podawać gotowe przepisy.